Prezentuję Państwu drugą część opowiadania napisanego przez Witolda Wołyńskiego. Przypomnę tylko, że Autor w pierwszej części opisał fascynację, z jaką jego Mama, Janina Wołyńska traktowała utwory poetyckie Adama Mickiewicza. Dziękuję panu Adamowi Barcikowskiemu za udostępnienie tekstu, za bardzo mily kontakt i za to, że pomyślał o Dźwiękowym Archiwum Kcyni jako miejscu, gdzie można opublikować "Noc na jeziorze Świteź". Słowa podziękowania kieruję także do wnuka Janiny, pana Rafała Wołyńskiego, za udostępnienie rodzinnych fotografii. Dzięki nim wiemy, jak wyglądała Janina w wieku, w którym zafascynowała Ją poezja naszego Wieszcza.
Justyna Makarewicz / Dźwiękowe Archiwum Kcyni
Nasz wiek XX w latach jej dzieciństwa był jeszcze młody. Polska była pod zaborami, trwała I wojna światowa. Z frontów przychodziły wieści pogrążające w żałobie wiele rodzin.
Przyszły jednak chwile, kiedy zaczęły napływać i inne wieści. Wieści, że już jest Polskie Wojsko, że już walczy, że przyniesie Wolność.
Wydarzenia przybrały szybkość lawiny- koniec wojny światowej, Powstanie Wielkopolskie, odzyskanie niepodległości, jeszcze wojna 1920r. i wreszcie Wolność, wymarzona, wyśpiewana przez poetów, wywalczona ofiarami życia i krwi.
W poprzedzającej to wszystko nadziei, która się przecież ziściła, Wieszcz był tym, który walczył o to przez całe swe życie, dawał nadzieję przetrwania, uczył miłości Ojczyzny. Pokazywał czym jest miłość i wierność.
Dla romantycznej pensjonarki jego poezja stała się zaczarowaną krainą. Wiele razy trzymając w dłoniach klucz do tej krainy – tomik poezji, zapatrzona w opalizujące wody jeziora, wybiegła myślą do dalekiego Wilna, do Nowogródka, do Tuhanowicz i nad jezioro Świteź.
Często myślała o jego życiu. Adam Mickiewicz… Poeta, Wieszcz. Jak piękna i rozumna jest jego twarz znana z rycin w książkach wydawanych przez Panów- Karola Kozłowskiego i Karola Rzepeckiego, które Ojciec przywozi z Poznania.
Tak wspaniałe i tragiczne było życie Wieszcza. Wielka niespełniona miłość, ale jakże spełnione życie. Życie wypełnione tęsknotą. Życie twórcze. Najpierw ta cudowna młodość Nowogródzko-Wileńska, tak bogata w wydarzenia, tak intensywna, tętniąca życiem, stale głodna wiedzy i tej książkowej - uczonej, i tej zawartej w „pieśni gminnej” i w legendzie. Te piękne przez nadzieje i szalone uczucie dni z Marylą Wereszczanką w Tuhanowiczach, te osnute mgłą melancholii dni w Kownie. A potem, uczucia i nadzieje brutalnie przerwane aresztowaniami Filaretów i Filomatów, a wśród innych aresztowanie Jego. A potem już zesłanie, może na lata, a może już na zawsze. W zależności od kaprysu Cara-tyrana. Wyjazd na zesłanie z nadzieją właściwą młodości, a nawet z pewnością, że przecież tu wróci. A tak naprawdę, jak się okaże, to wyjazd w drogę bez powrotu, bo potem to już tylko los tułacza i emigracja do końca życia.
Już nigdy nie zobaczył ukochanej Litwy i już zawsze żył pragnieniem. Myślała o wszystkim. Marzyła. Ach! Pojechać tam. Pokłonić się matce Bożej czczonej w Cudownych Wizerunkach Matki Boskiej Ostrobramskiej i Nowogródzkiej. Zobaczyć wszystko na własne oczy, dotknąć miejsc w których bywał, chodzić jego śladami. Żyć przez parę dni w miejscach, które tak kochał. I zrobić dla niego coś niezwykłego, coś z czego On by się cieszył, co by zaakceptował.
