16 - 09 - 2021

Publikuję pierwszą część artykułu, przygotowanego w 2012 r. przez prof. Tomasza Jurka z Instytutu Historii PAN w Poznaniu. Autor wyraził zgodę na zamieszczenie artykułu na stronie Dźwiękowego Archiwum Kcyni.

Kolejne części wkrótce. Zapraszam do lektury. 

Tomasz Jurek (Instytut Historii PAN Poznań)

Lokacja miasta w Kcyni

Grecki historyk Polibiusz, żyjący w II w. przed Chrystusem, zauważał, że ludzi szczególnie interesują trzy rodzaje dzieł historycznych: relacje o wielkich wydarzeniach politycznych, dzieła genealogiczne (przez co rozumiał co prawda rodowody bogów i herosów, co dziś nazwalibyśmy mitologią) oraz opowieści o początkach miast. Słowa te brzmią zaskakująco aktualnie. Przez ponad 2000 lat niewiele się zmieniło. I dziś szczególnym zainteresowaniem czytelniczym cieszą się te same dziedziny – genealogia (choć inaczej już pojmowana), historia polityczna oraz dzieje lokalne. W ramach tych ostatnich zaś uwagę przykuwają zawsze czasy najdawniejsze, właśnie owe początki, pełne też na ogół największych niejasności i zagadek.

Kcynia obchodzi 750. rocznicę uzyskania praw miejskich. To zacny jubileusz. Okrągłe rocznice zawsze sprzyjają refleksji nad przeszłością. Tadeusz Pietrykowski, autor przedwojennej monografii dziejów interesującego nas miasta, uznał za stosowne odnotować na okładce swej pracy, że spisał ją z okazji 666. rocznicy lokacji1. Niemiecka grupa kcyńskich ziomków wydała księgę pamiątkową o swym rodzinnym mieście na jego siedemsetlecie.2 Inny monografista, Alojzy Szudrowicz, przygotował swą pracę z pozoru bez związku z jakimkolwiek jubileuszem, ale sam być może nie zauważył, że opublikował ją równo w 555 lat od daty potwierdzenia praw miejskich przez króla Władysława III.3  Wszelkie rocznice są jednak oczywiście zwodnicze. Służące do ich wyznaczania daty mają przeważnie tylko umowne znaczenie. Większość miejscowości istniała już długo wcześniej, nim zostały po raz pierwsze zapisane w zachowanych obecnie przekazach źródłowych. Nadanie praw miejskich, czyli tak zwana lokacja miasta, to co prawda wyraźnie uchwytny fakt, potwierdzany z zasady spisaniem stosownego dokumentu. Ale nawet to nie wyznacza wyraźnie momentu początku. Dokumenty lokacyjne bywają niekiedy tylko potwierdzeniem praw otrzymanych w istocie dużo wcześniej. Nawet zaś jeśli dokument taki stoi rzeczywiście w bezpośrednim związku z właściwą lokacją – to mógł przecież zarówno ją otwierać, jak i powstać dopiero na zakończenie całego procesu. Bo lokacja, założenie miasta, to nie jednostkowe zdarzenie, ale długi proces, obejmujący głębokie zmiany prawne, przestrzenne i demograficzne.

W przypadku Kcyni posiadamy aż dwa dokumenty w sprawie nadania praw miejskich. Pierwszy z nich, to właściwy przywilej lokacyjny wystawiony przez księcia wielkopolskiego Bolesława Pobożnego w 1262 r. To do tej daty odnosi się obchodzony obecnie jubileusz. Dokument jest dobrze znany. Był wielokrotnie publikowany drukiem. Wydał go Heinrich Wuttke w swym zbiorze do historii miast wielkopolskich, potem zaś Ignacy Zakrzewski w Kodeksie dyplomatycznym Wielkopolski, podstawowym korpusie średniowiecznych dokumentów.4 Na podstawie tej właśnie, kanonicznej niejako edycji tekst przedrukowywany był następnie w kolejnych opracowaniach dotyczących dziejów miasta.5 Zawierają one także tłumaczenia na polski (względnie niemiecki), zresztą nie zawsze ścisłe i poprawne. Obaj dziewiętnastowieczni wydawcy powoływali się na znany sobie oryginał tego dyplomu. Wydaje się to nieco dziwne. Potwierdzenie praw miejskich, wydane przez króla Władysława III Warneńczyka w węgierskiej Budzie 6 czerwca 1441 r.6 – jest to drugi z zapowiedzianych przed chwilą dokumentów – mówi o spaleniu się wcześniejszych przywilejów. Mieszczanie przedłożyli mianowicie władcy, że „prawa ich miasta, dane im i udzielone przez zmarłych królów polskich, naszych poprzedników, strawione zostały przez niespodziewany ogień, gdy to miasto z wyroku nieszczęsnego losu zostało zniszczone pożarem”. Słowa te nie muszą się jednak odnosić do pierwotnego przywileju lokacyjnego. Zauważmy, że Władysław III powołuje się na swych królewskich poprzedników, co nie pasuje bynajmniej do książęcego aktu z 1262 r. Istnieć musiał zatem jeszcze jakiś dokument królewski, a ponieważ Warneńczyk powiada dalej, że dla odtworzenia treści spalonych przywilejów sięgnięto do „starych rejestrów” – chodziło najpewniej o dokument Władysława Jagiełły (1386-1434), za którego czasów prowadzono już na pewno rejestrację wystawianych przez kancelarię monarszą pism. Ten właśnie akt potwierdzenia praw miejskich Kcyni spłonął w pożarze.

