Grudzień choinka
osioł zaszczycony
wół zarozumiały
tylko Bóg się nie wstydzi
że jest taki mały.
ks. Jan Twardowski
Przed nami kolejne, te najmilsze, najbardziej radosne święta Bożego Narodzenia, które rozpoczniemy tradycyjną wigilią. Jest to od dawien dawna bardzo uroczysty grudniowy wieczór, kiedy to wspólnie zasiadamy do rodzinnej wieczerzy. Ważna jest oprawa: wysprzątana izba, mrugająca światełkami choinka, lśniący czystością obrus, a w centralnym miejscu stołu kruchy biały opłatek. Często jeszcze zgodnie z tradycją odświętnie ubrani wypatrujemy pierwszej gwiazdy, aby przełamać się tym poświęconym chlebkiem, złożyć serdeczne życzenia i rozpocząć spożywanie przygotowanych potraw.
Wigilijna pierwsza gwiazda towarzyszy nam od bardzo dawna i jest związana z gwiazdą, która prowadziła trzech Mędrców wędrujących do Betlejem, aby oddać hołd narodzonemu Jezusowi.
Jakie to wzruszające, że właśnie te święta nawet w najtrudniejszych czasach wojny i okupacji wnosiły do naszych domów pewien spokój i radość. Umacniały nadzieję, że zło przeminie, tylko trzeba walczyć, wytrwać i wierzyć w Bożą Opatrzność. Myślę, że Boże Narodzenie, a szczególnie Wigilia są bardzo ważne dla wierzących i niewierzących. Nic dziwnego, że Andrzej Wajda - reżyser filmu "Katyń" nie zapomniał o wigilijnych przeżyciach naszych oficerów więzionych w klasztorach w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie.
Jest grudniowy, mroźny wieczór. W oddali rysują się wyraźnie majestatyczne mury monastyru, a na pokrytym śniegiem dziedzińcu stoi samotnie polski żołnierz - jeniec i wpatruje się w bezchmurne niebo. W pierwszym momencie widz zastanawia się dlaczego opuścił miejsce skoszarowania. Czy dręczy go tęsknota za bliskimi, domem, Ojczyzną? Czy chce w samotności przeżywać dręczącą go niepewność jutra? Czy może przeczuwa zbliżającą się tragedię? Po chwili sprawa się wyjaśnia. Oficer odrywa wzrok od firmamentu i biegnie do dowódcy, aby zameldować, że dostrzegł pierwszą gwiazdę. Generał narzuca wojskowy płaszcz i idą do zgromadzonych w spartańskich warunkach żołnierzy. Wzruszył mnie ten moment, a jeszcze bardziej poruszyły życzenia generała (w tej roli Jan Englert) składane w tą smutną wigilię 1939 roku. Przy śpiewie pięknej polskiej kolędy wszyscy starali się wykrzesać iskierki nadziei w ten szczególny, jedyny wieczór oczekiwania na błogosławieństwo Bożego Dzieciątka.
W więzieniu również ten dzień był inny mimo szarości i niepewności jutra. Byliśmy dla siebie milsi, bardziej serdeczni, choć często wspomnienie rodzinnego domu, tęsknota za rodzicami, rodzeństwem sprawiała, że oczy wilgotniały. Koleżanka Henryka Godlewska z d. Łupińska, opisując w drugim tomie "Zawołać po imieniu" "Białostockie UBP" wspomina: "Przez cały czas od 6 grudnia przebywałam w pokojach śledczych - byłam cząstką czlowieka, niewiele do niego podobną, zmasakrowana, ani usiąść, ani wstać, połamane żebra, nogi i ręce w ranach, zdesperowana, nie wiedząca co robić. W wigilię zaprowadzono mnie do celi, wreszcie po trzech tygodniach do celi ciemnej, niskiej, małej. Czułam się okropnie. Wieczorem weszło dwóch wojskowych chłopaków, przynieśli kawę, jeden podaje mi maly kawałeczek makowca - mama mu przysłała - "chcemy z panią podzielić się". Nie zapomnę nigdy tego bezimiennego chłopaka."
Czy to nie piękny polski gest? Szkoda, że czasem teraz jako ludzie wolni o tym zapominamy. Smutno, że nie można polemizować z gorzkimi uwagami kol. Henryka Czarneckiego, który w artykule pt. "Kim jesteśmy dzisiaj, po latach" na podstawie obserwacji stwierdza, że część ludzi poczuła się lepsza od innych. Zaczęły się walki o stanowiska w związkach kombatanckich, medale, ordery.
Czasem uczestniczę w pogrzebach naszych więziennych kolegów i mimo woli rodzi się dodatkowy żal, że o oprawie tej smutnej uroczystości decydują nie długie lata katorgi, a funkcja pełniona obecnie. Pewnie tak już musi być i nie warto kruszyć kopii, tym bardziej, że to już raczej dotyczy przeszłości. Osobiście najbardziej cenię ludzką przyjaźń. Dlatego jeśli mam okazję uczestniczyć w Zlocie, Złazie, obozie seniorów, czy w zebraniach Oddziału, to już przed wyjazdem słodzę trudy czekającej podróży nadzieją, że spotkam znajomych, miłych i bliskich sercu ludzi. Szczególnie sympatyczna atmosfera towarzyszy nam na spotkaniach z racji świąt.(...) Myślę, że takie spotkania, takie cieplutkie chwile są dla nas bardzo ważne, bo rozum podpowiada, że niewiele ich przed nami. Ksiądz Twardowski w "Elementarzu" pyta: "Dlaczego wpatrujemy się w gwiazdę na niebie" i odpowiada: "Dlatego, żeby podawać sobie ręce". Jakie to ważne w życiu każdego z nas. Zatem przy wigilijnym stole, kiedy składając życzenia uściśniemy sobie dłonie, może warto przypomnieć jeszcze jeden wiersz tego poety: "Kiedy mówisz".
Nie płacz w liście
nie pisz, że los ciebie kopnął
nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
kiedy Bóg drzwi zamyka - to otwiera okno
odetchnij popatrz
spadają z obłoków
małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia
a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju
i zapomnij że jesteś gdy mówisz że kochasz.
Autorka artykułu: Maria Kowalska
Artykuł ukazał się po raz pierwszy w numerze 12. pisma młodocianych więźniów politycznych lat 1944-56 "Jaworzniacy" w grudniu 2011 r. Autorka wyraziła zgodę na jego publikację w Dźwiękowym Archiwum Kcyni.
Zdjęcie wykorzystane na okładce: Przygotowania do Wigilii - wspólne ubieranie choinki. Zdjęcie z zasobów Dźwiękowego Archiwum Kcyni.
Dowiedz się więcej:
Powitajmy Maleńkiego cz. 1 - Artykuł pani Marii Kowalskiej, opublikowany w 2023 r. - aby przeczytać, kliknij tutaj.
Powitajmy Maleńkiego cz. 2 - Artykuł pani Marii Kowalskiej, opublikowany w 2023 r. - aby przeczytać, kliknij tutaj.
Nasze Wigilie - artykuł - kliknij, by przeczytać.
Artykuł na temat organizacji niepodległościowej Powrót - kliknij tutaj.