Logo Dźwiękowe Archiwum Kcyni

Z przymrużeniem oka - Łobuzy wszystkich krajów, łączcie się!

starszy człowiek prezentuje szyldPrezentuję Państwu pierwszy z serii artykułów, których autorem jest Friedrich Zempel (na zdjęciu). Rodzina Zempel mieszkała przed II wojną światową w Nowej Wsi Noteckiej (niem. Neudorf). Pierwszy Zempel przybył do Nowej Wsi Noteckiej w 1794 roku (na podstawie informacji od Friedricha Zempel). 

Systematycznie będę prezentowała kolejne wspomnienia, dotyczące rodzinnej wsi, życia przed wojną czy wizyt w Polsce, będących podtrzymywaniem więzi z polskimi sąsiadami jego rodziców. Ojciec pana Friedricha, Konrad Zempel, był przed wojną sołtysem Nowej Wsi Noteckiej. 

Z przymrużeniem oka - Łobuzy wszystkich krajów, łączcie się!

Sympatyczna anegdota o relacjach polsko-niemieckich

Po ukończeniu studiów w połowie lat siedemdziesiątych i zakupie pierwszego samochodu, zacząłem niemal co roku odwiedzać polskich znajomych moich rodziców w naszych rodzinnych stronach. Niektórzy z nich przeprowadzili się w inne części kraju, co oznaczało konieczność pokonywania długich tras. To z kolei kusiło, by wcisnąć pedał gazu do samej podłogi. W przypadku starego Volkswagena „Garbusa” było to całkowicie bezpieczne, a mimo to pozwalało wyprzedzać popularne wówczas w Polsce małe samochody. Te pojazdy – z tej samej kategorii co enerdowski „Trabant” – nosiły romantyczną nazwę „Syrena”. Muszę jednak przyznać, że rzadko widywałem, by z takiego „samochodu” wysiadała piękna młoda Polka – o półnagiej syrenie nie wspominając; zazwyczaj byli to starsi, zrzędliwi mężczyźni. Co więcej, autka te wcale nie roztaczały wokół siebie zapachu lilii wodnych, jak przystało na prawdziwą syrenę – śmierdziały tak, jak wszystkie pojazdy z silnikiem dwusuwowym.

pojazd przy słupieNa zdjęciu: Stary Volkswagen "Garbus" w podróży po Polsce. Fot. F. Zempel

Podczas podróży z Nakła do Nidzicy w Prusach Wschodnich przez dłuższy czas jechałem za jedną z takich Syren. Kolor i zapach spalin sugerowały, że kierowca przede mną zasila swój pojazd chyba czarnym torfem. Powstrzymując odruch wymiotny, podjąłem próbę wyprzedzenia go, jednak początkowo bezskutecznie. Gdy musieliśmy zatrzymać się przed zamkniętym przejazdem kolejowym, wysiadłem z auta. Mój „rywal” również otworzył drzwi, które przy tej okazji wydały z siebie głośny, piskliwy dźwięk. Sięgnąłem do wnętrza swojego samochodu i wyciągnąłem puszkę z olejem w sprayu. Za pomocą gestów i kilku niemieckich słówek wyjaśniłem mu, że zawiasy w drzwiach jego polskiego samochodu już od dawna czekały na ten niemiecki cudowny środek. Podziękował po angielsku, po czym ze śmiechem dodał: „Niemieckie – dobre!”. Gdy szlabany kolejowe się podniosły, wyścig trwał dalej. Kiedy droga stała się szersza i zaczęła lekko piąć się w górę, dostrzegłem szansę na zdobycie „pole position” i wyprzedziłem go na łagodnym zakręcie. Udało się! Jednak uczucie bycia drugim Fangio* nie trwało długo. Przed moim rywalem jechał radiowóz, którego załoga dała mi sygnał światłami, bym się zatrzymał. Mój konkurent zachował się fair – również się zatrzymał i przetłumaczył na angielski kłopotliwe pytania policjantów. Potem odjechał w swoją stronę. Zapłaciłem mandat, postanowiłem zakończyć swoją karierę wyścigową i kontynuować podróż w spokojniejszym tempie. W lusterku wstecznym zauważyłem, że policjanci – ku mojemu zdziwieniu – wcale nie kwapili się do dalszej jazdy. Po kilku kilometrach zobaczyłem mojego znajomego z „polskiej stajni wyścigowej”, stojącego na poboczu. Pomachał, więc się zatrzymałem. Od niego dowiedziałem się, dlaczego policjanci postanowili przedłużyć swój „pit stop”. Otóż na brudnej przedniej szybie ich radiowozu wypróbował on ten spray olejowy. „Niemieckie – dobre!” – powiedział na pożegnanie, znów wybuchając śmiechem.

Autor: Friedrich Zempel

Zdjęcie na okładce: Dworzec kolejowy w Kcyni, lata 70. Fot. Friedrich Zempel

* Fagio był słynnym argentyńskim kierowcą rajdowym [dopisek JM]

dworzec kolejowy w Kcyni

powrót do kategorii
Następny

Pozostałe
aktualności