09 - 02 - 2021
Wspomnienia z okresu okupacji - cz. 3

Trzecia, ostatnia część wspomnień Władysławy Kmiotek, spisanych w 1947 r. Władysława spisywała je będąc studentką Uniwersytetu w Poznaniu. Na ślad wspomnień natrafił krewny pani Władysławy,Tomasz Kmiotek, który znalazł informację o ich istnieniu w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej. Oryginał jest przechowywany w Bibliotece Uniwersyteckiej w Poznaniu. Pan Tomasz otrzymał kserokopie z orygniału. Z powodu złej jakości przepisał je ponownie na komputerze.

Władysława Kmiotek - Wspomnienia z okresu okupacji (część trzecia, ostatnia)

Nieufnie odnoszono się do tzw. "Leistungspolen", którzy na skutek wydajnej pracy oraz dobrego zachowania sie wobec Niemców zostali wyróżnieni spośród ogółu i wynagradzani w formie niemieckich kart przydziałowych. W towarzystwie bojkotowano takich Polaków, usuwano się od rozmowy z nimi i nie zdradzano im swoich poglądów. Takie postępowanie często było niesłuszne, bo większość "Leistungspolen" broniła się przed zaszczytnym wyróżnieniem. Niezależnie od ich woli na wniosek pracodawcy przyznawano im pierwszeństwo wśród Polaków, zabezpieczano przed wywozem na prace do Rzeszy. Większą nieufność wśród Polaków zdobyli sobie "Volksdeutsche", którzy dobrowolnie, na podstawie udowodnionego pochodzenia niemieckiego, byli przyjmowani na listy Niemców. Spośród nich należy wyróżnić niewielką ilość tych, którzy zmuszeni zostali do przyjęcia narzuconego im obywatelstwa. Przymus ten stosowano w formie bezwzględnej, gdy kilkakrotne upomnienia ze strony kierownika partii pozostały bezskuteczne, starano się nakłonić daną osobę groźbą kary: wywiezieniem na roboty, wysłaniem do obozu karnego itp. Gdy to nie skutkowało stosowano kary cielesne, zamykano w więzieniach - najczęściej ginęły te osoby. Postępowano w ten sposób wobec młodych mężczyzn zdolnych do służby wojskowej, w wypadku, gdy ich rodzice celem uratowania majątku zapisywali się wbrew woli dzieci na listę niemiecką. Z powyższego wynika, że "Volksdeutsche" dzielili się na dwie grupy. Pierwsza grupa obejmująca tych, którzy dobrowolnie stali się Niemcami i pracowali razem z nimi, starając się pozyskać najszersze względy i łaski ze strony władz. Postępowali odpowiednio do tego: z Polakami zerwali całkowicie kontakt, unikali ich towarzystwa, a zbliżali się jedynie do Niemców. Natomiast druga grupa, do której zaliczam Polaków zmuszonych do przyjęcia obywatelstwa niemieckiego, zachowała polskość. Utrzymywała stosunki z Polakami, pomagała im w różnej formie czy to materialnie, czy też wstawiennictwem u władz, rozszerzała wiadomości radiowe z zagranicy oraz podtrzymywała ducha polskiego w narodzie.

Ogólnie Polacy trzymali się dala od Niemców. Wyraźnie zarysował się ten fakt pod koniec wojny, gdy pewna (nieliczna zresztą) część Niemców starała się zbliżyć do Polaków. Zwłaszcza Polki usuwały się od towarzystwa Niemców, traktowały ich z góry i nie podtrzymywały znajomości. W przeciwnym wypadku kobieta wyrabiała sobie złą opinię i często spotykała się z bezpośrednim okazywaniem jej tego.

Życie Polaka w okresie okupacji zamykało się przeważnie w ramach jego rodziny. Szczęśliwi byli ci, którzy razem przetrwali te ciężkie czasy. Niestety rodziny były w większości rozproszone: ojciec znajdował się w niewoli, w obozie koncentracyjnym lub wysłany był na roboty, zdolna do pracy młodzież przebywała również daleko, jedynie matka z drobnymi dziećmi zostawała w domu. Cały ciężar utrzymania i wychowania dzieci spadał na jej barki. W późniejszym okresie wojny przymus do pracy obejmował nawet kobiety posiadające małe dzieci. Podczas całodziennej zawodowej pracy matki dzieci pozostawały pod opieką staruszki - babki w domu lub u sąsiadów. Dopiero wieczorem zajmowała się nimi matka obarczona prócz tego wszystkimi domowymi zajęciami: sprzątaniem, praniem, przygotowaniem posiłku już na dzień następny. Starsze dzieci, któe mogłyby być pomocą, były zatrudnione u Niemców na wsi lub w mieście albo nawet wysyłane do Rzeszy. Obarczano je ciężkimi pracami jak ludzi starszych: w polu, w gospodarstwie domowym, w przemyśle itd. Były wyzyskiwane do maksimum, o ich zdrowie i wychowanie nikt nie dbał. Tak więc Polacy starsi czy młodsi skazani byli na zagładę. Zmierzała ku temu również ustawa o małżeństwach, znana z czasów okupacji. Na terenach przyłączonych do Rzeszy narzeczeni polscy mogli pobierać się dopiero w przypisanym wieku: kobieta w 25-tym roku życia, mężczyzna po skończeniu 28-miu lat. Niemcy dążyli do największego ograniczenia przyrostu naturalnego Polaków.

