Antysemityzm w Kcyni - materiały dydaktyczne do pobrania
Inspiracją do powstania tego artykułu był projekt, który rozpoczęliśmy w maju 2022 r. pt. „ Ocalić pamięć o żydowskiej społeczności Kcyni.” Aby odnieść się do tematu chcielibyśmy wrócić na chwilę do historii pojawienia się ich w Kcyni. Żydzi zaczęli osiedlać się w Kcyni w końcu XV lub początkach XVI wieku. W 1849 r. Kcynię zamieszkiwało około 1 tys. członków społeczności żydowskiej. Następne dziesięciolecia przynoszą już regres demograficzny. Przed wybuchem pierwszej wojny światowej gmina liczyła około 200 osób. Zagłębiając się w temat dowiedzieliśmy się, że okres międzywojenny charakteryzował się znacznym odpływem z miasta ludności żydowskiej, która optowała na rzecz Niemiec (optant to osoba korzystająca z prawa do wyboru obywatelstwa.) W początkach lat dwudziestych XX w. nie było już w Kcyni rabina. Wsparcie religijne zapewniał przyjeżdżający ze Żnina kantor Abraham Lubiński, a w końcu lat trzydziestych – niejaki Wrocławski. Na majątek gminy składały się: synagoga, dom kantora, budynek po byłej szkole, dom mieszkalny stróża z cmentarzem (ul. Poznańska) oraz kostnicą. Odbywały się także nabożeństwa w synagodze. Członkowie gminy na ogół zajmowali się handlem. Kilku parało się rzemiosłem: Nusyn Buchbinder (czapnik), Josek Liwczak (krawiec), Moses Raphael (szklarz), Lejzor Rosenberg (blacharz). W drugiej połowie lat trzydziestych XX w. przybywających na targi kupców poddawano selekcji; wpuszczano tylko chrześcijan. Interweniował w tej sprawie senator |Mojżesz Schorr]. 12 kwietnia 1936 r. zwrócił się do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych oraz wojewody poznańskiego o zbadanie sprawy. Interwencja nie przyniosła oczekiwanych rezultatów.
W 1939 r. mieszkały w Kcyni rodziny: Toruńczyków, Kalmanów, Berholców-Papierowiczów, Meyerów, Nusyna Buchbundera, Berty Cohn, Mordki Gutgolda, Róży Jacoby, Dawida Koroczyńskiego, Joska Liwczaka, Mosesa Raphaela, Lejzora Rosenberga, Auguste Salomon, Arnolda Süskinda, Szyji Szmulewicza, Jakuba Zandmana; w Mieczkowie – rodzina Haase.
Ale wróćmy do tematu: jak żyło się w naszym mieście społeczności żydowskiej? W prasie regionalnej, którą przeanalizowaliśmy, można było dostrzec wrogość wobec Żydów kcyńskich, a także wobec osób, które normowały relacje polsko-żydowskie. Artykuł „Zastraszający najazd Żydów na Kcynię” jasno tego dowodzi. Czytamy w nim: „W ostatnim czasie sprowadziło się do Kcyni kilka rodzin żydowskich. Smutne, że patriota-rolnik i właściciel wielkiej kamienicy p. Kalka do swojego domu przyjął drugiego Żyda -cholewkarza, poza zamieszkującym już od kilku lat handlującym konfekcją Żydem Liwczakiem. Cholewkarz zdążył już ściągnąć swego brata, który również u Kalki zamieszkuje. Dziwnym się wydaje, że wbrew wskazaniom Hitlera, p. Buch właściciel kamienicy czynszowej przyjął Żyda blacharza i Żyda handlarza skórami do swej posesji. P. Bilch na którego terenach znaleziono ropę naftową , chce swą posiadłość wraz z terenami za bajońską sumę odsprzedać przyszłym potentatom naftowym. Za część uzyskanej gotówki pragnie p. Buch przenieść się do centrum miasta i nabyć nieruchomość. Podobnie postępuje p. Helm, rolnik i właściciel kamienicy, który wynajął lokal Żydowi na bławaty oraz przyjął Żyda handlarza bydłem, ale równocześnie oddaje mieszkanie własne dla zebrań JungdeutacheVeretnigung. Trzecim Żydofilem jest p. Kiń Jakub własciciel składu kolonialnego, przy tym zarządca domu przy Rynku. W ostatnim czasie pozbył się dzierżawców Polaków, a wynajął mieszkanie Żydowi czapnikowi oraz Żydowi krawcowi. Jak słychać pan Kiń lustruje obecnie skład dla Żyda bławatnika. W ten sposób p. Kiń tworzy w centrum miasta nalewki” (artykuł: Zastraszający najazd żydów na Kcynię, wycinek prasowy z gazety)
Gazeta Wągrowiecka z 11 marca 1936 r. podaje: Panu K. P. mieszkającemu przy ulicy Dworcowej zarzuca się kupowanie u Żyda Suskinda przy ulicy Poznańskiej. Czy pan K. P. w Kcyni ma mało składów polskich i chrześcijańskich? Podobnie pan Fr. P. z Rynku zakupił cholewki u Żyda z Konina, a przecież ma polskie pracownie w Kcyni. Neguje się również, że pani Jasińska St. i Janicka Maria kupiły towar u nowo przybyłego Żyda Gudgolda. Córka kolejarza kupiła suknie u Gudgolda, która według Kcynian (Polaków) przesiąkła specyficznym zapachem żydowskim. Pisało się, że p. Marciniakówna z daleka będzie „wonieć” czosnkiem i cebulą, jeżeli sukienkę ubierze. Autor artykułu zapytuje również, czy władze wiedziały o tym, że 5 marca 1936 r. odbyło się zebranie żydowskie Towarzystwa Jerozolimskiego w Kcyni.