Stary dokument książęcy istniał natomiast dalej (w 1493 wójt przekazał go królowi Janowi Olbrachtowi do zatwierdzenia,7 a w 1638 r. przedłożony został komisji dokonującej lustracji dóbr królewskich8) i przetrwał nieuszkodzony aż do XIX w. Gdy wydawał go H. Wuttke (1864), oryginalny pergamin znajdował się w Berlinie w posiadaniu Friedricha Augusta Vossberga, znanego kolekcjonera, heraldyka i sfragistyka. Potem trafił na rynek antykwaryczny i wiadomo, że kupił go w 1870 r. pruski generał, ks. Wilhelm Radziwiłł.9 Na tym trop się urywa. Dalszych losów zabytku nie znamy. Nim zaginął, wykonano jednak jego fotografie. Jedna znajdowała się w zbiorach Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk – i wraz z nimi przepadła w toku II wojny światowej. Druga klisza znalazła się w Krakowie, w tworzonym wtedy na Uniwersytecie Jagiellońskim zbiorze podobizn najdawniejszych dokumentów polskich. Klisza ta zachowała się do dziś.10 Nie posiada żadnych danych proweniencyjnych, ale nie ulega wątpliwości, że wykonana została w XIX w. ze znajdującego się wtedy w Berlinie oryginału. Powtarzany niekiedy domysł o istnieniu dwóch różnych oryginałów11 nie ma w istocie żadnych podstaw. Opiera się bowiem na obserwacji, że teksty wydane przez Wuttkego i Zakrzewskiego nieznacznie się różnią – ale to nie kwestia wykorzystania odrębnych przekazów, a tylko błędów popełnianych przez niemieckiego wydawcę. Dysponujemy w każdym razie dobrą reprodukcją i zastępuje nam ona zaginiony oryginał. W chwili wykonania fotografii pergamin znajdował się w dobrym stanie. Pismo jest wyraźne i czytelne, choć w kilku miejscach czytanie utrudniają nieduże plamy wilgoci na zgięciach. Obserwacja cech zewnętrznych oryginału nie budzi żadnych wątpliwości. Pismo pochodzi niewątpliwie z połowy XIII w., chociaż nie potrafimy rozpoznać w nim ręki żadnego ze znanych pisarzy kancelarii książęcej.12 Na zdjęciu widać też wyraźnie wiszącą na jedwabnym sznurze pieczęć. Choć jest uszkodzona, można ją dobrze rozpoznać. Przedstawia postać księcia walczącego ze smokiem. Wszystkie widoczne szczegóły dokładnie odpowiadają znanej skądinąd pieczęci księcia Bolesława używanej w latach 1253-1279.13 

Dokument wystawiony został w Poznaniu 29 czerwca 1262 r., „w dniu św. Piotra”. Informacja ta pasuje znakomicie do trzynastowiecznych realiów. Książęta wielkopolscy starali się bywać w Poznaniu na święto tamtejszego patrona, św. Piotra – podobnie, jak regularnie odwiedzali Gniezno w dzień św. Wojciecha (23 kwietnia).14 Tekst dokumentu jest stosunkowo krótki i mało jeszcze sformalizowany. To również odpowiada dobrze warunkom połowy XIII w., gdy kształtował się dopiero styl kancelaryjny. Dla nas okoliczność ta stanowi kolejną rękojmię autentyczności.

