28 - 01 - 2020
Historia rodziny Pilarskich

Mój ojciec Józef urodził się 19 listopada 1915 r. podczas I wojny światowej w miejscowości Smuszewo, obecnie gm. Wapno, powiat Wągrowiec. Był drugim dzieckiem Marianny Pilarskiej, córki Teofili i Józefa Dziełów i Marcina Pilarskiego, syna Agnieszki z domu Gniot i Michała Pilarskiego. Rodzice ojca byli robotnikami rolnymi i pracowali u bogatych gospodarzy. Pierwszym ich dzieckiem była Stanisława, urodzona 30 sierpnia 1914 r. we Włodzimierzewie.

Z dniem 1 kwietnia 1916 r. rodzina Pilarskich przeniosła się do Kcyni i zamieszkała przy ulicy Młyńskiej. W Kcyni urodzili się jeszcze: Marian w 1918 r., Regina w 1922 r., Stanisław w 1927 r. i Wanda – ta ostatnia zmarła jako dziecko.

Dziadek mój Marcin był robotnikiem, nie miał stałej pracy i imał się różnych dorywczych zajęć. Między innymi pracował przy budowie szkoły niemieckiej w 1929 r.  Dowiedziałem się o tym z aktu erekcyjnego, który znaleziono w zalakowanej butelce pod podłogą, odkrytego podczas zmiany podłóg drewnianych na trwalsze posadzki. Obecnie mieści się tam drugi budynek szkoły podstawowej im. Jana Czochralskiego.

Matka ojca zajmowała się dziećmi i gospodarstwem domowym oraz pracowała przy wykopkach ziemniaków u okolicznych gospodarzy. Kcynia w tych czasach to było pół-miasto, pół-wieś. I w jego obrębie były liczniejsze niż są obecnie gospodarstwa rolne – polskie i niemieckie. Za pracę cały dzień na polu kobiecie płacono dwa złote. Chleb wtedy kosztował 45 groszy, bułka 5 groszy. Jeden śledź 10 groszy. Ze względu na brak pracy i koszty utrzymania ojciec i jego rodzeństwo po skończeniu szkoły podstawowej najmowało się do służby u obcych ludzi.

Ojciec mój do dnia 7 marca 1938 r., to jest do chwili powołania go do zasadniczej służby wojskowej, imał się różnych dorywczych zajęć: pasał bydło, pracował jako pomocnik piekarza w młynie u Michała Potońca w Kcyni.

Służbę wojskową odbywał w 63. Pułku piechoty w Toruniu. Jednostka ta wchodziła  w skład 4. Dywizji, a ta z kolei od marca 1939 r. w skład Armii Pomorze.

Za dobre wyniki w strzelaniu i wyszkoleniu ojciec otrzymał stopień kaprala i mógł przyjechać na urlop. Z chwilą wybuchu wojny pułk wymaszerował z koszar i brał udział w walkach z hitlerowskim najeźdźcą. Dnia 18 września 1939 r. ojciec dostał się do niewoli niemieckiej pod Modlinem. Zwolniony jak wielu innych - jako urodzony jeszcze pod zaborem pruskim, powrócił do Kcyni. Tam do listopada 1940 r. pracował w majątku rolnym w Żurawi należącym do von Bülowa jako robotnik rolny.

Dnia 17 września 1940 r. jego ojciec Marcin i brat Marian zostali straceni przez Niemców w Poznaniu za rzekomy udział w mordowaniu obywateli niemieckich we wrześniu 1939. Szerzej sprawa ta jest opisana w odpisie artykułu zamieszczonego w "Ziemi Pomorskiej" z dnia 15 kwietnia 1946 r. (nr 103 /357/)


 

Ojciec był też poszukiwany i musiał uciekać z Kcyni. Początkowo ukrywał się w okolicy Mińska Mazowieckiego. Tam został wywieziony przez Niemców do Bodrum w Westfalii, gdzie pracował w fabryce papy. W 1944 r. został wywieziony do Prus Wschodnich w okolice Gołdapi i zatrudniony przy budowie fortyfikacji. Kiedy stamtąd zbiegł to niemal cudem uniknął śmierci. Bowiem jak mówił, gestapowiec strzelał kilkakrotnie do niego z pistoletu i broń ta nie wypalała z powodu zamokniętej amunicji. Ze złości oprawca uderzył go z całej siły kolbą od pistoletu w głowę. Gestapowiec oświadczył, że zabił tylu ludzi ile ma włosów na głowie, ale to mu się jeszcze nie zdarzyło, aby go broń zawiodła.