Z innego źródła dowiedzieliśmy się, że często dochodziło do bojkotowania wszystkiego co żydowskie. W społeczności kcyńskiej działały osoby, które izolowały Żydów w każdym wymiarze. Szkalowały w prasie tych, którzy kupowali w sklepach żydowskich.
Analizując kolejny materiał prasowy z 1936 r. doszliśmy do wniosku, że nie łatwo było Żydom Kcyńskim handlować, wykonywać usługi krawca, piekarza i innych. Tym bardziej wchodzić w jakiekolwiek relacje z innymi. Wszystko, co było żydowskie było nie do przyjęcia przez społeczność kcyńską. Tak działała propaganda, która spychała Żydów na margines społeczny. Przytoczę tu fragmenty materiałów: Od kilku miesięcy przez narodowe społeczeństwo Kcyni bojkot wszystkiego co żydowskie, chwała Bogu nie słabnie. Można raczej powiedzieć, że z dniem każdym przybiera na sile, co zawdzięczać należy coraz większemu zrozumieniu tej sprawy wśród mniej uświadomionych Polaków. Nowy rok chrześcijański jakoś niepomyślnie rozpoczął się dla Kcyńskiego światka ludu wybranego. Już w pierwszych dniach bm. zlikwidowano kilka sklepów żydowskich, a ich niefortunni właściciele pospiesznie zamierzają wynieść się z Kcyni. Straty takiej nikt żałować nie będzie, przeciwnie życzyć należy, więcej tak radosnych wypadków. Kto kupił u Żyda? W tych dniach żona pana H. stróża miejskiego z ulicy Libelta, kupowała towar u Żyda Liwczaka z ul. Poznańskiej. Pomimo, że pani H. ma w Kcyni dość dużo składów polskich i chrześcijańskich, to jednak woli pójść do Żyda. Wstyd by żona stróża miejskiego tak postępowała.
Ilustrowany Kurier Pałucki 17 listopada 1936 r. podaje, że z 9 na 10 listopada miała miejsce kradzież u kantora żydowskiego (urzędnik synagogalny). Sprawcy skradli cenne przedmioty: złoty zegarek, bieliznę , obuwie, przybory kuchenne, ubiory kantorskie do nabożeństw, dwie tablice z przykazaniami itd. Nie uchwycono sprawców, śledztwo miało być kontynuowane. Mamy wrażenie, czytając tę relację, że zarzuca się poszkodowanym, że zasnęli i dlatego złodzieje nie zostali spłoszeni. Naszym zdaniem Żydzi Kcyńscy byli nie tylko okradani, ale też ośmieszani na łamach prasy.

Nastroje antyżydowskie rosły w siłę, ale nie brakowało w Kcyni osób, które sprzeciwiały się wrogości wobec drugiego człowieka. Wybuch II wojny światowej doprowadził do eksterminacji Żydów w Kcyni. Jan Jankowski w książce „Swastyka nad Szubinem” (Poznań 1961) bardzo dokładnie opisuje zagładę Żydów kcyńskich we wrześniu 1939 r.:
„W nocy z 16 na 17 września spalono kcyńska bożnicę, a 17 rano (była niedziela) zwołano wszystkich Żydów na Rynek, zarzucając im dokonanie podpalenia. Zarządzono więc ,że o pierwszej w południe tegoż dnia mają się wszyscy Żydzi ponownie zebrać na Rynku. W mieście (tak się złożyło) były tylko same niewiasty, gdyż młodzież i mężczyźni, albo uciekli, albo jeszcze z ucieczki nie wrócili. Kazano więc kobietom zabrać najkosztowniejsze rzeczy jak biżuterię, futra itp. zabraniając natomiast zabierania większego bagażu. Zebrało się kilkanaście kobiet. Wówczas nadjechał SS dwoma samochodami i przeprowadziło rewizję, wszystkie kosztowności zabrano. Oddział żołnierzy (sami młodzi) wyszedł z podwórza hotelu Rossecka, gdzie byli zakwaterowani (hotel Rossecka to dzisiaj kamienica ze sklepem „Pod Arkadami”) . Połowa z nich miała karabiny, połowa zaś łopaty. Otoczyli przerażone kobiety i z gotowymi do strzału karabinami wyprowadzili je za miasto ku Piaśnicy, gdzie znajdowały się okopy. Tam wszystkie kobiety rozstrzelano i pogrzebano. Prowadzone domyślały się zapewne, co je czeka. Podniósł się więc lament i krzyk jeszcze w mieście, na ulicy Libelta.”
