Dlaczego Malice?
Obecność rodziny Kmiotek w Malicach datuje się na rok 1922. Wówczas to państwo Zofia i Szymon Kmiotkowie przybyli w te strony, wracając po latach zamieszkiwania za Oceanem. I choć Szymon Kmiotek posiadał już obywatelstwo amerykańskie, zdecydowali się na powrót do Polski. Czy na ich decyzję o powrocie wpłynęło odzyskanie przez Polskę niepodległości przed nieomal czterema laty czy kryzys finansowy w Ameryce? Dlaczego wybrali ten kierunek zamiast jechać na południe kraju, skąd pochodzili? Pewnie nigdy się tego nie dowiemy. W sierpniu 1922 r. od Niemca o nazwisku Walter kupili dom i gospodarstwo w Malicach. W archiwum rodzinnym zachowało się tzw. Pierwsze wygotowanie (odpis) aktu notarialnego sporządzonego przed notariuszem dr. Pawłem Eugeniuszem Bandlem w Bydgoszczy. Wcześniej rodzina Kmiotków mieszkała w gminie Chełmno, gdzie posiadała 100 hektarowe gospodarstwo z sadami.

Akt notarialny kupna gospodarstwa w Malicach, str. 1. Z archiwum rodzinnego
Pani Izabella Kręcisz - córka Zofii i Szymona - w nagranym w styczniu 2020 r. wywiadzie wspomina przedwojenne Malice, wizytę Marszałka Rydza-Śmigłego, czas II wojny światowej, kcyńskie kościoły i szkołę. I to, co rodzice opowiadali jej o swoim amerykańskim życiu. Rozmowę z panią Izabellą można znaleźć w dziale Nagrania (aby wysłuchać, kliknij TUTAJ)
Kiedy Szymon poznał Zofię
Zofia i Szymon pochodzili z sąsiadujacych ze sobą wiosek w Rzeszowskiem: Szymon z Malinówki, a Zofia (nazwisko panieńskie: Szuber) z Haczowa. Poznali się już w Ameryce. Szymon przybył do Stanów Zjednoczonych w 1912 r. na pokładzie statku Lapland, czarterowanego przez linię Red Star. W miejscu, z którego wyruszał w podróż życia, w Antwerpii, działa obecnie Muzeum Emigracji. Jak poinformował mnie wnuk Szymona Kmiotka, pan Tomasz Kmiotek, muzeum wzbogaciło się o materiały ze zbiorów rodzinnych: pan Tomasz przekazał im fotografie rodzinne, które teraz są tam eksponowane. Historia rodziny Kmiotków dołączyła do innych historii emigrantów, którzy właśnie z Antwerpii ruszali w nieznane - ku lepszemu życiu.

Informacje na temat rodziny Kmiotek w zasobach Muzeum Emigracji w Antwerpii. Fot. T. Kmiotek

Siedziba linii Red Star - obecnie Muzeum Emigracji w Antwerpii. Fot. T. Kmiotek
13 czerwca 1919 r. Szymon Kmiotek złożył wniosek o nadanie obywatelstwa amerykańskiego (Petition for Naturalization), wcześniej, po dwóch latach od przybycia do Ameryki, 26 marca 1914 r., wypełnił Declaration of Intention. Wypełniając ten druk oświadczał, że zamierza zostać obywatelem amerykańskim, deklarując, że nie będzie już dłużej poddanym żadnego władcy, państwa czy suwerena, w szczególności cesarza Franciszka Józefa, władcy Austro-Węgier - cesarstwa, w którego granicach przyszedł na świat. W końcowej części deklaracji o zamiarze ubiegania się o obywatelstwo jest miejsce na dodatkowe oświadczenia. Czytamy: Nie jestem anarchistą, poligamistą ani wyznawcą poligamii, a moim zamiarem w dobrej wierze jest zostać obywatelem Stanów Zjednoczonych Ameryki i na stałe się tutaj osiedlić, tak mi dopomóż Bóg. Na dole widzimy, złożony równym pismem podpis Szymona Kmiotka. Pod nim podpis urzędnika w Pittsburghu, który odebrał deklarację i przysięgę. Obydwa dokumenty - zarówno Declaration of Intention jak i Petition for Naturalization stanowią cenne źródło informacji na temat szczegółów podróży do Stanów Zjednoczonych. Dzięki bogatym zbiorom narodowego archiwum Stanów Zjednoczonych, każdy, którego przodkowie osiedlali się za wielką wodą może za opłatą zamówić sobie kopie tych dokumentów.