W styczniu 1945 r. ojciec został wyzwolony przez wojsko radzieckie, wchodzące w skład 3. Frontu białoruskiego. Dnia 11 marca 1945 r. powrócił do Kcyni. Matki i brata Stanisława na Młyńskiej nie zastał. Powiedziano mu, że zostali wysiedleni na ulicę Podgórną. Tam też ich nie było. Znalazł ich dopiero na ulicy Poznańskiej w domu pod nr 12. Na pytanie kolegów, co będzie teraz robił, odpowiedział, że szuka pracy. Jeden z nich zaproponował mu, aby wstąpił do Milicji Obywatelskiej. Był bowiem na wojnie i mogą go zabrać na front, a jak ktoś służy w milicji to nie biorą. Ojciec wyraził zgodę, bo wiedział czym wojna „pachnie”. Pełnił jako mający wyszkolenie wojskowe i stopień podoficerski funkcję zastępcy komendanta posterunku w Kcyni, a potem w Królikowie.

Często wchodził w skład plutonu operacyjnego, tworzonego w miarę potrzeb przy Komendzie Powiatowej Milicji Obywatelskiej w Szubinie pod dowództwem sierżanta, później chorążego Grüna. Tworzenie takich jednostek było potrzebne ze względu choćby na rozpowszechniony po wojnie pospolity bandytyzm. Bandy tworzyli dezerterzy i maruderzy obu armii, zarówno niemieckiej jak i radzieckiej. Jak wykazały powojenne badania, popełnili oni 90% ciężkich przestępstw natury kryminalnej w 1945 r. w ówczesnym powiecie szubińskim. Należy oddać fakt sprawiedliwości, że kilku z nich zostało rozstrzelanych przez funkcjonariuszy NKWD za gwałty i morderstwa na ludności polskiej, choć byli to żołnierze radzieccy. Plutony operacyjne musiały działać bez względu na pogodę i porę dnia. Funkcjonariusze musieli trwać w zasadzkach w śniegu i błocie.

Po jednej z takich akcji ojciec ciężko zachorował na zapalenie płuc. Po wyzdrowieniu został skierowany przez lekarza komendy wojewódzkiej MO w Bydgoszczy do sanatorium milicyjnego w Zakopanem.

Na skutek przeżyć wojennych rozwinęła się u niego gruźlica. Dnia 15 września 1946 r. zwolnił się z ciężkiej służby w milicji z powodu stanu zdrowia jak i trudnych warunków materialnych. W 1946 r. udał się do Wałbrzycha, gdzie podjął pracę w ochronie mienia państwowego jako wartownik. W latach 1949 – 1959 pracował jako górnik – cieśla w kopalni soli im. Tadeusza Kościuszki w Wapnie koło Kcyni. Ponieważ choroba nabyta wcześniej rozwijała się, nie był w stanie dalej pracować. Od 1959 r. przebywał na rencie inwalidzkiej drugiej grupy. Od 20 listopada 1969 r. należał do Związku Bojowników o Wolność i Demokrację.

22 listopada 1945 r. zawarł związek małżeński z moją przyszłą matką Stanisławą Bolesławą Świerkosz – nauczycielką. Z tego związku przyszło na świat trzech: ja, brat Adamsiostra Barbara. Renta ojca i pensja nauczycielska matki nie wystarczały na utrzymanie sześcioosobowej rodziny. Od 1953 r. była jeszcze na naszym wyłącznym utrzymaniu matka ojca Marianna. Ojciec, chcąc podreperować  domowy budżet, w miarę swych sił hodował kozy i owce, a także króliki. Potrafił robić okna, drzwi, kłaść parkiety i podłogi czy wciągnąć drewno na dach.

Działał w ZBOWiD. Został odznaczony Medalem Zwycięstwa i Wolności. Na krótko przed śmiercią awansowany na stopień starszego kaprala. Zmarł w Kcyni 15 marca 1979 r. we czwartek, o godzinie 21.30. Został pochowany na miejscowym cmentarzu. Byłem do końca przy nim.

Autor tekstu: Stanisław Pilarski

Zdjęcie na okładce: z archiwum Stanisława Pilarskiego: dom przy ul. Okrężnej, rok  budowy 1910.

Kopia odpisu artykułu: Z archiwum Stanisława Pilarskiego

Poprzednia
Powrót do listy aktualności
Następna