Na podstawie informacji z Wielkopolskiego Towarzystwa Genealogicznego dowiedzieliśmy się, że Żydówek z Kcyni rozstrzelanych za miastem w kierunku Żurawi dnia 17.09.1939 r., było kilkanaście, ustalono siedem nazwisk: Salomon Augusta, Landsberger Flora, Jacoby Róża, Koroczyńska (matka), Koroczyńska (córka), Loewy Berta, Cohn Berta.
Według dwóch świadków, mianowicie pana Stefana Hermana z Chełmna i pana Kryspina Bukiewicza z Kcyni, którzy podzielili się swoimi uwagami o historii kcyńskiego chodnika przed wejściem do kina „Orzeł” dotarliśmy do informacji jak zniszczono żydowski Kirkut (cmentarz żydowski).
„W maju 1941. przedsiębiorstwo budowlane folksdojcza, niejakiego Emila Posnaeskyego, w którym pracował p. Herman, przebudowywało obecne kino "Orzeł". Przy okazji jego remontu uporządkowano wyjścia z sali projekcyjnej. Przywieziono kamienie nagrobne z miejscowego cmentarza żydowskiego (kirkutu). Niemcy polecili pracownikom kamienie "wymłotkować" w celu usunięcia napisów. W ten sposób chcieli zatrzeć ślady kultury żydowskiej. Gdy Niemcy na chwilę oddalili się, maceby kładziono napisami do ziemi, ażeby napisy zachować dla przyszłości. Można było zaobserwować, ze po filmie dygnitarze hitlerowscy z satysfakcją przytupywali w kamienie chodnikowe. Widocznie wiedzieli po czym chodzą”.
Jak widać po przedstawionych materiałach archiwalnych społeczności żydowskiej w Kcyni nie żyło się komfortowo. Zastanowiło nas skąd takie nastawienie człowieka do człowieka? Poszperaliśmy trochę w historii. Konflikt o takim podłożu antysemickim przybrał na ostrości od schyłku lat 20, gdy Polskę szczególnie mocno dotknął światowy kryzys gospodarczy. W niektórych obszarach gospodarki zatrudnienie zmniejszyło się o ponad 50 procent.
Zubożenie ogółu ludności spowodowało, że musiało dojść do swego rodzaju walki o przetrwanie między Polakami a Żydami. Dlaczego?
Łatwiej zrozumieć ówczesną rzeczywistość i motywy niechęci do siebie na tle finansowym, gdy pamiętamy, że drobny handel w 80 proc. znajdował się w rękach Żydów. Oni też odgrywali główną rolę w rzemiośle. Taka sytuacja siłą rzeczy musiała wywoływać napięcia i dramaty między z jednej strony Polakami, a z drugiej Żydami.
Na takim tle kwitła antysemicka propaganda obozu narodowego, do którego w latach 30. dołączyła się część sanacji i duchownych katolickich.
Trudno nam zrozumieć, że człowiek nie mógł porozumieć się z drugim człowiekiem, nie chciał poznać języka, czy też kultury sąsiada. Polacy i Żydzi byli sąsiadami, którzy mogli swoje relacje ułożyć w sposób właściwy. Chciwość, zazdrość, pycha człowieka doprowadziły do eliminacji jednych ze społeczeństwa, a pozostałym może i przyniosły chwilowe zaspokojenie dominacji nad innymi. Tylko czy było warto być antysemitą? Na to pytanie już nikt nam nie odpowie. Żyjemy w wolnej Polsce, pamiętajmy tylko o tym, że czasem warto być człowiekiem.
Autorzy artykułu: uczniowie Szkoły Podstawowej im. Jana Czochralskiego w Kcyni:
Katarzyna Szymczak
Franciszek Szczepański
Karol Jabłkowski
Wiktor Duliba
Marcel Nogajczyk
Działania młodzieży koordynowała z ramienia szkoły pani Natalia Żychlińska, nauczycielka historii w Szkole Podstawowej im. Jana Czochralskiego w Kcyni.
fot. na okładce: Justyna Makarewicz
W artykule wykorzystano archiwalne materiały prasowe nadesłane przez Romana Tadycha oraz pozyskane z www.kpbc.umk.pl
PONIŻEJ MATERIAŁY DYDAKTYCZNE DO POBRANIA (KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ):


