06 - 06 - 2023
Recenzja książki i kcyńskie wątki

Wstęp

Chciałabym opowiedzieć Państwu o książce „Porządek dnia”  Erica Vuillarda. Ta niewielkich rozmiarów książka zawiera w sobie opis wydarzeń z lat 30. XX w. Przynosi nam wiedzę o tym, co zazwyczaj nie trafia do podręczników historii, nie wydostaje się poza wnętrza eleganckich salonów, gdzie mężczyźni w swoim gronie załatwiają interesy, dbając o dyskrecję i takt. Świat finansjery i dyplomacji, świat polityki. Niedostępny zwykłym śmiertelnikom. Eric Vuillard podgląda go dla (za) nas. 

 

Na okładce książki umieszczony został wizerunek niemieckiego orła trzymającego w szponach monetę. Symbolicznie ukazano wzajemny związek tych dwóch światów: biznesu i polityki. Obydwa oddziaływują na życie innych, obydwa reprezentują potęgę i władzę. W obydwu obowiązuje bezwzględność. 

O ile to nie jest zaznaczone, wszystkie cytaty użyte w tym artykule pochodzą z książki "Porządek dnia", wydanej przez Wydawnictwo Literackie w 2022 roku, w tłumaczeniu Katarzyny Marczewskiej. Wszystkie cytaty zostały zaznaczone kursywą. 

Władza i pieniądze

Książkę rozpoczyna relacja z pierwszego spotkania największych przedstawicieli niemieckiego biznesu z Adolfem Hitlerem. 30 stycznia 1933 r. został wybrany nowym kanclerzem Rzeszy. Kilka dni później, pewnego lutowego dnia do pałacu przewodniczącego Reichstagu przybywają na spotkanie prezesi i właściciele 24 największych firm, nestorzy rodzinnych fortun, rekiny niemieckiej finansjery: między innymi Gustaw Krupp, Carl von Simmens, Albert Vogler, Wilhelm von Opel i inni. Jesteśmy w panteonie przemysłu i finansjery - wprowadza nas w charakter tego spotkania Eric Vuillard. Autora interesuje ten moment, gdy przedsiębiorcy, pokonując nieufność i rezerwę do nieprzewidywalnego polityka zrozumieli, że oto pojawia się przed nimi szansa rozwoju. Szansa rozwoju dla firm, które zostały im powierzone. Noszący nazwiska, które z czasem stały się markami, które znamy z produkowanych przez koncerny produktów wiedzą, że oto zmienia się świat, który dotychczas znali. Oczekiwaniu na Hitlera towarzyszy nerwowość - nie wiedzą, czego się z jego strony spodziewać, jakim tak naprawdę jest człowiekiem, jaką twarz im zaprezentuje, jaką przybierze maskę. Teraz stoją grzecznie, cichutko, już trochę spotulniali po dwudziestominutowym czekaniu; dym z grubych cygar szczypie ich w oczy. 

Erica Vuillarda interesuje, w jaki sposób przedstawiciele poszczególnych warstw społecznych, nade wszystko jednak elity: polityczne czy finansowe zareagowały na nowy, nieznany dotąd sposób uprawiania polityki. Ich reakcja była jednakowa: na ogół wykazali się milczącą zgodą. Wpłynęła na nią ocena korzyści, jakie mogła dać im zmiana władzy, jaka się właśnie dokonała. Niebagatelne znaczenie miała obietnica nowych kontraktów, które pojawiłyby się, gdyby tylko zignorowano sposób traktowania ludzi przez nowego kanclerza. W tej sytuacji każdy z prezesów firm wyznawał zasadę, że cel uświęca środki.  

Kiedy zatem reżim zjednał już sobie najwyższych kapłanów przemysłu i finansjery, a następnie zmusił do milczenia opozycję, jedynymi poważnymi przeciwnikami pozostały obce mocarstwa. Jak dyplomaci z innych państw reagowali na stosowane przez Hitlera i jego ekipę metody? Goszczeni przez Göringa, uczestniczący w polowaniach i podejmowani na ucztach, przymykali oczy. Musieli przecież wiedzieć, że Hitler uciekał się do zastraszania, wymuszania zmiany wcześniejszych decyzji czy zwykłego kłamstwa. Musieli znać przeszłość ludzi, którymi się otaczał. Jak politycy przyjmowali stawiane przez niego żądania wobec innych państw, wobec Austrii i Czechosłowacji? Autor opisuje reakcję i wrażenia, jakie towarzyszyły spotkaniu brytyjskiego polityka, przewodniczącego Izby Lordów lorda Halifaxa z Hitlerem. Początkowo Halifax pomylił kanclerza Rzeszy z lokajem. Potem zaś, słysząc o pretensjach, jakie wobec Austrii zgłaszają Niemcy, stwierdził, relacjonując spotkanie Baldwinowi, premierowi Wielkiej Brytanii: Nacjonalizm i rasizm to potężne siły, lecz nie uważam ich za wynaturzone ani niemoralne! Polityka przymykania oczu i tolerowania niestandardowych, nie stosowanych dotąd metod doprowadziła do światowej katastrofy. Taki wniosek płynie z książki Vuillarda. Wielkie katastrofy nadchodzą często drobnymi kroczkami - przestrzega autor.

