Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies klikając przycisk Ustawienia. Aby dowiedzieć się więcej zachęcamy do zapoznania się z Polityką Cookies oraz Polityką Prywatności.
Ustawienia

Szanujemy Twoją prywatność. Możesz zmienić ustawienia cookies lub zaakceptować je wszystkie. W dowolnym momencie możesz dokonać zmiany swoich ustawień.

Niezbędne pliki cookies służą do prawidłowego funkcjonowania strony internetowej i umożliwiają Ci komfortowe korzystanie z oferowanych przez nas usług.

 

 

Pliki cookies odpowiadają na podejmowane przez Ciebie działania w celu m.in. dostosowania Twoich ustawień preferencji prywatności, logowania czy wypełniania formularzy. Dzięki plikom cookies strona, z której korzystasz, może działać bez zakłóceń.

 

Zapoznaj się z POLITYKĄ PRYWATNOŚCI I PLIKÓW COOKIES.

Więcej

Tego typu pliki cookies umożliwiają stronie internetowej zapamiętanie wprowadzonych przez Ciebie ustawień oraz personalizację określonych funkcjonalności czy prezentowanych treści.

Dzięki tym plikom cookies możemy zapewnić Ci większy komfort korzystania z funkcjonalności naszej strony poprzez dopasowanie jej do Twoich indywidualnych preferencji. Wyrażenie zgody na funkcjonalne i personalizacyjne pliki cookies gwarantuje dostępność większej ilości funkcji na stronie.

Więcej

Analityczne pliki cookies pomagają nam rozwijać się i dostosowywać do Twoich potrzeb.

Cookies analityczne pozwalają na uzyskanie informacji w zakresie wykorzystywania witryny internetowej, miejsca oraz częstotliwości, z jaką odwiedzane są nasze serwisy www. Dane pozwalają nam na ocenę naszych serwisów internetowych pod względem ich popularności wśród użytkowników. Zgromadzone informacje są przetwarzane w formie zanonimizowanej. Wyrażenie zgody na analityczne pliki cookies gwarantuje dostępność wszystkich funkcjonalności.

Więcej

Dzięki reklamowym plikom cookies prezentujemy Ci najciekawsze informacje i aktualności na stronach naszych partnerów.

Promocyjne pliki cookies służą do prezentowania Ci naszych komunikatów na podstawie analizy Twoich upodobań oraz Twoich zwyczajów dotyczących przeglądanej witryny internetowej. Treści promocyjne mogą pojawić się na stronach podmiotów trzecich lub firm będących naszymi partnerami oraz innych dostawców usług. Firmy te działają w charakterze pośredników prezentujących nasze treści w postaci wiadomości, ofert, komunikatów mediów społecznościowych.

Więcej
Dziękujemy, teraz zawsze będziesz na bieżąco!

Chleba naszego powszedniego daj nam…

W sieni - z podłogą z cegieł wydeptanych w gładkie wklęsłe prostokąty – zaraz przy drzwiach na podwórze, koło schodków na strych – stoi oparta o ścianę drewniana dzieża. Pamiętam starszą – w kształcie podłużnym -  i nowszą – okrągłą, jak niska beczka. 

W dzieży do ścianki przyklejony kawałek zeschniętego ciasta z zeszłego tygodnia.

To na zakwas, na rozmnożenie.

Zakwas miał nazwę pochodzącą pewnie z Podkarpacia – rozczyna.

W piątek Ciocia wyciągała dzieżę, stawiała w kuchni, wyskrobywała ten kawałeczek ciasta i rozrabiała go z ciepłą wodą...  dodawała mąki żytniej, zarabiała do konsystencji bardzo gęstej śmietany – i pozostawiała do następnego dnia koło pieca. Pachniało lekko kwaśno, jak drożdże – bo przecież to właśnie dzikie drożdże!

Pamiętam też, że przykrywała tę dzieżę pierzyną, by zakwas rósł w komfortowych warunkach... Nikomu nie było wolno chodzić koło niego, głośno rozmawiać – zakwasowi nie należało przeszkadzać. Bardzo tego pilnowała. Wcześniej robiła to Babcia – Józefa Gunia. Ciocia nie zmieniła ani na jotę czynności wdrukowanych w rodzinę od pokoleń.

Następnego dnia – po ocenieniu czy zakwas urósł, to znaczy – czy jest wystarczająco mocny, spieniony  – zarabiała ciasto. Ale wcześniej – odkładała troszkę zakwasu na potem.

Przesiewała jasną mąkę żytnią i pszenną wzbijając mączną mgłę – nie pamiętam w jakiej proporcji.. eksperymentując wiele lat potem doszłam, że najprawdopodobniej mniej więcej pół na pół. Dolewała ciepłej wody, mleka lub maślanki, chyba nawet serwatki czasem, i długo wyrabiała ciasto rękami (praca niezbyt lekka – miała wtedy na sobie koszulkę tylko – na ramiączkach – aby rękawy nie przeszkadzały – bo ręce aż nad łokcie były oklejone ciastem. Zaczerwieniona z wysiłku wyrabiała do momentu aż ciasto się nie kleiło… Czasem trzeba było dosypać mąki... Potem ciasto musiało w cieple podwoić objętość.. pachniało lekko kwaskowato, specyficznie.