Książę Bolesław oświadczył, że przekazał „dobrym mężom” Reinerowi (Rinerus) i Janowi swe miasto zwane Kcynią w celu lokowania go na prawie niemieckim, takim samym, jakiego używają Poznań i Gniezno. Książę „dodał” im dwie wsie: Bobrowniki (Bobrovnici) i Pielgrzymowo (Pelgrinouo), a mieszczanie otrzymali ponadto prawo korzystania z łąk w miejscowości Pocepnicz. W sumie miasto otrzymało obszar 80 łanów. Sołtysi dostali młyn, co szósty łan i dwór, a także co trzeci denar z opłat sądowych. Po upływie trzech lat od najbliższego dnia św. Marcina (11 listopada) mieli (raczej odnosi się to do mieszczan niż samych sołtysów) płacić z każdego łanu wiardunek srebra (czyli ćwierć grzywny). Dalej książę postanawiał, że „starzy mieszczanie cieszyć się mają taką samą wolnością, jak nowi” (cives vero antiqui eadem libertata, qua et novi perfruentur), zaś ani wojewoda czy kasztelan, ani żaden z rycerzy nie ma się wtrącać do ich spraw. Na końcu, w formule dotacyjnej, wplecione w zapis daty, pada imię pisarza książęcego Macieja, którego ręką „dano” ten dokument (datum per manum Mathie nostri notarii). Nie oznacza to osoby, która własnoręcznie spisała dyplom. Pismo Macieja, znane dobrze skądinąd, różni się od tego, które znajdujemy w naszym przypadku.15 Pisarz wystąpił tu w charakterze osoby, która nadzorowała cały proces przygotowania i wydania dokumentu, a być może w związku z tym zredagowała jego tekst. Tekst naszego dokumentu rzeczywiście wykazuje wiele podobieństw do innych podpisanych przez tego pisarza. Pisarz Maciej pracował w kancelarii księcia Bolesława w latach 1257-1268 i sporządził wiele dokumentów. Niewiele o nim wiemy (nie ma dowodu, by był zakonnikiem z benedyktyńskiego opactwa w Lubinie, jak się niekiedy przypuszcza). To on wprowadził do tytulatury książęcej określenie Wielkopolska (Polonia Maior) – być może sam je wymyślił, a w każdym razie jako pierwszy utrwalił na piśmie.16 Dla nas to jednak tylko ciekawostka.

