30 - 03 - 2025
Wizyta w Kcyni
Z przyjemnością publikuję artykuł Jasona Albera, zawierający jego relację z wizyty w Kcyni. W kwadratowych nawiasach zamieściłam wyjaśnienia ułatwiające zrozumienie kontekstu.
Tłumaczenie: Justyna Makarewicz/Dźwiękowe Archiwum Kcyni
Poranek powitał mnie pięknym wschodem słońca, który podziwiałem przez okno w sypialni. Zapakowałem swoje rzeczy do samochodu i przejechałem 30 km do Kcyni (poprzednia nazwa: Exin). W miarę jak zbliżałem się do miasta dwie sprawy przykuły moją uwagę. Po pierwsze, widziałem wiele budynków gospodarczych i stodół z pięknej, czerwono-pomarańczowej cegły. Po drugie, mogłem podziwiać miasto z oddali, tak majestatycznie rozłożone na szczycie wzgórza z bliźniaczymi wieżami klasztoru, wciąż najwyższymi punktami [w panoramie].
Poszedłem w kierunku klasztoru, gdzie byłem umówiony z Justyną. Justyna jest pracownikiem ratusza i prowadzi lokalne archiwum. Przez około rok obserwowałem na Facebooku grupę dotyczącą Kcyni. Kilka tygodni temu wysłałem wiadomość do moderatora tej grupy wspominając, że planuję odwiedzić Kcynię, a także pytając, czy w miejscowych archiwach są jakiekolwiek informacje o rodzinie Alber. Okazało się, że moderatorem tej grupy jest Justyna, która zareagowała entuzjastycznie na moją wiadomość. Zaproponowała, że sprawdzi w archiwum, ale także zapytała, czy zechcę się spotkać, aby dowiedzieć się więcej o mieście. Z radością przystałem na taką propozycję.
Justyna poprowadziła mnie trasą przez miasto, opowiadając, że Kcynia została założona w 1262 roku i przez wieki była tyglem kulturowym, stanowiąc miks wielu kultur. Zamieszkiwali ją Polacy (katolicy), Niemcy (luteranie) oraz Żydzi. Czerwona cegła, tak popularny materiał budowlany, pochodziła z pokładów gliny [występujących] w tej okolicy. W Kcyni funkcjonowały trzy cegielnie. Wiele domów i gospodarstw posiada ceglane ogrodzenia z charakterystycznymi filarami. Przez lata wiele ceglanych budynków zostało otynkowanych.
Nie mogliśmy wejść do kościoła poklasztornego, ponieważ trwała tam poranna niedzielna msza. Szybko zajrzeliśmy natomiast do drugiego kościoła [zlokalizowanego] na końcu ulicy. Na początku II wojny światowej Naziści zniszczyli synagogę, a w czasie wojny rozebrali dzwonnicę i przetopili dzwony kościoła [farnego], gdy potrzebowali materiału do produkcji broni, tak jak robili to w całej Europie. Po wojnie zostały ustalone nowe granice i [miejscowi] Niemcy zostali zmuszeni do wyjazdu na Zachód, za Odrę. Polacy nie korzystali z pozostawionych [przez Niemców] kościołów ewangelickich, w większości przekształcając je na świątynie rzymsko-katolickie. W Kcyni [przez pierwsze miesiące po zakończeniu wojny] korzystano ze świątyni ewangelickiej, ponieważ wnętrze kościoła farnego było zniszczone. Gdy w 1960 roku ponownie wyświęcono wyremontowany kościół farny przenosząc elementy wyposażenia [ławki] do odnowionej świątyni, władze podjęły decyzję o rozebraniu kościoła ewangelickiego. Decyzji tej do dziś żałuje wielu mieszkańców miasta. Dzwony z kościoła ewangelickiego ocalały: umieszczono je w pobliżu kościoła farnego. To było jak gest zaciśniętej pięści, aby pokazać: zabraliście nasze dzwony, my wzięliśmy wasze. Synagoga nie została odbudowana.
Justyna dorastała niedaleko od Warszawy: przeprowadziła się do Kcyni po tym, jak poślubiła kcynianina. Wspólnie dzielone doświadczenie życia w małym mieście zbliżyło nas do siebie. Ludzie wiedzą wszystko, co ma swoje jasne i ciemne strony. Opowiadała o wysiłkach podejmowanych przez władze, by zatrzymać proces wyludniania się miasta, gdy młodzi ludzie wyruszają z Kcyni w poszukiwaniu wykształcenia lub zatrudnienia z powodu braku pracy na miejscu. Bolało mnie serce, gdy widziałem zabytkowe budynki, dziś zaniedbane z powodu niewykonywania bieżących napraw lub opustoszałe, zastępowane brzydkimi, niepasujacymi do całości wyglądu miasta stylem [architektonicznym].