Dokumenty składane przy ubieganiu się o nadanie obywatelstwa. Z archiwum rodzinnego
Podróż
Przybyłem do USA z Antwerpii - czytamy we wniosku o nadanie obywatelstwa - na statku Lapland w dniu 5 września 1912 r. Podróż trwała 12 dni, od 25 sierpnia. Port w Nowym Jorku był pierwszym miejscem, które oglądali strudzeni podróżą emigranci. Tam ich przyjmowali urzędnicy, którzy decydowali, czy uzyskają prawo wjazdu na teren USA. Podróżni przybywali na wyspę Ellis, znajdującą się nieopodal portu Nowy Jork. Z niej było już widać Nowy Jork i Statuę Wolności. Polscy emigranci omyłkowo nazywali się Statuą Puławskiego. Wnuczka Szymona i Zofii pani Grażyna Cieślik odwiedziła w 2016 r. Muzeum Emigracji, jakie obecnie znajduje się w tym miejscu. Tam przechodzili selekcję - imigrancyjni urzędnicy decydowali, czy wolno im wjechać na teren USA. Tak, to naprawdę była selekcja - wszystko zależało od tej decyzji. Czy ktoś uzna ich za przydatnych dla rozwoju Stanów Zjednoczonych. USA - ten kraj, który potęgę i rozwój zawdzięcza energii i ofiarnej pracy emigrantów z tylu krajów. Przedziwna mieszanka pracy pierwszych osadników, Włochów, Holendrów, obywateli Zjednoczonego Królestwa, rdzennych mieszkańców Ameryki, wreszcie tych, którzy pochodzili z Europy Środkowej. Każdy z przybyszów stawał przed urzędnikiem i marzył o uprawnionej pieczątce, pozwalającej na wjazd do USA. Chorzy, upośledzeni psychicznie, z ułomnościami czy kryminalną przeszłością nie mieli szans, byli odsyłani. Przez stację na wyspie Ellis do czasu jej zamknięcia (w 1954 r.) przeszło 12 mln emigrantów.
W galerii znajdują się pamiątkowe zdjęcia, jakie powstały w miejscu, gdzie ponad 100 lat wcześniej trafiła babcia i dziadek pani Grażyny.