Dokument nasz, choć krótki, jest bogaty w treści. Miasto otrzymywało prawo niemieckie na wzór Poznania i Gniezna. Wskazywanie przy lokacji ośrodka, na którym wzorować się winni nowi mieszczanie, było praktyką częstą. Tu jednak mamy rozwiązanie nietypowe, bowiem wskazano jednocześnie dwa miasta. Wydaje się więc, że chodziło tylko o pewne ogólne nawiązanie – pamiętajmy, że Poznań i Gniezno to główne centra ziemi – nie zaś o ściśle określoną podległość jurysdykcyjną w sensie wyznaczenia instancji odwoławczej. Takie rozwiązanie zastosowano nieco później w przypadku szeregu miast południowo-wschodniej Wielkopolski, którym książę Przemysł II polecił zasięgania opinii prawnych w Kaliszu, stającym się tym samym wyższym sądem odwoławczym (1283).17 Typowo rysuje się w świetle kcyńskiego dokumentu stanowisko tamtejszych sołtysów. Termin ten oznacza wójtów – dla wczesnej fazy osadnictwa na prawie niemieckim charakterystyczne jest jednak jeszcze wymienne używanie słów sołtys i wójt, choć dość szybko utrze się zwyczaj, że wójt jest przywódcą gminy miejskiej, sołtys zaś – wiejskiej. Uposażenie wójtów kcyńskich 1/6 nadanych miastu gruntów i w związku z tym 1/6 domostw oraz 1/3 dochodów sądowych jest także dość typowe.18 Oczywisty jest w przywileju lokacyjnym immunitet, to znaczy wyjęcie miasta spod władzy urzędników zwyczajowego prawa polskiego – taki właśnie sens ma sformułowanie, że żaden wojewoda, kasztelan czy inny rycerz nie mają się wtrącać do spraw mieszczan. Immunitet miał wymiar sądowy (wyjęcie spod tradycyjnych sądów) i ekonomiczny (zwolnienie od tradycyjnych opłat, danin i posług). Bez immunitetu nie byłoby możliwe wprowadzenie w nowo zakładanym mieście prawa niemieckiego i związanych z nim porządku sądowego oraz podatkowego. Typowe są zobowiązania podatkowe mieszczan, którzy płacić winni po wiardunku srebra (niecałe 50 gramów, co przeliczało się na 144 sztuki zdawkowej monety, denarów) z każdego łanu.19 Zobowiązanie to miało nabrać aktualności po trzech latach – tyle zatem trwać miała przyznana miastu „wolnizna”. Zagadkowo brzmią natomiast słowa o „starych i nowych mieszczanach”. Użyte tu słowo cives, oznaczające właściwie mieszczan, jest jednak wieloznaczne. Sformułowanie to można rozumieć w tym sensie, że jakaś gmina miejska istniała w Kcyni już wcześniej (stąd „starzy mieszczanie”), teraz zaś dokonano tylko jej reorganizacji i powiększenia (o „nowych”). Możliwe też jednak wydaje się inne rozumienie: „starzy mieszczanie” to po prostu mieszkańcy dawnej osady (nie mającej jeszcze wcale statusu miejskiego), którzy włączeni zostają do zakładanego miasta, a obok nich pojawiają lub pojawią w przyszłości jeszcze i mieszczanie „nowi”. Praktyka, by w dzieło lokacji włączyć zastaną już ludność, nie była niczym wyjątkowym.20 Wątpliwości w interpretacji tych słów nie sposób rozstrzygnąć. Sprawy związane z nadanym miastu prawem niemieckim nieco szerzej traktuje zatwierdzenie króla Władysława Warneńczyka z 1441 r. Mowa tam wyraźnie o zwolnieniu z sądownictwa wojewodów, kasztelanów, starostów, sędziów, podsędków i innych urzędników, tak że mieszczanie nie muszą odpowiadać przed nimi w sprawach małych i wielkich (jak to kradzieży, podpalenia, zabójstwa czy poranienia). Mają natomiast być sądzeni przez swego wójta, wójt zaś przez samego króla lub wyznaczonego przez niego sędziego – i to wyłącznie na prawie magdeburskim. Także wójtowie winni stosować normy prawa niemieckiego. Wszystkie te zasady są omówione bardzo schematycznie – jest to pewien szablon, powtarzany bez większych zmian we wszystkich dokumentach monarszych w podobnych sprawach.

Wróćmy jednak do podstawowego przywileju z 1262 r. Podstawowe pytanie, jakie musimy sobie w związku z nim zadać, brzmi: zamykał on czy raczej dopiero otwierał cały proces lokacji miasta? Wskazać można dwie przesłanki, które wydają się świadczyć na rzecz stwierdzenia o wcześniejszym już początku tego procesu. Pierwszą jest omawiana już wzmianka o „starych mieszczanach”, którą można – ale, jak pokazywałem, nie trzeba – rozumieć w tym sensie, że miasto istniało tu już wcześniej. Przesłanka druga tkwi w wyznaczonym terminie wolnizny. Trwać miała zaledwie trzy lata. To niewiele. Typowe rozwiązanie, to zwolnienie na 10-15 lat. Okres trzyletni to rzadkość, ale jednak niekiedy spotykana. Tyle samo książę Przemysł (brat Bolesława) przyznał mieszczanom z Kostrzyna (1251). Dokument lokacyjny tego miasta przypomina zresztą w ogóle pod wieloma względami nasz przywilej kcyński.21 Wyjątkowo krótka wolnizna może sugerować, że mieszczanie zagospodarowywali się już od dłuższego czasu – wobec czego można było przyznać im krótsze ulgi.  Nie jest to jednak rozwiązanie jedynie. Skrócenie wolnizny mogło wynikać ze stanu przekazywanej osadnikom ziemi. Interesujących wyjaśnień udziela dokument lokacji górnośląskiego Zatora (1292). Postanowiono w nim, że wolnizna wynosić będzie trzy lata w przypadku pól wcześniej już uprawianych, dziewięć lat w przypadku pół karczowanych z zarośli, zaś 16 lat w przypadku pól karczowanych z gęstego lasu. Gdy w grę wchodziły grunty już zagospodarowane i nie wymagające karczunku, wolnizna nie przenosiła 5 lat.22 Obie przesłanki są więc kruche i nie upoważniają do stanowczego cofania daty lokacji naszego miasta. Jeżeli zaś nawet dopuścilibyśmy taką hipotezę, to przesunięcie nie mogłoby być znaczne. Jeszcze bowiem w 1256 r. Kcynia, o czym będzie mowa z chwilę, nazwana została wsią (villa).23 To istotna wskazówka. Upewnia nas mianowicie, że lokacji miasta dokonał najpewniej książę Bolesław Pobożny, który władał tą okolicą od 1257 r. Wcześniej Kcynia (wraz z kasztelanią nakielską, do której była przypisana) należała do poznańskiej dzielnicy jego brata Przemysła I.24 Dopiero po śmierci tego ostatniego (4 VI 1257) rządy nad całą Wielkopolską objął Bolesław.