Fot. Okupacyjna pocztówka. Z archiwum Ewy Niespodzianej

Stosunek Niemców do kościoła katolickiego był wrogi. Księży polskich jako przestępców politycznych usunięto do obozów koncentracyjnych. Opustoszałe kościoły obrabowano i zamknięto przed dostępem wiernych, przeznaczając je na własne cele. Z czasem kościoły nasze służyły im za magazyny sprzętu wojennego lub przerabiane były na tzw. "Ohnennhalle" [właściwa nazwa: Ahnennhalle - pol. dom przodków - dopisek JM], w których odbywały się uroczystości partyjne. Miejsce naszych ołtarzy i krzyżów zajęły niemieckie orły i flagi ze swastyką. Początkowo kościoły stały puste. Tylko przy nielicznych z nich pozostawiono księży. Tam, gdzie ksiądz był, odbywała się w niedzielę Msza św. Stosownie do zarządzenia nie wolno było w czasie nabożeństwa śpiewać pieśni polskich, kapłan nie wygłaszał kazania, a ewangelię św. odczytywał w języku niemieckim i polskim. Na starania katolików niemieckich władze zezwoliły na przejazdy kapłanów do pustych kościołów na odprawienie w nich co pewien czas nabożeństwa. W Kcyni takie nabożeństwo odbywało się co czwartą niedzielę, lecz tak jak wspominałam przy najmniejszej okazji odwoływano je, czyniąc to w formie kary. Zdarzało się nieraz, że w czasie nabożeństwa Gestapo obstawiało kościół, wychodzących ludzi zabierano do pracy w polu lub do innych robót.  Z czasem kościoły zamknięto całkowicie i przeznaczono na własne cele. 

Prześladowania kościoła wzbudzały w Polakach jeszcze silniejsze przywiązanie do wiary i skłaniały do odprawiania tajnych praktyk religijnych. W większych mieszkaniach wznoszono prowizoryczny ołtarz, zbierała się grupka najbliższych i odprawiała nabożeństwo majowe, różaniec październikowy, odmawiano nowenny. Często jakiś znajomy ksiądz, ukrywający się w danej okolicy, odprawiał w największej tajemnicy mszę siwętą, słuchał spowiedzi i udzielał sakramentów św.

Wśród ogromu pracy zawodowej, kłopotów i starań związanych z bytowaniem, Polacy znajdowali czas na zbieranie wiadomości ze świata wojny. Nawet w najcięższych momentach nie tracili wiary w zwycięstwo sprzymierzonych, krzepili się nadzieją, a odrzucali wszelki pesymizm. Do dzienników niemieckich i wiadomości radiowych odnosili się nieufnie, czytali "między wierszami" i tylko pewne wnioski wysnuwali z podawanych komunikatów. Natomiast rozchwytywane były tajne gazetki, ulotki, a wiadomości radiowe zagraniczne podawane z ust do ust. Obserwowano czujnie zachowanie sie Niemców - stąd czerpano dużo optymizmu i wytrwałości, które pozwoliły przetrwać nawet momenty krytyczne i nie dały załamać się duchowi. Polskę wyobrażano sobie wielką i potężną w myśle pewnej przepowiedni: "od morza do morza". Przypuszczenia swe opierano na głosach prasy i radia zagranicznego, gdzie sławiono bohaterskie czyny Polaków walczących na każdym froncie i zapewniano nagrodę. Dziś, kiedy wojna jest skończona, Polsce dotkniętej najbardziej zniszczeniem wojennym cofa się dane obietnice - chce się jej zabrać nawet te ziemie, które należą do niej od wieków, a stanowić mają silne oparcie dla naszego bytu państwowego. 

Autorka: Władysława Kmiotek

Zdjęcie na okładce: Wiec nazistowski na rynku w Kcyni. Z archiwum Zbigniewa Prusaka

Malice, koniec lat 30. Zofia Kmiotek z córkami: Heleną, Izą, Władką i Janką. Z archiwum Marii Zaworskiej.  

Poprzednia
Powrót do listy aktualności
Następna