11 - 07 - 2025
Echo - reportaż o bólu

Dziś (11.lipca) Narodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Rzezi Wołyńskiej. W związku z kolejną rocznicą wydarzeń z 1943 roku na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, które rozpoczęły masowe prześladowania i okrutne mordy polskich mieszkańców Kresów dokonywane przez ukraińskich nacjonalistów, zamieszczam przedruk artykułu z archiwalnej strony Dźwiękowego Archiwum Kcyni.

Z uwagi na fakt, że na terenie gminy Kcynia mieszka wielu potomków repatriantów, w rodzinach których przetrwała pamięć o ofiarach tragicznych wydarzeń, zbieranie wspomnień, rozmowy z potomkami i podejmowanie tematu Rzezi Wołyńskiej jest ważnym aspektem działalności Dźwiękowego Archiwum Kcyni.

Zapraszam do kontaktu osoby, które chcą się podzielić opowieścią rodzinną dotyczącą tych wydarzeń. 

Artykuł został po raz pierwszy opublikowany 18.07.2018 r. Aby obejrzeć fotografię, kliknij w miniaturę. 

Justyna Makarewicz/Dźwiękowe Archiwum Kcyni 

Echo - reportaż o bólu
18.07.2018

Jeszcze nigdy nie organizowałam spotkania w takim tempie. Maksymilian Rigamonti, fotograf, współautor książki Echo, napisał na 6 dni przed wizytą, w odpowiedzi na moje zaproszenie: Możemy być w Kcyni po weekendzie, 16 lipca. Wiedziałam, że temat jest ważny, że warto podjąć ryzyko. Miałam obawy, z jakimi oczekiwaniami mieszkańcy przyjdą na to szczególne spotkanie? Spotkanie o bólu.

Temat, którego swoją książką dotknęli dziennikarze Magdalena i Maksymilian Rigamonti był istotny z punktu widzenia mieszkańców gminy. Wielu tych, którzy przyjechali na Pałuki wagonami bydlęcymi latem 1945 roku zza Buga, niosło swój własny bagaż wspomnień. Poza kołdrą, psem, garnkami każdy wiózł wspomnienia. Wspomnienia szczęśliwego dzieciństwa, zabaw nad rzeką, żniw i kompotu babci. Wspomnienia strachu, ukrywania się, obawy, czy nas nie wydadzą, niepokoju o los najbliższych. Wspomnienie śmierci.

Przyjechali tutaj i powinni się cieszyć, że żyją. Od nowa układali swoje życie – tu będzie stał stół, tu powiesimy obraz z Najświętszą Panienką. Urządzali się w nieswoich domach, wspominając to, co zostawili na Kresach. Czasem wielkie, kilkudziesięciohektarowe gospodarstwa. Gruszę, co rosła obok domu. Krowy najlepsze w całej wsi. Wspominali i nie umieli być szczęśliwi z faktu, że żyją. Że uniknęli straszliwej śmierci.

Nikt wtedy nie słyszał o zespole stresu pourazowego, o terapii, o psychologach i pomocy farmaceutycznej. Urządzali się tutaj. Próbowali się wpasować w zastane relacje społeczne, w miejscowych, którzy nie kryli wrogości. Zwłaszcza, ze często to ci zza Buga, „hadziaje”, dostawali najlepsze gospodarstwa po Niemcach, do objęcia których szykowali się miejscowi Polacy.

Wielu z tych, którzy zechcieli po latach o tym porozmawiać, nie kryje emocji. Po kilkudziesięciu latach głos drży, gdy opowiadają o wydarzeniach na Kresach z lat 1943-45.  

Rozmowa, która odbyła się 16 lipca w ramach „Ciekawości świata”, krążyła wokół książki. Nad Kcynią przetaczała się burza, a my daliśmy się ponieść tej spokojnej, pełnej namysłu opowieści. O przyrodzie, która pozostała jedynym świadkiem bólu. O bzach rosnących w środku lasu, innych dowodach na to, że przed 70 laty Wołyń wyglądał zupełnie inaczej. Ci ludzie tam zostali. Często nie wiadomo dokładnie, gdzie mają swój grób. Czy książka Echo ma wymiar uniwersalny? Czy dla kogoś, kto nigdy o wydarzeniach wołyńskich nie słyszał, będzie zrozumiała? Jak powstawała? Czy autorzy mieli okazję zaprezentować ją na Ukrainie?

Rozmowa z Magdaleną i Maksymilianem Rigamonti, którą przeprowadziłam, nie była dla mnie łatwa. Być może niektórzy z mieszkańców spodziewali się historycznego ujęcia tematu – z podaniem konkretnych dat, nazw miejscowości, liczby ofiar. Tak nie było. Mówiliśmy o cierpieniu i  o zapomnieniu. O poszukiwaniu cienia nadziei na pojednanie.

 

 

Ta wyjątkowa książka jest lakoniczna, surowa w formie, uboga w słowa. Swoim wyglądem przypomina nagrobną płytę. Okładka jednak, w odróżnieniu od chłodu kamienia, jest ciepła w dotyku. Książka „Echo” dotyczy miejsc, gdzie próżno szukać nagrobnych płyt, a krzyże mają puste tabliczki – wciąż nie ustalono wspólnej wersji tekstu, na którą mogłyby się zgodzić obydwie strony, polska i ukraińska.

Niewiele w niej słów. Te, które są, a których autorką jest Magdalena Rigamonti, przypominają białe wiersze, haiku. Zapis chwili. Często słów w konfrontacji z budzącymi grozę zdarzeniami brakuje. Nie wiemy co powiedzieć. Słowa nie ocalają. Są zbyt ułomne, by ponazywać to, czego świadkami byli tamci ludzie. Czystki – bo przecież wydarzenia na Wołyniu nie dotyczyły tylko Polaków, ale wszystkich.

Trudne rozmowy trzeba podejmować, po wcześniejszym przemyśleniu tematu, z empatią. Muszą ze sobą rozmawiać zwykli ludzie, nie politycy, bo oni zawsze widzą przede wszystkim interes swojego państwa. Nieprzepracowany temat wróci, prędzej czy później – podkreślali nasi goście.

Po spotkaniu była okazja do indywidualnych rozmów i zakupu książki. To rzeczywiście wyjątkowa – pod względem edytorskim i autorskim pozycja wydawnicza. Wszystko jest tutaj przemyślane – od wyglądu okładki po dobór fotografii. Każde słowo, które towarzyszy fotografiom.

Tym z Państwa, którzy są zainteresowani zakupem książki „Echo”, polecam stronę internetową:www.maksymilianrigamonti.com

Dla tych, którzy nie mogli uczestniczyć w spotkaniu, przygotowałam wybór materiałów na temat książki Echo, które są dostepne w internecie:

Film na kanale Youtube o książce 

link do wywiadu z radiowej Dwójki, w którym usłyszałam o książce Echo - kliknij

artykuł w Dzienniku Gazecie Prawnej - kliknij

Autorka tekstu: Justyna Makarewicz/Dźwiękowe Archiwum Kcyni  

Zdjęcia ilustrujące artykuł pochodzą z książki "Echo"

Poprzednia
Powrót do listy aktualności
Następna