Co wiadomo natomiast o wcześniejszych, przedlokacyjnych losach Kcyni? Posiadamy o niej dwie istotne wzmianki źródłowe. Po raz pierwszy miejscowość tę wymieniono w dokumencie księcia Władysława Odonica dla klasztoru w Trzemesznie. Mowa tam o pokoju zawartym przez niego ze stryjem, Władysławem Laskonogim w Kcyni w dzień św. Andrzeja.25 Mamy zatem nawet datę dzienną tego wydarzenia (30 listopada), ale nie znamy daty rocznej – bowiem w samym dokumencie (wystawionym również w Kcyni we wtorek po św. Janie Chrzcicielu) figuruje rok 1291 (MCCXCI) – absolutnie niemożliwy do akceptacji (Władysław Lasonogi zmarł w 1231, a Odonic w 1239 r.), a więc ewidentnie zepsuty przez kopistę. Tekst znamy tylko z kopii w kronice klasztornej z 1666 r. Potrafimy jednak wskazać przybliżoną poprawną datę dokumentu. Władysław Odonic użył w nim bowiem tytułu „księcia na Ujściu”. Odnosić się to musi do krótkiego okresu po jego powrocie z wygnania, kiedy to zajął (dokładnie 9 października 1223 r.) grody nadnoteckie, Ujście oraz Nakło, i nękał z nich stryja. Kres chaotycznie prowadzonym i pełnym zaskakujących zwrotów walkom położyła dopiero śmierć tego ostatniego (18 VIII 1231). Kcyńska ugoda między skłóconymi Władysławami mogła mieć zatem miejsce w którymkolwiek listopadzie między 1223 a 1230 r., a dokument dla Trzemeszna wystawiony latem następnego roku.26 Przekaz ten potwierdza w każdym razie dwukrotną obecność książąt w Kcyni (tam bowiem zarówno zawarto pokój, jak i wystawiono potem dokument).

Po raz kolejny Kcynia pojawia się na kartach źródeł z okazji wydarzeń 1256 r. Książę pomorski Świętopełk zagarnął wtedy wielkopolskie Nakło. Przemysł podążył na odsiecz. Przybył ze swymi baronami do „wsi” Kcynia, aby radzić nad odzyskaniem straconego grodu. Zjawił się tam także brat krzyżacki Poppo i zapośredniczył układ między skonfliktowanymi stronami – Pomorzanie mieli zwrócić Nakło w zamian za wypłatę 500 grzywien. Nazajutrz, w dniu św. Jakuba (25 lipca) Przemysł wkroczył do odzyskanego grodu.27 Nie będziemy dłużej zatrzymywać się nad tą bogatą w interesujące szczegóły historią.28 Istotne z naszego punktu widzenia jest stwierdzenie, że Kcynia ponownie stała się widownią układów politycznych między książętami. Mamy więc w sumie w XIII w. potwierdzone źródłowo trzy pobyty książęce, z których dwa wiążą się z ważnymi rokowaniami politycznymi. Nie może to być kwestią przypadku. Natężenie tych informacji wskazuje, że Kcynia musiała wówczas pełnić rolę rezydencji książąt wielkopolskich i to bynajmniej nie okazjonalnie.