To wszystko nie było łatwe dla pensjonarki, która wkrótce już wprawdzie miała zdawać maturę, ale nie wiedziała, że będzie bardzo szybko zmuszona wejść w świat dorosłych, żyć na własny rachunek i walczyć o przetrwanie, gdyż cały jej szczęśliwy i bezpieczny świat runie w gruzy pod ciosem kryzysu początku lat dwudziestych.
Potrafiła walczyć. Przetrwała ciężkie dni, które upływając oddalały od niej spełnienie marzeń. Uwielbienie dla Wieszcza było stale żywe, ale to czego pragnęła pozostawało niespełnione.
Mijały lata. Zdawało się, że Wilno i cała kraina młodości Adama Mickiewicza pozostaną na zawsze już tylko marzeniem, kiedy niespodziewanie podjęła decyzję. Przyszła chwila, że zrozumiała iż musi jechać, że dalej już nie można tego odkładać, że jeśli teraz nie pojedzie, to może już nigdy na to się nie zdobędzie. Paroletnie oszczędności i urlop umożliwiły odbycie podróży.
I tak wyruszyła na Wileńszczyznę do krainy swych snów.
Co czuje się i myśli, kiedy odbywa się pielgrzymkę do miejsc nie tylko świętych, ale i wymarzonych, do krainy baśni?
Po latach, w szczególnych chwilach, kiedy święta lub inne miłe wydarzenia sprowadzały dobry nastrój i pogodę ducha, kiedy sprzyjało temu piękno zachodu słońca, piękno złotej jesieni, a zwłaszcza, a zwłaszcza w sierpniu, kiedy była rocznica podróży, wspominała te dni i odprawione wówczas Misterium. Traktowała to zresztą jako przeżycie bardzo osobiste.
Były w tej opowieści momenty wesołe i smutne, były chwile, kiedy łatwością lotu ptaka przemierzała przestrzeń docierając do wymarzonych miejsc i do ludzkich serc.
Przeżycia były niezapomniane. Te spacery ulicami i zaułkami Wilna, po Antokolu, Pohulance, godziny zadumy na Uniwersytecie, w miejscach gdzie uczył się, mieszkał, gdzie żył Wieszcz. I ten dzień w Nowogródku, gdzie chodząc wzdłuż i wszerz, odgadywała szlaki wędrówek jego dzieciństwa, gdzie z Góry Zamkowej patrzyła na panoramę miasta myśląc o tym, że z tych samych miejsc patrzał kiedyś On, i te chwile kiedy przeszłość tak przemówiła do jej wyobraźni, że spoglądała czy z cienia baszty nie wyjadą Grażyna i Litawo ze zbrojnym orszakiem. I te chwile w Tuhanowiczach, kiedy słuchała szumu lip w Altanie Maryli, kiedy przytulała twarz do drzew prosząc aby zaszumiały opowieścią o Adamie i Maryli. I ten niemy krzyk serca w tych miejscach, gdzie wszystko mówi, śpiewa i przypomina, w miejscach gdzie On „cząstkę swej duszy zostawił…” I te łzy nad losem, który rozdzielił zakochanych. I ta nagła świadomość, która może wtedy pierwszy raz w życiu przyszła z tak uderzającą siłą, że kiedyś nieuchronnie musi przyjść to co ostateczne, że przed tym nic nie ustrzeże, że to czeka każdego. I jeszcze ta myśl, ta przynosząca ulgę pociecha, że przecież jest Matka nasza czuwająca w Ostrej bramie i Nowogródku, w Jasnej Górze i Kodniu i w setkach Cudownych Wizerunków, i w każdym miejscu i o każdej porze, której powierzyć możemy nasze niepokoje i troski. Matka, której złożyła hołd w tej pielgrzymce i złożyła u jej stóp swe prośby.
KONIEC CZĘŚCI DRUGIEJ