Statek
Lapland. Książka Dariusza Terleckiego "Po dolary i wolność. Śladami Polonii w Ameryce" przynosi nam szczegóły dotyczące statku, którym podróżował Szymon Kmiotek: "Lapland zbudowano ledwie cztery lata wcześniej [tj. w 1908 r., w dziewiczy rejs ruszył rok później, 10. kwietnia 1909 r. - przypis JM] w brytyjskiej stoczni Harland & Wolff Limited, zlokalizowanej w północnoirlandzkim Belfaście. Stocznia należała do dwóch przedsiębiorców, Jamesa Harlanda i urodzonego w Hamburgu Gustava Wolffa. To z jej pochylni zjechało słynne trio "klasy olimpijskiej” – najpotężniejsze w historii transatlantyki: Olimpic, Britannic i Titanic. RMS Titanic, o trzy razy większym niż Lapland tonażu, supernowoczesny i superluksusowy, właśnie cztery miesiące wcześniej wyruszył w swój pierwszy i ostatni rejs z Europy do Nowego Jorku. Lapland przy swoich "olimpijskich” braciach był nieporównywalnie skromniejszy; 17,54 tys. BRT wyporności, 620 stóp długości i 70 szerokości, silniki parowe napędzały podwójną turbinę. Nad pokładem, oprócz dwóch poziomów kabin, wznosiły się dwa kominy i cztery maszty" (w: Po dolary i wolność. Śladami Polonii w Ameryce, Terlecki D., Wyd. Muza, 2019). Możemy tylko sobie wyobrażać, jak wyglądały warunki na takim statku. Parowiec Lapland mógł zabrać na podkład 1500 osób. Dwa poziomy kabin każą przypuszczać, że bilety sprzedawane na rejs były także podzielone na klasy. Zwykle emigranci z Polski mogli sobie pozwolić na najtańszy bilet. Na taką samą, trwającą wiele dni wyprawę ruszało wówczas wielu obywateli Austro-Węgier, Prus, Rosji - uciekających do lepszego życia, uciekających przed biedą, przed uciskiem i marnymi perspektywami, jakie czekać mogły poddanych państw zaborczych narodowości polskiej. Do fali emigrancji dołączali także Żydzi - z zaboru pruskiego, rosyjskiego. Liczne żydowskie rodziny i panująca bieda, brak pracy skłaniały do wyjazdu wielu. Także z Kcyni, szczególnie pod koniec XIX w., wielu członków społeczności żydowskiej z Hamburga, Antwerpii czy innych portów ruszało w podróż za chlebem. Lektura archiwalnych gazet z końca XIX w. przynosi wiele artykułów, których autorzy wyrażają ubolewanie nad smutnym losem tych, którzy decydują się na tak dramatyczny krok.

Początki - w nowym miejscu
Niewiele wiemy na temat początków pobytu Szymona i Zofii na nowej ziemi. Czy było im ciężko? Czy szybko nauczyli się języka? Poznawali przybyszów do Ameryki z innych krajów czy trzymali się blisko Polaków? Jak się odnaleźli w zupełnie nowych warunkach? Na pewno wiemy, że byli bardzo pracowici i zaradni. Szymon w chwili przybycia do Stanów Zjednoczonych miał 26 lat, Zofia 19. O ich wspomnieniach z amerykańskiego okresu wspomina pani Izabella Kręcisz: ojciec pracował, a mama z początku pracowała w takiej restauracji, co prowadził tą restaurację Murzyn. I mówi mama, że z początku nie mogła się przyzwyczaić, bo to wszystko takie czarne i tylko te oczy białe. Ale że był tak dobry ten człowiek, tak chciał, żeby te polskie dziewczyny jak najwięcej się mogły najeść dobrych rzeczy - wspomina (całość rozmowy do wysłuchania w dziale Nagrania). Kiedy Zofia urodziła dzieci, przestała pracować w restauracji. Od tamtej chwili zarabiali także wynajmując pokoje w swoim domu Polakom - innym emigrantom. Zarobione w ten sposób pieniądze odkładali. Czy udzielił się im ogólny entuzjazm, nowe możliwości, które dawał żywiołowy rozwój przemysłu? Ludzie do pracy byli potrzebni.