Jaki charakter miała ta rezydencja? Czy istniał w Kcyni gród? Pogląd taki panuje w literaturze.29 O ile jednak nasi poprzednicy powoływali się na jakieś źródło swoich informacji, wszystko sprowadza się do przedwojennej pracy Władysława Kowalenki. Ten zaś pisał wprawdzie o grodzie kcyńskim, ale z wyraźnym komentarzem: „gród historyczny, grodziska nie stwierdzono”.30 Oznacza to, że nie były mu znane jakiekolwiek ślady archeologiczne. W źródłach pisanych gród nasz także nigdy nie pada. Nie znamy również kasztelanów kcyńskich. Kcynia należała do kasztelanii nakielskiej, a potem być może do żońskiej, utworzonej w ostatnich dziesięcioleciach XIII w.31 Przywoływana niekiedy w literaturze wzmianka o istnieniu w Kcyni zamku polega na nieporozumieniu. Chodzi o dokument z 1520 r., którym król Zygmunt Stary zatwierdził prawa miejskie Nakła, postanawiając przy tym, by także mieszczanie kcyńscy w razie wojny uczestniczyli w odnawianiu mury miejskie od młyna aż do zamku, a w pracach tych pomagać mają także opaci z Wągrowca i Koronowa. Oczywiście mowa tu o murach i zamku w Nakle, a tylko za sprawą błędów, jakie przy wydawaniu tego przekazu popełnił H. Wuttke, powstać mogło wrażenie, że chodzi o obiekty w Kcyni.32 Nie było zatem w Kcyni zamku, ani tym bardziej grodu. Okazuje się on historiograficznym fantomem. Jeżeli nie mamy żadnych śladów grodu, bo trudno za taki uznać dywagacje snute wokół niepewnej wciąż etymologii nazwy (która oznaczać miałaby „miejsce umocnione”),33 przyjmować trzeba istnienie dworu. Takie nieobronne siedziby są dobrze znane w Polsce XII-XIII w.34 Książęta krakowscy mieli swój Korczyn (koło Wiślicy) i Osiek (koło Połańca), śląscy Leśnicę (pod Wrocławiem), Rokietnicę (pod Legnicą) i Jelcz (pod Oławą). W Wielkopolsce Przemysł I miał taki dwór w Pobiedziskach, natomiast Bolesław Pobożny, a potem Przemysł II – w Dłusku (koło Pyzdr). Wiele dworów leżało na skraju większych kompleksów leśnych, więc pełniły z pewnością funkcję rezydencji myśliwskich i służyły władcom podczas łowów. Miejsca takie nadawały się znakomicie na mniej oficjalne spotkania i poufne narady. To zresztą ponaddziejowe prawidło dyplomacji (przypomnijmy, że kluczowe decyzje w sprawie rozpadu Związku Sowieckiego w 1990 r. podejmowano w leśniczówce w Puszczy Białowieskiej). Takie było również położenie Kcyni. Niedaleko na północ i wschód od niej zaczynały się znaczne lasy (częściowo zachowane do dziś), ciągnące się do Noteci i leżącego nad tą rzeką Nakła – a dalej przechodzące już w wielką puszczę na granicy Pomorza. Wszystko wskazuje zatem na to, że w Kcyni znajdował się dwór myśliwski Piastów wielkopolskich.

 Koniec części pierwszej 

Przypisy: 

[1] T. Pietrykowski, Z przeszłości Kcyni. Z okazji 666 rocznicy założenia miasta, Kcynia 1928.

[2] Festschrift zum 700jährigen Bestehen der Stadt Exin, Kreis Altburgund-Schubin, Provinz Posen, und ihrer Umgebung, red. F. Brosowski, Bergen 1962.

[3] A. Szudrowicz, Kcynia. Szkice z historii miasta i okolic, Kcynia 1996. Nie doszukałem się żadnych jubileuszowych podtekstów w przypadku pracy zbiorowej: Dzieje Kcyni i okolic, red. W. Jastrzębski, Kcynia 1993.

[4] H. Wuttke, Städtebuch des Landes Posen, Leipzig 1864, s. 141 (nr 201); Kodeks dyplomatyczny Wielkopolski, t. I-XI, wyd. I. Zakrzewski, F. Piekosiński, A. Gąsiorowski, Poznań 1877-1999 (dalej cyt.: KDW), tu t. I, nr 401. Nowa edycja dokumentu w aneksie I do niniejszego artykułu.

[5] T. Pietrykowski, Z przeszłości Kcyni, s. 21-22 (tłumaczenie); A. Szudrowicz, Kcynia, s. 14-15 (tekst łaciński i polski); Festschrift, s. 18-19 (tekst łaciński i niemiecki).

[6] KDW X, nr 1548.

[7] Matricularum Regni Poloniae summaria, wyd. T. Wierzbowski, t. I-V, Warszawa 1905-1919, tu t. II, nr 188.