Następnie pojechaliśmy kilka kilometrów dalej do wsi o nazwie Grocholin (nazwa brzmi tak samo po polsku i niemiecku) i Łankowice (poprzednio: Lankowitz), ponieważ w tych dwóch wioskach mieszkał Ferdynand Lebrecht Alber z rodziną. Grocholin był majątkiem ziemskim, którego właścicielem był baron. Posiadał wielką posiadłość z 12 mniejszymi gospodarstwami. Pracownicy majątku mogli mieszkać w tych domach i pracować na swoich polach przez kilka dni w tygodniu, resztę czasu pracowali na polach należących do barona.
Łankowice były zupełnie inną wsią niż Grocholin. To typowa wieś, która niczym wstążka (ang. ribbon village) układa się wokół jednej głównej drogi z domami leżącymi po obu stronach i długimi pasami pól za zabudowaniami gospodarskimi. Ferdynand i Wilhelmina mogli tu czuć się jak w domu, tak bardzo ta okolica przypominała okolice Cocceji.
Około 1848 roku Ferdynand Lebrecht Alber przeniósł się z Cocceji to Grocholina z żoną i trojgiem dzieci. Następne troje dzieci przyszło na świat w Grocholinie, w tym także mój pradziadek, Gustaw Ludwik Alber, urodzony w 1853 roku. Następne czworo dzieci urodziło się w Łankowicach. Nie jest jasne, gdzie urodziło się ostatnie troje dzieci, ale prawdopodobnie także w Łankowicach. W poniedziałek wybierałem się do Archiwum Państwowego w Bydgoszczy, aby dowiedzieć się, czy znajdują się tam ich metryki urodzenia.
Wciąż aktualne jest pytanie, dlaczego Ferdynand i Wilhelmina pozostawili swoją liczną rodzinę i przenieśli się na wschód? Moim zdaniem okres, w którym wyjechali, nie jest przypadkowy. 1848 rok jest znany jako czas rewolucji w Europie. Rewolucja przemysłowa trwała już przeszło 50 lat, zmieniając strukturę gospodarki z rolnej na przemysłową. Zwiększało się rozwarstwienie społeczne, powodując nierówności. Fabryki nie troszczyły się o zdrowie i bezpieczeństwo swoich pracowników. W tym roku Karol Marks i Fryderyk Engels opublikowali swój Manifest komunistyczny. Większość społeczeństw w Europie wciąż była rządzona w systemach monarchii absolutnej i ludzie domagali się demokracji, która przyniosłaby zmianę. Powstania i zamieszki doprowadziły do abdykacji króla Francji. Władcy Prus, Holandii, Danii i Austrii zgodzili się podzielić władzą z wybieranymi przedstawicielami parlamentu.
Wielkie Księstwo Poznańskie (na terenie którego znajdowały się Kcynia, Grocholin, Łankowice, Poznań, Bydgoszcz) było częściowo autonomiczną prowincją Prus, z królem Prus jako głową państwa. Niemiecki i polski były równoprawnymi językami urzędowymi. [Społeczeństwo] zachęcone wydarzeniami [na zachodzie Europy] wywołało powstania, by uwolnić się od Prus, które to zrywy zostały szybko stłumione. W wyniku represji Poznańskie straciło status prowincji. Wprowadzono germanizację, język niemiecki obowiązywał w szkolnictwie, armii, sądach, administracji i kościele. Aby przyspieszyć proces germanizacji Poznańskiego, rząd chciał zwiększyć liczbę osób narodowości niemieckiej zamieszkujących ten teren. Ludzie z innych części kraju byli zachęcani do przenosin w Poznańskie. Wydaje się prawdopodobne, że wśród tych, którzy odpowiedzieli na apel, był Ferdynand Lebrecht.
Autor: Jason Alber
tłumaczenie: Justyna Makarewicz/Dźwiękowe Archiwum Kcyni
Original version written by Jason Alber:
My morning started with a magnificent sunrise through my bedroom window. I packed up the car and drove 30 minutes to Kcynia (formerly known as Exin). As I approached the city, two things caught my attention. Firstly, many of the farmhouses and barns were made of beautiful red-orange bricks. Secondly, I could see Kcynia in a distance majestically sitting atop a hill with the twin steeples of the monastery pointing higher still.