Na ślubnym zdjęciu widzimy ich elegancko ubranych, pośród innych par znajomych nowożeńców - emigrantów z Galicji. Szymon w rubryce "zawód" wpisał "Machine hand". Jak wyjaśnił nam David Weinstein, Amerykanin, mieszkaniec Pittsburgha, określenie to dotyczy wykwalifiowanego pracownika fizycznego, operatora maszyn. Owszem, byli to robotnicy, zwani po angielsku "blue collar workers", ale wykwalifikowani, którzy potrafili obsługiwać skomplikowane maszyny w hucie stali. Pittsburgh był miastem przemysłowym, nosił taki przydomek - "miasto stali" (Steel city) - wyjaśnia David. The Empire State Building, Brooklyn bridge, materiały do budowy wschodnich linii kolejowych - wszystkie te stalowe konstrukcje powstawały w fabrykach zlokalizowanych w Pittsburghu. Czy w jednej z takich hut stali pracował Szymon? Państwo Kmiotkowie mieszkali w West Wilmerding, mieście położonym 12 mil na południowy wschód od Pittsburgha. Czy to właśnie do Pittsburgha, do tak masowo funkcjonujących w tamtym okresie hut dojeżdżał Szymon Kmiotek do pracy? A może pracował na miejscu? Jak podaje portal Wikipedia.org (dostęp z 15.02.2020): West Wilmerding na początku XX wieku miał rozległe odlewnie i warsztaty maszynowe Westinghouse Air Brake Company. Być może to tam podjął pracę. David Weinstein uzupełnił, że praca w takich miejscach należała do szczególnie trudnych, wymagających olbrzymiej kondycji fizycznej. Mówiono, że to praca w piekle, które ma odkrytą pokrywę (oryg. it was like working in "hell with the lid off")
Jak zostać Amerykaninem?
Naturalizacja to - według informacji zamieszczonych na stronie www.archives.org (dostęp z 13.02.2020) - proces, w czasie którego przybywający do USA ma zostać uznany za obywatela amerykańskiego. To dobrowolny akt, naturalizacja nie jest obowiązkowa. Przed 27 września 1906 r. obywatelstwo przyznawały sądy dowolnego szczebla. Zwykle wnioskodawcy udawali się do sądu najbardziej im odpowiadającego z racji miejsca zamieszkania. Począwszy od 27 września 1906 r. sprawy dotyczące nadania obywatelstwa zostały zarezerwowane tylko do kompetencji sądów federalnych. Zajęło trochę czasu zanim sądy niższego szczebla wcieliły to w życie. Zasadniczo uzyskanie obywatelstwa jest procesem dwustopniowym, który trwa przynajmniej pięć lat. Po okresie przebywania na terenie Stanów Zjednoczonych przez okres dwóch lat przybysz mógł wypełnić "Declaration of Intention" (zwaną pierwszym wnioskiem ("first papers")), aby uzyskać status obywatela. Po dodatkowych trzech latach imigrant składał Petition for Naturalization (zwaną drugim wnioskiem "second papers"). Gdy petycja została rozpatrzona pozytywnie, przybyszowi wręczano akt nadania obywatelstwa. Te dwa etapy ubiegania się o obywatelstwo nie musiały być rozpatrywane przed tym samym sądem.
Próba ucieczki
Obywatelstwo amerykańskie spowodowało, że pan Szymon Kmiotek nie był zmobilizowany do polskiej armii, gdy wybuchła II wojna światowa. I uchroniło w pierwszych latach wojny rodzinę przed utratą domu i gospodarstwa. Dopiero gdy Stany Zjednoczone przystąpiły do wojny, rodzina została wypędzona ze swojego domu. Pomocy udzielili im znajomi Niemcy. Były plany powrotu do Ameryki, kupiono już nawet bilety - niestety rodzinie nie udało się wyjechać. Po wojnie Szymon Kmiotek został zmuszony przez władze do zrzeczenia się obywatelstwa amerykańskiego. Państwo Zofia i Szymon do końca życia mieszkali w Malicach.
Dziękuję Izabelli Kręcisz, Grażynie i Wincentemu Cieślikom, Marii Zaworskiej oraz Tomaszowi Kmiotkowi za cenne informacje, które pomogły w przygotowaniu artykułu.
Zachęcam także do zapoznania się z galerią "This is America" (kliknij w nazwę, by przejść do galerii), gdzie zgromadzone są dokumenty i fotografie dotyczące mieszkańców z gminy Kcynia, którzy też przeżyli swój amerykański sen.
Zapraszam do kontaktu wszystkich, którzy zechcieliby - tak jak pani Izabella Kręcisz - opowiedzieć historię swojej rodziny.
tekst: Justyna Makarewicz