[8] Informowała o tym nota na odwrociu oryginału (przytacza ją H. Wuttke, Städtebuch, s. 141): Productum coram dd. lustratoribus Maioris Poloniae in oppido Kcynia die 14 mensis Aprilis anno 1638. Albertus Lorkosky notarius thesauri regni(„Przedłożone wobec panów lustratorów Wielkopolski w mieście Kcyni w dniu 14 kwietnia 1538 r. Wojciech Lorkowski pisarz skarbu królewskiego“).

[9] Wiadomości o losach oryginału w XIX w. podaje A. Warschauer, Die städtischen Archive in der Provinz Posen, Leipzig 1901, s. 38.

[10] Kraków, Zakład Nauk Pomocniczych Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego, sygn. 0403 II. Za udostępnienie mi skanu serdecznie dziękuję kierownikowi Zakładu, prof. Zenonowi Piechowi.

[11] Do powstania tego domysłu przyczynił się walnie I. Zakrzewski, który w swej edycji niezbyt jasno i nieściśle napisał, że opiera się na „pergaminie oryginalnym” z pieczęcią, podał sygnaturę z poznańskiego archiwum (która na pewno nie odnosi się do owego oryginału, bo nie było go wtedy Poznaniu!), po czym wspomniał o fotografii w PTPN, informując, że jest to zdjęcie „innego, równobrzmiącego oryginału”.

[12] F. Sikora, Dokumenty i kancelaria Przemysła I oraz Bolesława Pobożnego 1239-1279 na tle współczesnej dyplomatyki wielkopolskiej, Wrocław 1969, s. 72.

[13] Z. Piech, Ikonografia pieczęci Piastów, Kraków 1993, nr 19, fig. 16.

[14] A. Gąsiorowski, Podróże panującego w średniowiecznej Polsce, Czasopismo Prawno-Historyczne 25, 1973, z. 2, s. 47.

[15] M. Bielińska, Kancelarie i dokumenty wielkopolskie XIII wieku, Wrocław 1967, s. 114, dopuszczała możliwość, że to Maciej spisał nasz dokument, ale słusznie sprzeciwił się temu F. Sikora, Dokumenty, s. 72. Próbki pisma Macieja u M. Bielińskiej, wzór 3 i u F. Sikory, tabl. 3.

[16] F. Sikora, Dokumenty, s. 127-136, który poprawia błędne ustalenia i pomysły M. Bielińskiej, Kancelarie, s. 110-115.

[17] KDW I, nr 528.

[18] Zob. T. Tyc, Początki kolonizacji wiejskiej na prawie niemieckim w Wielkopolsce (1200-1333), Poznań 1924, s. 107-108; J. J. Menzel, Die schlesischen Lokationsurkunden des 13. Jahrhunderts, Würzburg 1977, s. 259, 277.

[19] Zob. tamże, s. 234-236.

[20] Np. w Poznaniu książę przesiedlił do lokowanego miasta ludzi mieszkających na Śródce (T. Jurek, Przebieg lokacji Poznania, w: Civitas Posnaniensis. Studia z dziejów średniowiecznego Poznania, Poznań 2005, s. 182-183).

[21] KDW I, nr 296.

[22] T. Tyc, Początki kolonizacji, s. 93-94; J. J. Menzel, Die schlesischen Lokationsurkunden, s. 249-250. Dokument zatorski: Schlesisches Urkundenbuch, t. VI, wyd. W. Irgang, Köln-Weimar-Wien 1998, nr 74.

[23] Zob. niżej, przyp. 27.

[24] Wykazał to przekonująco J. Bieniak, Wielkopolska, Kujawy, ziemie łęczycka i sieradzka wobec problemu zjednoczenia państwowego w latach 1300-1306 [1969], wyd. 2, Wodzisław Śląski 2011, s. 126.

[25] KDW III, nr 2024: inita pace inter me et patruum Vladislaum ducem seniorem in die beati Andree in Kcina – – . Datum in Kcina feria tercia post festum sancti Johannis Baptiste anno MCCXCI („Po zawarciu pokoju między mną a stryjem Władysławem starszym księciem w dniu św. Andrzeja w Kcyni – –. Dano w Kcyni we wtorek po święcie św. Jana Chrzcicielu roku 1291”). 