I made my way to the monastery where I met Justyna. She works at the city hall and is a historian in the local archives. I have been following a Facebook group about Kcynia for about a year. A couple of weeks ago I sent the moderator a message mentioning that I was coming to visit the city and if there might be any information about the Albers in the local archives. Justyna is the moderator, and she responded enthusiastically. She offered to look for information but also asked if I would like to meet (it is a Sunday after all) and hear more about the city. I happily accepted her invitation.
Justyna led me on a walking tour of the city telling me it was founded in 1262 and has had a mix of cultures for centuries. Typically, the population of the city was about Polish Catholics, German Lutherans, and Jewish. The red bricks so prevalent in the buildings came from red clay in the area. There were three factories that made the bricks to build the buildings. Many homes and farms also had walled fences with characteristic fenceposts. Over the years, many of the bricks were covered with stucco.
We were unable to go inside the monastery since Sunday morning mass had just commenced. We were able to quickly peek inside the Catholic church just down the street. During the war, the Nazi blew up the synagogue, demolished the Catholic church and smelted down the church bells to build armaments as they did across much of Europe. After the war, new borders were established, and the Germans were forced to flee west of the Oder River. The Poles had no use for protestant churches, so most were converted to Catholic churches. The Lutheran church in Kcynia was also converted to a Catholic church and the original Catholic church was rebuilt. When it was completed in the 1960s, they moved the pews from the Lutheran church to the rebuilt Catholic church and then demolished the old Lutheran church (a decision many inhabitants regret to this day). They saved the church bells and placed them in the churchyard next to the Catholic church. It was a sort of clenched fist gesture to show that since the Germans took their bells, they could take theirs. The synagogue was never rebuilt.
She grew up near Warsaw and only moved to Kcynia after she married her husband who was from there. We bonded over experiences living in a small city and how everyone knows everyone, which has both advantages and disadvantages. She talked about the struggle to keep a city from dying as children leave to seek education and employment elsewhere due to lack of jobs. The heartache of seeing beautiful historic buildings being neglected due to lack of maintenance and other buildings vacant and decaying or being demolished and replaced with ugly nondescript buildings that do not fit in with the rest of the city.
Next, we drove a couple of kilometers outside of Kcynia to the villages of Grocholin (same name in Polish and German) and Lankowice (formerly Lankowitz) because these are two villages where Ferdinand Lebrecht Alber and his family lived. Grocholin was an estate owned by a baron with a large estate and about 12 small farms with houses. Workers could live in the houses and work the fields a couple of days a week to provide for their families, but the other days of the week they had to work the fields of the baron.
Lankowitz is quite different from Grocholin. It is a typical ribbon village where there is basically one street with houses aligning both sides of the street and long strips of land behind the houses. Ferdinand and Wilhelmine would have felt at home there since it is very similar to Cocceji.
Around 1848, Ferdinand Lebrecht Alber moved from Cocceji to Grocholin with his wife and 3 children. The next three children were born in Grocholin, including my great grandfather, Gustav Ludwig Alber, who was born in 1853. The next 4 children were born in Lankowitz. It is unknown where the last three children were born, but it is very likely they were also born in Lankowitz. I will visit the archives in Bydgoszcz (formerly known as Bromberg) tomorrow to see if I can find their birth records.
Now the question is why did Ferdinand and Wilhelmine leave their extended families behind and move to the east? I think the reason and timing is no coincidence. 1848 is known as the year of revolutions in Europe. The Industrial Revolution had been ongoing for about 50 years changing society from an agricultural society to an industrial one. Wealth inequality was growing, factories did not care about health and safety of their workers, Karl Marx and Friedrich Engels published the Communist Manifesto that year. Most countries in Europe were still ruled by absolute monarchs and the people wanted democracy to drive change. Uprisings and riots caused the King of France to abdicate, the kings of Prussia, Netherlands, Denmark, and Austria agreed to share power with elected members of parliament.
The Grand Duchy of Posen (where Exin, Grocholin, Lankowitz, Posen, Bromberg are located) was a semi-autonomous part of Prussia with the King of Prussia as head of state. German and Polish were both official languages. Emboldened by the revolutions, there were uprisings to become independent of Prussia which were quickly quelled. As retribution, Posen was demoted to the status of province. German language in education, military, courts of law, government administration and religious services was mandatory. In order to speed up the Germanification of Posen, the government wanted to increase the number of ethnic Germans living there. People were recruited from other parts of Prussia to move to Posen. It is likely that Ferdinand Lebrecht heeded this call.
The author of the article: Jason Alber