W dniu 1.IX.1939 r. w gotowości bojowej na stacji Szamocin znajdował się pociąg pancerny „Danuta”. W odwodzie pozostawał 18 PP, 2 dywizjon 26 pal, 82 samodzielna kompania czołgów rozpoznawczych oraz pociąg pancerny.Pozostałe jednostki:
- 3 batalion 37 PP,
- BON „Żnin”
- 26 Dywizjon Artylerii Ciężkiej
znajdowały się na ostatecznej linii obrony w rejonie jezior żnińskich. Sztab dywizji stanął w Wapnie. Naprzeciw polskiego ugrupowania nieprzyjaciel zgromadził brygadę piechoty „Noteć”, wchodzącą w skład 50 DP 3 Korpusu Armijnego.
WYBUCH WOJNY
1.IX.1939 r.
Działania zbrojne w pasie 26 DP rozpoczęły się wkrótce po północy 1.IX.1939 r. , kiedy to niemieckie grupy dywersantów zaatakowały placówki Straży Granicznej na północnym brzegu Noteci w miejscowości Kaczory i Wysoka. Straż nie dała się zaskoczyć, zniszczyła mosty na Noteci od Ujścia do Nakła, po czym wycofała się na południowy brzeg Noteci, koncentrując się w rejonie Wągrowca.
Wczesnym rankiem Ośrodek Oporu „Dobieszewo” był celem ataku niemieckiego lotnictwa. Bombardowanie przeprowadzono z lotu nurkowego, zrzucając bomby i ostrzeliwując obrońców z broni maszynowej. Nalot nie wyrządził większych szkód. Żaden ze schronów nie został zniszczony ani nawet uszkodzony. Lekko ucierpiały jedynie okopy piechoty. Schrony bojowe i stanowiska artylerii, będące prawdopodobnie celem głównym ataku nie zostały wcześniej precyzyjnie zlokalizowane przez wywiad lub też były doskonale zamaskowane.
Starty w całym 10 PP były nieznaczne – wyniosły zaledwie dwóch lekko rannych. Mimo to nalot był dla obrońców traumatycznym przeżyciem i osłabił ich morale. Nastąpił też nalot na Kcynię i tu również bomby nie trafiły w cele.
W ciągu dnia na przedpolu pozycji obronnych 2 i 3 batalionu nieprzyjaciel nie przejawiał większej aktywności. Działania toczyły się na zachodzie w okolicach Chodzieży, gdzie wrogie oddziały podjęły udaną próbę sforsowania Noteci od Milczem i Miasteczkiem Krajeńskim.
W czasie nocnej akcji Straży Granicznej uszkodzono między innymi most w Osieku, zlokalizowany na przedpolu umocnień w Dobieszewie. Most został wysadzony w powietrze, a następnie podpalony. Nie przyniosło to jednak spodziewanych rezultatów, bowiem niemieccy koloniści z Osieka i Dębogóry pożar ugasili, a co gorsza – w przyległym domostwie dróżnika ulokowało się niemieckie ubezpieczenie z dwoma karabinami maszynowymi. Przed południem natknął się na nich patrol oficerski (tj. dowodzony przez oficera lub złożony z samych oficerów) z 8 kompanii 3 Batalionu. Długa seria ciężko raniła ppor. Józefa Suplickiego (1914-1939) [1]. Tak autor książki Czas biegnie obok Paweł Wiktorski opisuje tamte wydarzenia: Po południu wiadomość z dowództwa batalionu. Ósma kompania porucznika Osimowicza, wysunięta jako czata na lizierze przed Smogulcem i Smogulecką Wsią i przy szosie prowadzącej na drugą stronę Noteci poniosła pierwszą stratę. Nieprzyjaciel obsadził zabudowania dróżnika czy wodomistrza znajdujące się przy moście po drugiej stronie rzeki. Nasze patrole wychodzące z lasu na płaski teren przybrzeżnej łąki, widoczne były jak na dłoni. Długa seria z ciężkiego karabinu maszynowego ścięła podporucznika Suplickiego, dowódcę plutonu. Pierwsza ofiara po naszej stronie – młody oficer zawodowy z ostatniej promocji.
Zmusiło do jednocześnie pozostałych do odwrotu. Do wieczora polscy żołnierze poprzez ostrzał z granatników podejmowali bezskutecznie próby unieszkodliwienia gniazda nieprzyjaciela.
2.IX.1939 r.