[26] I. Zakrzewski w swym wydaniu umieścił dokument pod 1224 r., co zaakceptował też K. Maleczyński, Studia nad dyplomami i kancelarią Odonica i Laskonogiego 1202-1239, Lwów 1928, s. 227-228. Ostatnio J. Bieniak, Polityczne okoliczności śmierci księcia Leszka Białego, w: Gąsawa w pamięci historycznej. W związku z 62. rocznicą lokacji miasta, Inowrocław 2009, s. 52-53, doszedł do wniosku, że dokument wystawiony został w 1224 lub 1227 r., ale opierał się na niezbyt pewnych przesłankach.

[27] Rocznik kapituły poznańskiej, wyd. B. Kürbis, Monumenta Poloniae Historia, series nova, t. VI, Warszawa 1962, s. 39-40 (tłumaczenie polskie w: „Kronika Miasta Poznania” 1995, nr 2, s. 83-84); Kronika wielkopolska, wyd. B. Kürbis, Monumenta Poloniae Historia, series nova, t. VIII, Warszawa 1970, s. 104-105 (tłumaczenie: Kronika wielkopolska, Warszawa 1965, s. 251-253).

[28] Szeroko traktuje o tym w swym referacie Lech Kościelak.

[29] H. Münch, Geneza rozplanowania miast wielkopolskich XIII i XIV wieku, Kraków 1946, s. 50, 56, 58, tabl. XX; W. Hensel, Studia i materiały do osadnictwa Wielkopolski wczesnohistorycznej, t. III, Warszawa 1959, s. 52-53; J. Leśny, Ze studiów nad osadnictwem i dziejami ziemi pałuckiej we wczesnym średniowieczu, „Slavia Antiqua” 22, 1975, s. 134, 170; F. Mincer, Dzieje Kcyni do 1772 r., w: Dzieje Kcyni i okolic, Kcynia 1993, s. 27; A. Szudrowicz, Kcynia, s. 17; Z. Górczak, Najstarsze lokacje miejskie w Wielkopolsce (do 1314 r.), Poznań 2002, s. 34. Ostrożniej wypowiadał się tylko A. Wędzki, Rozwój sieci miejskiej na Pałukach w średniowieczu, przedruk w: tegoż, Przechadzki po Wielkopolsce, Poznań 2007, s. 116.

[30] W. Kowalenko, Grody i osadnictwo grodowe Wielkopolski wczesnohistorycznej (od VII do XII wieku), Poznań 1938, s. 228.

[31] Zob. przyp. 24. W świetle bulli gnieźnieńskiej z 1136 r. istniały w tym rejonie kasztelanie w Nakle, Łeknie i być może Żninie (KDW I, nr 7). Kasztelanów w Żoniu znamy dopiero od 1282 r. (Urzędnicy wielkopolscy XII-XV wieku. Spisy, red. A. Gąsiorowski, Wrocław 1985, s. 71).

[32] H. Wuttke, Städtebuch, s. 83 (nr 87): Item cum oppidum Kcynia tempore belli partem meritorum publicorum incipiendo a molendino usque ad arcem nostram reformare teneantur, volumus ut necessitate ita exposcente a reformacione huiusmodi non sint nec esse debeant absoluti et liberi, similiter abbates Wangrovencensium et Kokuronoviensium conventuum ad reformanda maenia eiusdem oppidi debent esse obligati. W takim kształcie początek zdania jest pozbawiony sensu, a sens taki przywrócimy, poprawiając oppidum na oppidani oraz meritorum na maeniorum – wtedy bowiem całość brzmieć będzie: „Również, skoro mieszczanie Kcyni w czasie wojny winni naprawiać część murów publicznych, począwszy od młyna aż do naszego zamku, postanawiamy, że w razie potrzeby nie są i powinni być od tej naprawy wolni i zwolnieni; podobnie opaci konwentów wągrowieckiego i koronowskiego winni być zobowiązani do naprawy murów tego miasta”.

[33] Szerzej zob. w referacie Marka Górnego.

[34] Zob. K. Modzelewski, Organizacja gospodarcza państwa piastowskiego X-XIII wiek, Wrocław 1975, s. 42-70. Autor ten (s. 45) zaprzecza jednak „rezydencjalnej funkcji” Kcyni, przyjmując, że tutejsze pobyty Władysława Odonica i Przemysła wiązały się z odbywaniem wieców, a te zbierały się raczej w miejscowościach otwartych.

Poprzednia
Powrót do listy aktualności
Następna