Trudno mi to określić słowami – ale dobrze rosnące ciasto pachnie pięknie -  lekko kwaskowo, ciepło, porównałabym go do zapachu maleńkiego dziecka. Tak pachniał czubek głowy mojej córeczki – dopóki pierwszy raz nie zjadła mięsa... potem już nigdy. 

Ciasto zostawało w dzieży do pierwszego wyrośnięcia – potem dodawała sól, formowała okrągłe bochenki na desce, albo w formie. I na tej desce niosło się do piekarni – tam na półkach, opatrzone karteczką z nazwiskiem właściciela, wyrastały stosownie długo.
Po upieczone chleby szło się o wyznaczonej przez piekarza porze – szłyśmy chętnie z kuzynką, bo razem z chlebem niosło się też placek drożdżowy z kruszonką... w jedną i drugą stronę oskubywałyśmy tę kruszonkę... idąc do piekarni – surową... a z powrotem rumianą, pysznie chrupiącą.

Piekarnia mieściła się niedaleko starego młyna… teraz to chyba ulica Podgórna? Szło się kawałek – nie powiem jakimi ulicami – wszystkie teraz mają inne nazwy, nawet Krzywa, to już nie ta Krzywa a Okrężna…

Dzieży się nie myło – po zrobieniu ciasta Ciocia wyskrobywała dokładnie łyżką ścianki – do czysta, to co pozostawało – niewidoczne - wspomagało zakwas w tygodniu następnym. Gdyby dzieża była umyta dokładnie – zakwas mógł nie wyrosnąć. I ten mały kawałeczek z poprzedniego tygodnia pozostawał w dzieży na następny raz, przyklejony do ścianki.

Upieczony chleb postukany w spodnią skórkę wydawał głuchy odgłos. Można było go kroić dopiero następnego dnia... po całkowitym wystygnięciu. Krojony wcześniej tracił wilgotność i szybciej tracił świeżość.

W niedzielę Ciocia krojąc chleb przyciskała go do obfitej piersi i najpierw kreśliła na nim znak krzyża – potem ruchem do siebie odkrawała solidne pajdy i podawała nam. A my smarowałyśmy smalcem i okładałyśmy plastrami malinowych pomidorów z ogródka Cioci – były przepyszne.

Chleb przez tydzień był świeży... Leżał na półce w spiżarni owinięty w czystą lnianą ściereczkę.

I jeszcze jedno – ani okruszek tego chleba się nie marnował. Cokolwiek zostawało – zebrane ze stołu dostawały ptaki domowe. Kiedy kromka upadła na ziemię – Ciocia podnosiła ją i całowała.
Chleb ma w Polsce szczególne poważanie.

A panna, która nie potrafiła upiec chleba nie była dobrą partią dla nikogo...

Nie wiem, czy chleb pieczony przez Babcię (Józefa Gunia z domu Pasela) a potem Ciocię (Czesława Bulińska z domu Gunia) był chlebem według przepisu regionu pałuckiego. Według mnie – to raczej rzeszowski przepis – z Wiercan, skąd Dziadek przywędrował do Kcyni, gdzie skorzystał z prawa pierwokupu ziemi jako uczestnik wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku. 

Chleb – jego smak i zapach – jest dla mnie osobiście bardzo ważny. To jak pieczęć – smak dzieciństwa. Jestem mieszanką kodów kulturowych – bardzo odróżniam smaki wileńskie – po Mamie – i te po Dziadkach z Kcyni. Chleb maminy – czarny jak noc, z mąki razowej żytniej, ze słodem jęczmiennym i miodem gryczanym i kminkiem – chleb wileński. I ten  Babci, a potem Cioci – jasny, ogromny, ze skórką rumianą w kratkę...
Teraz sama piekę chleb korzystając z pamięci ... i wiedzy uzyskanej podczas rozmów z wieloma twórcami produktów rzemieślniczych podczas różnych kursów i spotkań.

Więc – jak to zrobić, by efekt był podobny do opisanego powyżej?

Zakwas:

Zrobić samodzielnie. Lub dostać od kogoś. Dobrze wziąć od kogoś zakwas – bo ten już ma moc. Nowy musi trochę zapracować, potrzebuje czasu.. może kilka tygodni.

Samodzielnie – wystarczy mąkę żytnią zmieszać z letnia wodą do konsystencji gęstej śmietany, postawić w ciepłym miejscu przykryty tak, był dostęp powietrza. Co dzień zaglądać… sprawdzać czy nie wdała się pleśń. Po kilku dniach zobaczymy bąbelki – wtedy dodać łyżkę mąki i odrobinę letniej wody. Kolejnego dnia powtarzamy dokarmianie zakwasu.