Wydarzenia z pierwszego dnia skłoniły dowódcę 26 DP do dokonania zmiany zgrupowania bojowego. W wyniku tej operacji nakazał on między innymi BON „Kcynia” bronić Kcyni, barykadując drogi wylotowe z miasta. Zgodnie z rozkazem żołnierze miejscowej Kompanii ON przesunęli się w północny rejon miasta, gdzie obsadzili odcinek okopów przy cegielni Winkla oraz rów przy drodze na Nakło nad Notecią.
Przebieg działań bojowych na pozycji „Dobieszewo” rankiem 2.IX.1939 r budzi poważne kontrowersje. Według literatury przedmiotu żołnierze 2 Batalionu obserwowali od świtu ruch silnych kolumn niemieckich, zmierzających północnym brzegiem Noteci w stronę Nakła nad Notecią. Na rozkaz dowódcy 26 pal otwarły do nich skuteczny ogień baterie 3 dywizjonu: 7 w Gołańczy, 8 w Panigrodzu i 9 między Chwaliszewem a Grocholinem – wszystkie uzbrojone w haubice 100 mm. Do akcji włączyły się później działa 2 dywizjonu 26 pal oraz przybyły w nocy 67 pal.
W wyniku ostrzału nieprzyjacielskie kolumny poniosły straty i oddaliły się na północ, pozostawiając jednak nad rzeką silne ubezpieczenia.
Biorąc pod uwagę ukształtowanie terenu oraz parametry techniczne haubic 3 Dywizjonu, należy zakwestionować przedstawioną wersję wydarzeń. Niemieckie kolumny mogły poruszać się tylko utwardzonymi drogami na północ od linii kolejowej Bydgoszcz – tereny na południe były bowiem zabagnione i poprzecinane kanałami melioracyjnymi, co uniemożliwiało ruch pojazdów mechanicznych. W takiej sytuacji odległość od pozycji ogniowych 3 Dywizjonu od wspomnianej linii kolejowej wynosiłaby w przypadku 9 baterii 13 km, 8 baterii 16 km. I 7 baterii aż 20 km.
Maksymalny zasięg haubicy polowej to 100 mm wzór 1914/1919 – broni o krótkiej lufie i malej prędkości początkowej pocisku – wynosił bowiem zaledwie 9700 mm. Jest zatem fizycznie niemożliwe, aby artyleria 3 dywizjonu ostrzeliwała niemieckie zgrupowanie na nieosiągalnym dla siebie dystansie. Mogły to czynić – i na pewno z powodzeniem to czyniły zlokalizowane znacznie bliżej Noteci działa 2 Dywizjonu 26 pal oraz 67 dac.
Nie znaczy to wcale, że tego dnia haubice 3 Dywizjonu nie prowadziły ognia.
Przed południem około godziny 11.00 9 bateria otrzymała rozkaz unieszkodliwienia czynnych wciąż stanowisk karabinów maszynowych w domku dróżnika przy moście w stronę Osieka. W tym celu wydelegowano pluton (dwie haubice) pod dowództwem por. Pawła Wiktorskiego. Zajęły one stanowiska ogniowe na leśnej polanie w Mieczkowie, skąd kilkoma celnymi strzałami zniszczyły zarówno wskazane zabudowania, jak i dostrzeżoną w międzyczasie drużynę niemieckiej piechoty. Któryś z pocisków przypadkowo trafił w uszkodzony już wcześniej most, pieczętując dzieło jego definitywnej destrukcji.
Echa potyczki pod Mieczkowem dotarły wieczorem 2.IX.1939 r. do sztabu 26 DP. Złożony meldunek w znaczący sposób mijał się jednak z rzeczywistością, sugerując próbę zorganizowania przez Niemców przeprawy większych sił na południowy brzeg Noteci.
3.IX. 1939 r.
Tego dnia na przedpolu pozycji obronnych 2 i 3 Batalionu panował względny spokój. Drobne utarczki z dywersantami toczyły się na odcinku „Grocholin”. Walki toczyły się tylko na zachodzie, gdzie kawaleria dywizyjna starła się z niemieckim oddziałem pod Chodzieżą, oraz w okolicach Nakła nad Notecią, pod którym 2 Batalion 18 PP i BON „Nakło” udaremniły liczne próby forsowania Noteci.
Wieczorem dowódca 26 DP odebrał rozkaz gen. T. Kutrzeby o odejściu na główną linię obrony.
