W trakcie "Czereśniowej Majówki" w dniu 23 maja br. w Smoguleckiej Wsi dokonano odsłonięcia dwóch tablic, upamiętniających wybitne osoby, które przyszły na świat w tej miejscowości - Urszulę Plewkę-Schmidt i hrabiego Bogdana Hutten-Czapskiego. W odsłonięciu uczestniczyli członkowie rodzin.
Poniżej publikuję artykuł autorstwa Marii Daniel, siostry Urszuli Plewki-Schmidt.
Justyna Makarewicz/Dźwiękowe Archiwum Kcyni
O odsłonięciu tablic pamiątkowych w Smoguleckiej Wsi w dniu 23.05.26 r. poinformowała mnie pani Justyna Makarewicz z Urzędu Miejskiego w Kcyni. Ponieważ dotyczyło to również mojej rodziny, byłam bardzo wzruszona i nie zastanawiając się długo postanowiłam wziąć udział w tej ceremonii.
Przeszłością Smoguleckiej Wsi zainteresowałam się bliżej rok temu, zbierając materiały do źródeł rodzinnych. Ojciec mój, Stanisław Plewka był tam swego czasu zarządcą majątku hrabiego Bogdana Hutten-Czapskiego, to znaczy pracował tam w latach od 1936, przez okres wojenny (przy wyznaczonym na Treuhaendera Niemcu Schreiberze), do roku 1949. Tam urodziła się też moja siostra Urszula. Opowieści z tamtych lat były oczywiście obecne w przekazie rodzinnym, ale zapragnęłam wówczas zobaczyć te okolice, aby zasłyszane historie nabrały swoich kształtów i form. Ocalało wprawdzie parę zdjęć z tego okresu, ale zatrzymały one czas, w którym nie brałam udziału, który nie był moim.
Niedługi był okres odzyskania wolności kraju, w ów pełen nadziei czas przypadło narzeczeństwo rodziców. I w 1938 roku odbył się w Poznaniu ślub Wielkopolanina Stanisława ze Ślązaczką Gerdą, nazywaną w rodzinie Urszulą. Moja siostra, również Urszula, przyszła na świat w Smoguleckiej Wsi na początku okupacji w grudniu 1939 i mieszkała tam z rodzicami przez cały okres wojny. Do szkoły w Smogulcu poszła już w Polsce Ludowej.
Wiemy, jaką rolę odgrywa wczesne dzieciństwo w życiu człowieka. Tamte smoguleckie lata wywarły moi zdaniem duży wpływ na rozwój dorastającej dziewczynki. Była przez 10 lat jedynaczką, pierwszym dzieckiem troskliwej młodej matki, wcześnie osieroconej. Dzięki Dźwiękowemu Archiwum Kcyni mogłam w czasie naszego spotkania porozmawiać z towarzyszką wspólnych zabaw siostry czy poczytać wypowiedzi innych osób. Z owych relacji wyłonił mi się obraz zuchowatej, pewnej siebie dziewczynki, kreatywnej w wymyślaniu zabaw, nie stroniącej od kontaktów z innymi rówieśnikami.
Na zdjęciu: Urszula Plewka w dzieciństwie. Z archiwum Marii Daniel.
Ogarniając wzrokiem smogulecki równinny krajobraz, bezkresną przyrodę tej okolicy, trudno oprzeć się wrażeniu, że widok ten raz zapamiętany może towarzyszyć wrażliwemu obserwatorowi przez całe życie. Czy wszechobecnością tego bezkresu da się wytłumaczyć zamiłowanie artystki do wielkich formatów i prac monumentalnych?
W związku z ceremonią odsłonięcia tablic pamięci dwóch osób wywodzących się właśnie ze Smoguleckiej Wsi zaczęłam się zastanawiać jak przybliżyć dzisiejszym odbiorcom wydarzenia te dwie postaci, których porównanie wymyka się wszelkim znanym regułom.
Kobieta i mężczyzna, którzy za życia nigdy się spotkać nie mogli, bo przecież Urszula Plewka-Schmidt urodziła się w dwa lata po śmierci hrabiego Bogdana Hutten-Czapskiego. W czasach jego aktywności politycznej kobiety niewiele miały do powiedzenia, chyba, że wywodziły się ze znanych rodów jak Mielżyńscy, tak jak matka hrabiego - Eleonora. I to prawdopodobnie wśród tych powiązań szukać by trzeba powodów zatrudnienia mego ojca na dobrach Hutten-Czapskiego, bo wcześniej pracował jako zarządca w Iwnie i Chobienicach u hrabiego Ignacego Mielżyńskiego (krewnego hrabiego Bogdana), który jeszcze w roku 1937 wystawił ojcu doskonałą opinię. Historia ożywa i dzieje się dalej na naszych oczach, pomyślałam sobie.
Podczas odsłonięcia tablicy pamiątkowej swego krewnego hrabiego Hutten-Czapskiego Gabriela Wenda przedstawiła koligacje rodzinne, udokumentowane chociażby korespondencją i zdjęciami sławnego przodka.
Po odsłonięciu drugiej tablicy z wizerunkiem Urszuli Plewki-Schmidt próbowałam w wielkim skrócie przedstawić zgromadzonym parę faktów z życia mej siostry. Jak lapidarnie zauważyła pani Lucyna Lewandowska (wspólnie z p. Mateuszem Konopką autorzy i realizatorzy idei upamiętnienia wybitnych postaci wywodzących się ze Smoguleckiej Wsi), notę biograficzną można poczytać w Wikipedii. Ale w tym momencie po raz pierwszy poczułam się jako łączące ogniwo minionego czasu, opowiadając go tym, których łączy wspólne pochodzenie, którzy pragną poszerzyć swoją wiedzę o przeszłych latach swoich stron.
I bardzo wzruszona odczułam bliskość siostry i tego, co ją szczególnie interesowało i jak leitmotiv przewijało się w wielu jej dziełach: refleksji nad historią, nad czasem i jego przemijaniem.
Fot. Urszula Plewka-Schmidt przy pracy. Z archiwum Marii Daniel
Była to niecodzienna uroczystość, uwieńczenie inicjatywy mieszkanek i mieszkańców Smoguleckiej Wsi, którzy pielęgnując własną historię przybliżają ją wszystkim zainteresowanym. W ramach festynu ludowego okazała się trafionym punktem programu. Ożywiona oprawa dodała jej autentyczności i zachęciła, jak sądzę, do dalszych spotkań. Bo przecież to mieszkańcy są najważniejsi, to o nich będzie się wspominać za parę lat. O ich pomysłach, potrzebach i ich dokonaniach. Również o ich wrażliwości na formę artystyczną. O poszukiwaniu własnej tożsamości i roli naszych korzeni napisano już tomy, temat ten niezmiennie frapuje i porusza. To alegoria korzenia, a więc początku i pochodzenia, jak również tego, co niewidoczne. Co warunkuje wzrost tego, co widoczne i odczuwalne. Nasunęło mi się tu moje niedawne odkrycie: plakat do sztuki Sławomira Mrożka „Emigranci” autorstwa Tomasza Bogusławskiego. Jego przekaz pobudza wyobraźnię, obrazuje to, kim jesteśmy. Myślę, że nie tylko przez pryzmat emigracji.
Autorka: Maria Daniel
Fot. Maria Daniel, Justyna Makarewicz, powierzone
Zdjęcie na okładce: organizatorzy, członkowie rodzin U. Plewki-Schmidt oraz hr. Bogdana Hutten-Czapskiego oraz goście. Fot. M. Daniel