 

W niewielkiej objętościowo książce francuski pisarz zdołał pomieścić tyle ważnych myśli, zdań, które zostają z człowiekiem na dłużej, jak choćby to zacytowane w poprzednim akapicie: Wielkie katastrofy nadchodzą często drobnymi kroczkami.

Eric Vuillard stworzył tą mikropowieść na podstawie relacji bezpośrednich świadków, po wielu godzinach spędzonych w archiwach na analizie źródeł i wspomnień. Zadbał o drobiazgowość, o opisy psychologiczne, o nakreślenie stanu, w jakim znajdowali się ludzie stykający się bezpośrednio z Adolfem Hitlerem. Zadbał o anegdoty i drobne gesty, które wiele nam mówią o charakterze bohaterów. Przynosi nam opisy reakcji na sposób funkcjonowania władzy reprezentowanej przez Adolfa Hitlera. Sztuki blefu, sztuki zastraszania i budowania atmosfery napięcia. 

Dlaczego ta książeczka jest taka istotna?

Po lekturze tej mikropowieści pozostają z nami znaczące cytaty, których nie sposób nie odnosić do tego, czego jesteśmy świadkami, w czym uczestniczymy obecnie. Bierność Zachodu, brak reakcji, bratanie się z dyktatorami to przecież cechy, które nie przeminęły wraz z poprzednimi wielkimi wojnami. Skutki takich zachowań obserwujemy i dziś. I jeśli mielibyśmy pozostać przy założeniu, że ludzie wyciągają wnioski i uczą się na błędach, to porównanie sytuacji, w jakiej znalazła się Europa w latach 30. XX w. i obecnie zupełnie nas tych złudzeń pozbawia.   

Autor opisuje atmosferę, jaka towarzyszyła spotkaniu kanclerza Austrii Kurta von Schuschnigga i Adolfa Hitlera. Styczeń 1938 roku, trwa karnawał. Wiedeń się bawi, a Schuschnigg w przebraniu narciarza udaje się do Berchtegsgaden, by spotkać się z kanclerzem Rzeszy. Oto więc, kiedy Austria kona, jej kanclerz znika nocą przebrany za narciarza, udając się w zmyśloną podróż, a Austriacy balują. Sposób, w jaki kanclerz Rzeszy potraktował swojego austriackiego gościa sprawia, że tamtemu brakuje słów z oburzenia i zgadza się na wszystko. Przyjmuje warunki Niemiec. Sam tolerował przemoc wobec przeciwników politycznych: teraz to on jest traktowany przemocowo. 

Co jest jeszcze istotne w książce Vuillarda? 

Dlaczego w Dźwiękowym Archiwum Kcyni zamieszczam recenzję dzieła Erica Vuillarda? Lektura książki "Porządek dnia" oprócz opisu entuzjastycznej reakcji Austriaków na fakt wjazdu Hitlera wraz z niemieckim wojskiem do ich kraju, przynosi również informacje na temat fali samobójstw, jaka przetoczyła się przez Austrię w marcu 1938 roku. Austriacy, którzy byli przeciw Anschlussowi, tak manifestowali swoją postawę. Nie wyobrażali sobie życia w takim kraju. A przecież tuż przed Anschlussem w ciągu jednego tygodnia doszło do ponad tysiąca siedmiuset samobójstw.

I tutaj pojawiają się wątki istotne z punktu widzenia historii Kcyni i kcyniaków. Od razu pomyślałam o losach Ismara Boasa, lekarza urodzonego w Kcyni w 1858 r., mieszkającego pod koniec życia w Wiedniu. Czy jednym z tych tysiąca siedmiuset osób, które zdecydowały o odebraniu sobie życia był lekarz Ismar Boas? Wszystko na to wskazuje. Leonard J. Hoenig oraz James D. Boyle, autorzy artykułu Życie i śmierć Ismara Boasa tak to opisują: 

Po tym, jak Naziści zajęli Austrię, w 1938 roku Boas ponownie znalazł się w cieniu swastyki. Zbliżając się do osiemdziesiątki, był zbyt stary, by zaczynać wszystko od nowa i wiedział zbyt dobrze, że dalsza [skuteczna] ucieczka przed Nazistami jest mało prawdopodobna. Samotny, pozbawiony złudzeń i najwyraźniej zapomniany, Boas zrozumiał, że doszedł do kresu swojego zawodowego życia. 15 marca 1938, 3 dni po tym, jak Naziści weszli do Wiednia, Boas popełnił samobójstwo przez przedawkowanie środków nasennych. 