4.IX.1939 r.
W nocy z 3 na 4.IX.1939 r. polskie oddziały opuszczają Ośrodki Oporu „Dobieszewo” i „Grocholin”, kierując się poprzez Kcynię na pośrednią linię obrony w rejonie Królikowa.
Opuszczenie bez walki i nacisku ze strony nieprzyjaciela przygotowanych z niemałym trudem, pozycji obronnych wkradło w żołnierskie serca niepokój i rozgoryczenie.
Odwrót zamykała miejscowa Kompania BON „Kcynia”. Jej żołnierze w przygnębieniu opuszczali swoje rodzinne miasto, którego nie dane im było bronić.
Zgodnie z rozkazem saperzy dokonali przewidzianych zniszczeń, między innymi w Kcyni wysadzono wiadukt na drodze do Szubina. W Dobieszewie, Dobieszewku i Grocholinie odchodzący żołnierze palili stogi siana, stodoły i liczne gospodarstwa – zarówno polskie, jak i niemieckie. Na północ od Kcyni spalono wieś Weronikę.
Koniec części drugiej.
[1] Józef Suplicki (ur. 10.III.1914 r. Borek Wielkopolski – zm. 2.IX.1939 r. Szubin) Ukończył szkołę powszechną w Borku, gimnazjum w Jarocinie. Edukację kontynuował w Szkole Podchorążych w Zambrowie. Służył w 10 PP w Łowiczu. Był dowódcą plutonu w 8 Kompanii III Batalionu 10 PP w Łowiczu. Po mobilizacji został skierowany w rejon nadnotecki w okolice Smogulca. Podczas patrolu oficerskiego w rejonie Osieka nad Notecią został ciężko ranny w brzuch. W złym stanie został odwieziony przez Nakło do szpitala w Szubinie. Po przeprowadzonej operacji zmarł 23.IX.1939 r. pochowany w krypcie pod podłogą kościółka św. Magdaleny w Szubinie. Rodzina długo nie znała losów Józefa. Nieznajomy mężczyzna pozostawił w Borku jeszcze w czasie nieobecności rodziny (byli wysiedleni) krótką wiadomość, że Józef zginął pod Szubinem. Matka poległego była w tej sprawie w Szubinie zaraz po wyzwoleniu w 1945 r. , ale nie udało jej się wówczas odnaleźć miejsca wiecznego spoczynku syna, ani spotkać ludzi, którzy mogliby coś na ten temat powiedzieć. Również siostrzenica Józefa Dobromiła Szczepaniak (której Józef Suplicki był ojcem chrzestnym) była w Szubinie w 1954 r., aby odnaleźć ślady wojennych losów Józefa. W szpitalu szubińskim rozmawiała z siostrą zakonną obecną przy śmierci rannego, która słyszała ostatnie słowa. Jednak nikt z kim ówcześnie rozmawiała nie był w stanie wskazać z całą pewnością gdzie jest pochowany. Potwierdzono jedynie przypuszczenia, że pochowano go w podziemiach kościoła cmentarnego.
17.X.1979 r. w Ilustrowanym Kurierze Polskim ukazał się artykuł Zdzisława Jastrzębskiego zatytułowany: „Na tropach bohaterów Września: Kim był podporucznik Józef Suplicki?”. Gazeta z tym artykułem dotarła do Borku. Dobromiła Szczepaniak natychmiast odpisała. Tak rozpoczęła się korespondencja z Zenonem Erdmannem z Szubina, który poszukiwał rodziny Józefa. Zenon Erdmann był w posiadaniu metalowej tabliczki z wybitym napisem o następującej treści:
Ś.P JÓZEF SUPLICKI PODPORUCZNIK PADŁ NA POLU CHWAŁY DNIA 1 WRZEŚNIA 1939 R.
Tabliczkę (nie zdążono jej przytwierdzić do trumny) przekazał Zenonowi Erdmanowi ojciec i zobowiązał go do odszukania rodziny oficera po wojnie. Zenon Erdmann przyrzekł to ojcu i po latach mógł już w pełni zobowiązanie wypełnić. W 1982 r. odbyła się tam uroczystość, podczas której odsłonięto pamiątkową tablicę, której autorem jest plastyk Henryk Wojtas. Opracowano na podstawie http://www.muzeum.szubin.net (dostęp 9.IX.2013 r.) http://www.t.szczepaniak.republika.pl/suplicki.html