Dzień Pamięci "Żołnierzy Wyklętych" - przemyślenia
Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” – polskie święto państwowe obchodzone jest corocznie 1 marca i poświęcone upamiętnieniu antykomunistycznego i niepodległościowego podziemia, żołnierzy, którzy po roku 1944 nie złożyli broni, nie zgodzili się, by Polską rządziła komunistyczna władza z nadania Moskwy. Święto ustanowiono w 2010 r. i ma ono oddawać hołd poległym w walce z narzuconym ustrojem. I choć wielu z nas nie do końca akceptuje nazwę „wyklęci”, to wiemy, że nasze młodzieżowe organizacje z II Konspiracji Niepodległościowej walczące o wolną Polskę mają prawo i obowiązek uczestniczyć w uroczystościach.
Otrzymuję czasem życzenia z tej okazji, uczestniczyłam w ubiegłym roku we mszy św. w tej intencji, a także uroczystości na kcyńskim Rynku. Dobrze, że taki Dzień Pamięci jest, choć należy, moim zdaniem, niektóre fakty z tamtego okresu oceniać ostrożnie, aby nie pomniejszać bohaterstwa, a jednocześnie nie gloryfikować tego, co na pochwałę nie zasługuje. W końcówce ubiegłego roku obejrzałam wspomnienia Lidii Lwow – żony Zygmunta Szendzielarza, ps. „Łupaszka”. Podziwiałam jej działalność w oddziale partyzanckim, głównie w czasie okupacji, a także przeżycia związane z wykonaniem wyroku śmierci na „Łupaszce”, jak też postawę w więzieniach w Fordonie i Inowrocławiu, gdzie przebywała prawie dziewięć długich lat. Ze smutkiem jednak wysłuchałam o krwawym odwecie, kiedy zginęło kilkanaście niewinnych osób i że do ubowców strzelano tylko dlatego, że pracowali w tym paskudnym urzędzie. Każdy powinien być najpierw osądzony. Może na mój pogląd wpływa fakt, że w naszej organizacji niepodległościowej, „Powrót” (jestem ostatnim żyjącym członkiem), poza młodzieżą było sądzonych kilka starszych osób: ks. Czesław Wojciechowski, który został skazany na 13 lat, milicjant Józef Skowron na 15 lat i pracownik UB Jan Kryza za to, że wiedział i nie doniósł na 7 lat, co świadczy, że Sąd Wojskowy w Bydgoszczy tak jak nas również ich potraktował bardzo surowo. Wiemy, że mieli okrutne śledztwo o czym świadczy przechwycony i znajdujący się w aktach IPN-u gryps ks. Wojciechowskiego, który napisał do swojego biskupa m.in. „Otóż wina moja w tym, że przyszła do mnie młodzież, abym odprawił w intencji zwycięstwa katolicyzmu mszę św.. Zgodziłem się. W śledztwie mnie bili. Do 15 lutego piekło, teraz już lepiej, bo bez przesłuchań. Niech raczy Ekscelencja wybaczyć i zapomnieć, że zrobiłem zmartwienie, lecz zostałem, jestem i będę kapłanem, choć z krzyżem na ramionach.” Niestety wszyscy już nie żyją. Nie doczekali unieważnienia wyroków ani odszkodowania za utratę zdrowia. O naszych wyrokach myślę, że na swój sposób były uzasadnione, gdyż w każdym akcie oskarżenia jest budujące stwierdzenie: „Usiłowali przemocą zmienić ustrój Państwa Polskiego budującego zręby socjalizmu” lub „obalić ustrój Polski Ludowej”. Po takim oskarżeniu przyjmowaliśmy swoje wyroki z pewną dumą i nie prosiliśmy o łagodniejszy wymiar kary. Do naszego Oddziału w Bydgoszczy należeli również byli członkowie organizacji , „Świt”, w szeregach której większość stanowili pracownicy UB, którzy oceniając krytycznie swoich pracodawców, zabrali sporą ilość broni i ukrywając się, szukali kontaktu z oddziałem partyzantów. Oczywiście skończyli na ławie oskarżonych i z wielkimi wyrokami „zamieszkali” w więziennych celach. Z pewnym żalem myślę o sytuacji, kiedy na ciche pytanie pilnującego mnie milicjanta, „Po co wam była ta broń?” odpowiedziałam hardo „Żeby do Was strzelać.”. Przecież nie był on złym człowiekiem, nawet udawał, że nie widzi, jak obok toalety wcisnęłam przyjaciółce Irce maleńką, pięknie wyhaftowaną przez siedzącą ze mną p. Woźniak chusteczkę i maleńkiego, zrobionego z moich włosów misia – dzieło wspaniałej więziennej koleżanki Ireny Kazaneckiej. Po kilku miesiącach inna koleżanka wracająca ze swojej rozprawy przekazała mi od niego pozdrowienia i życzenia, abym wytrwała. Nigdy go nie spotkałam. Mam wiele szacunku dla stróżów prawa. Byli, są i będą potrzebni, aby strzec ładu i bezpieczeństwa.
Ostatnio śledzę losy Tomka Komendy, który niewinnie, z zarzutem morderstwa, przebywał w więzieniu ponad osiemnaście lat. Tragedia ta miała miejsce już po 1989 r. w wolnej Polsce. Zmieniały się parlamenty, rządy, rodzina szukała sprawiedliwości w kolejnych instancjach sądów i nikt przez taki szmat czasu nie pochylił się nad tą straszną krzywdą młodego człowieka. Dopiero w ubiegłym roku, dzięki odwadze i ludzkiemu podejściu policjanta i dwóch prokuratorów, jego niewinność została udowodniona. Wszystko zależy od ludzi, ich rzetelnego podejścia do obowiązków. Cenię tych, którzy uważają, że najważniejsze, aby zawsze być przyzwoitym człowiekiem i to bez względu na czas,w którym żyjemy.
Święty Jan Paweł II 12 czerwca 1987 r. w Gdańsku powiedział: „Każdy z Was znajduje w życiu jakieś swoje Westerplatte, jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić, jakąś słuszną sprawę, jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Wreszcie jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i bronić jak to Westerplatte. Bronić i trzymać w sobie i wokół siebie, bronić dla siebie i innych.”
Z takim przesłaniem i wiarą w miłosierdzie Boga i wartość drugiego człowieka świętujmy kolejny Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”.
Autorka: Maria Kowalska