Dobrze wyprowadzony zakwas jest pełen pęcherzyków, pachnie lekko kwaśno i ma kwaśny smak (nawiasem mówiąc – to z takiego zakwasu – używając mąki z otrębami – tzw. żurkowej i większej ilości wody - zrobimy żurek). Gotowy jest po 4- 5 dniach – ale to zależy od temperatury, jakości mąki i wody.

Zakwas dokarmiać należy co najmniej raz w tygodniu i przechowywać w lodówce. Z czasem staje się mocniejszy – mój zakwas ma ponad 20 lat – zaprawiony w bojach daje radę nawet w niższej temperaturze – tyle, że dłużej ciasto rośnie.

1. Namnażanie zakwasu

300 gram mąki żytniej chlebowej (typ 720 – 960)

300 ml wody (woda  niechlorowana, może być przegotowana)

Zakwas z poprzedniego pieczenia

Wymieszać, zostawić na noc (ok. 12 godzin) w ciepłym miejscu

 2. Zaczyn

oddzielić zakwas do słoiczka na kolejny raz. Przechować w lodówce pamiętając, by miał dostęp powietrza – najlepiej zabezpieczyć zakrywając ręcznikiem papierowym lub zakrętką (powinna mieć dziurki)

Do pozostałego w misce dodać 300 ml wody i 400 gram mąki (dowolnie, żytnia, pszenna, orkiszowa czy mieszana – ja dodaję żytnią 2000, w tym 30-40 % pszennej chlebowej 750). Jeżeli chcę uzyskać efekt jak ten ze wspomnień – żytnia 720 z pszenną 750 pół na pół.

Żytnia 2000 wyłącznie - da chleb ciemny, ciężki, wyraźnie kwaskowy. Żytnia 720 pomieszana z pszenną 750 da jasny, wilgotny, pszenno żytni.

Zaczyn pozostawiamy aż podwoi objętość.

3. Ciasto właściwe 

Posolić (około dwie płaskie łyżki niejodowanej soli), można dodać ziarna i dowolne inne składniki (oliwki, żurawina,  suszona śliwka), dobrze jest dodać odrobinę miodu czy ciemnego cukru – aby złagodzić kwaśny smak zakwasu. Można pierwszy raz zrobić bez dodatków – aby wyczuć jaki smak czystego ciasta chlebowego.

Przełożyć do 2 keksówek natłuszczonych i obsypanych mąką – nie z cienkiej blachy, lepiej kupić te czarne, grubsze. Powinno być dwie trzecie wysokości.

Po pieczeniu nie myjemy ich wodą, tylko wycieramy papierem.

Pieczenie chleba na liściu kapusty czy chrzanu – doda mu nutkę smaku i nieco wilgotności.

Ciasto w keksówce należy mokrą ręką wygładzić. Posypać dowolnymi ziarenkami – kminek, czarnuszka, słonecznik do wyboru.

Około 2 godziny rośnie dalej (do brzegu foremki!!),  nacinamy delikatnie powierzchnię nożem.

4. Pieczenie

Piekarnik nagrzać do 250 stopni, wstawić i po 10 - 15 minutach (patrzymy na wierzch – czy się zrumienił lekko) zmniejszyć do 230. Piec około  40 minut – do godziny (zależy od piekarnika i wielkości keksówek). Uwaga – temperatura pieczenia ciasta z mąki głównie pszennej – niższa! Około 200 – 220 stopni.

Od góry przykrywam folią aluminiową po 15 minutach – aby się zanadto nie spiekło

W piekarniku można postawić miseczkę z wodą – albo przed pieczeniem napryskać wody do środka – inaczej chleb może być za suchy

Chleb z żytniej mąki nie da się uformować w bochenek – powinien wyrastać albo w keksówce, albo w koszyku.. krągłe, wysokie, piękne bochenki wychodzą z mąki pszennej – czy orkiszowej, które to zawierają więcej glutenu, który daje ciastu elastyczność i pozwala zachować formę.

Do żytniego z mąki 2000 dodaję miód (gryczany najlepszy) i kilka suszonych śliwek.
Jeśli dodasz słodu jęczmiennego i mielonego kminku do ciasta – to prawie wileński chleb wyjdzie J jak od babci z Wilna.

Można także spróbować wyhodować zakwas gryczany – i zrobić chleb z mąki gryczanej (bezglutenowy) – ale to już całkiem inna historia.

Życzę Wam smacznego

tekst i fotografie: Iwona Gunia

fot. 1 Zakwas odłożony na przechowanie 

fot. 2 Zaczyn rośnie

fot. 3 Ciasto w foremce - urośnie do brzegu 

fot. 4 Gotowy bochenek - mąka żytnia jasna, z sezamem

fot. 5 Kromki chleba z mąki żytniej 2000, z kminkiem i miodem gryczanym 

powrót do kategorii
Poprzedni Następny

Pozostałe
aktualności

Przeglądasz tę stronę w trybie offline.
Przeglądasz tę stronę w trybie online.