Vuillard wskazuje, że nie da się prawidłowo oszacować, jak wielu ludzi odebrało sobie życie w marcu 1938 roku. Zamieszczanie kondolencji czy nekrologów w gazetach, z podaniem rzeczywistej przyczyny śmierci było aktem obywatelskiej odwagi. Za lakonicznym zdaniem z życiorysu Ismara Boasa, o tym, że w marcu 1938 roku rozstał się z życiem, stoją dramatyczne szczegóły. Boas przedawkował leki nasenne (ang. an intentional barbital overdose) po tym, jak cofnięto mu prawo wykonywania zawodu. A przecież Austria miała być dla niego miejscem schronienia przed Nazistami. 

W Niemczech, po dojściu Hitlera do władzy, na podstawie ustaw norymberskich, uchwalonych w 1935 roku, znacząco ograniczono aktywność społeczną i zawodową Żydów.  Wydawano kolejne przepisy: Żydom nie wolno było wykonywać niektórych zawodów, nie wolno było leczyć nie-Żydów,, nie wolno było posiadać firm, nie wolno było... Żydzi nie mogli prowadzić praktyki lekarskiej, mieć kancelarii prawniczych, prowadzić przesiębiorstw.

W początkach marca 1938 roku Austriacy byli świadkami gorszących scen: scen upokarzania Żydów, scen bicia Żydów, scen publicznego lżenia Żydów. Zachowania, które jeszcze niedawno nie miały prawa się zdarzyć, działy się w przestrzeni publicznej. Tłum, ośmielony brakiem reakcji władz, szalał. Czy to dlatego Ismar Boas wybrał samobójstwo? Widział to, co działo się na ulicach Wiednia? Nie widział drogi ucieczki z fatalnego położenia?

15 marca 1938 roku, na kilka dni przed swoimi 80. urodzinami, Ismar Boas odebrał sobie życie. Był lekarzem, wiedział więc, jak się do samobójstwa przygotować, jak zrobić to skutecznie. Czy sędziwy doktor był świadkiem gorszących scen? Czy widział, co spotykało wiedeńskich Żydów? Czy przemykał chyłkiem pod ścianami kamienic, próbując stać się niewidzialnym? W 1936 roku siedlił się w Wiedniu, gdyż w Niemczech nie mógł wykonywać swojej pracy. Zaproszenie od fundacji Rockefellera z Wiednia przyjął z wyraźną ulgą, przeprowadzając się do stolicy Wiednia z żoną. W sposób mistrzowski atmosferę zastraszenia i zaszczucia potrafił oddać Ulrich Boschwitz, autor książki Podróżny, o której już kiedyś wspominałam podczas naszych spacerów Śladami kcyńskich Żydów. Gdyby chcieli Państwo zrozumieć, jak czuje się zastraszana osoba, która w każdej chwili dnia drży o swoje życie, polecam tą lekturę.

W anglojęzycznym artykule autorstwa Leonarda J. Hoeniga i Jamesa D. Boyla czytamy: W ostatnich latach życia odmówiono Boasowi szacunku i czci, na jakie zasługiwał (oryg. In his final years, Boas was denied the respect and reverence he so deserved).2

Tekst i zdjęcia: Justyna Makarewicz/ Dźwiękowe Archiwum Kcyni

Dowiedz się więcej: 

1. Eric Vuillard, Porządek dnia, Katarzyna Marczewska (tł.), Wydawnictwo Literackie 2022. 

2. Ulrich Boschwitz, Podróżny, Wyd. Znak LiteraNova, Kraków 2019. 

3. Ismar Boas - Gegen das VergessenGegen das Vergessen (dgvs-gegen-das-vergessen.de) 

Przypisy:

1. Leonard J. Hoenig, James D. Boyle, The Life and Death of Ismar Boas, Journal Clin Garstroenterol 10(1). 16-24, 1988, s. 22. (tł. własne) 

2. Tamże, op. cit., s. 23.

Poprzednia
Powrót do listy aktualności
Następna