19 - 04 - 2020
Korespondencja z Cambridge (Wielka Brytania)
Dźwiękowe Archiwum Kcyni ma przyjaciół rozsianych po całym świecie. Najczęściej są to potomkowie mieszkańców naszego miasta lub gminy, którzy po latach powracają, by przekonać się, jakie jest to miejsce, które ich prababcie i pradziadkowie opuszczali - w poszukiwaniu lepszego życia, w poszukiwaniu pracy, w poszukiwaniu awansu społecznego. Oczywiste jest, że w te trudne dni i o nich się martwię. Część z nich to osoby starsze, tym bardziej narażone w czasie epidemii.
Pomyślałam sobie, że poproszę Ich, aby opowiedzieli nam, jak wygląda sytuacja epidemiczna związana z koronawirusem w Ich rodzinnym kraju. I tak powstały korespondencje, od Włoch, przez Stany Zjednoczone, Niemcy, po Wielką Brytanię. Publikując ich relacje nieustannie apeluję do Państwa - nie wychodźcie z domu, jeśli nie ma wyraźnej ku temu potrzeby! Zostańcie w domu!
Nasza dzisiejszy korespondent mieszka w Wielkiej Brytanii, w Cambridge. Nicholas Coni odwiedził Kcynię na jesieni 2019 r. Tutaj (kliknij) można zapoznać się z relacją z tego spotkania.
Justyna Makarewicz
COVID-19 w Wielkiej Brytanii

W połowie kwietnia powiedziano nam, że epidemia w naszym kraju wkrótce osiągnie swój szczyt. [W rozwoju epidemii] jesteśmy prawdopodobnie dwa tygodnie lub miesiąc za innymi europejskimi krajami, choć dokładne oznaczenie terminu może się różnić w zależności od tego, o której części naszego kraju mówimy. Londyn był krajowym epicentrum zachorowań przez ostatnie dwa lub trzy tygodnie, ale w naszym pięknym mieście Cambridge jesteśmy zaledwie kilka tygodni za nimi. Cambridge ma dużo mniejszą populację, więc dane mniej szokują. Mamy jednak w Cambridge tylko jeden szpital, uniwersytecki, który musi przyjąć stale napływający strumień nagłych przypadków z Cambridge, mniejszych miast i okolicznych wsi. Przekazano nam, że blokada wszelkich aktywności (ang. lockdown) będzie utrzymywana w Anglii i prawdopodobnie w Szkocji przez co najmniej trzy najbliższe tygodnie. Wkrótce jednak powinny zostać podjęte decyzje co do zakończenia nauki semestralnej na uczelniach, oraz w sprawie funkcjonowania szkół i innych instytucji. Ci z nas, którzy mają powyżej 70 lat mają zalecone, by utrzymywać "samoizolację społeczną", która w istocie jest innym określeniem aresztu domowego. W związku z tym odczuwamy pewnego rodzaju ulgę, kiedy w każdy czwartek o 8. wieczorem wychodzimy na nasze balkony, aby klaskać dla lekarzy, pielęgniarek i innych pracowników "kluczowych branż", którzy swoją pracą umożliwiają naszemu krajowi i jego mieszkańcom przetrwanie tej plagi, która zagraża nam wszystkim. Mamy wtedy także okazję, by pomachać naszym sąsiadom i zapewnić ich o naszym dobrym samopoczuciu, pomimo zatrważających statystyk [dotyczących ofiar] i braków w odzieży ochronnej i środkach do wykonywania testów diagnostycznych, o których słyszymy oglądając BBC News. W kraju odbywa się wiele inicjatyw, których celem jest oddanie hołdu pracownikom służby zdrowia (ang. NHS), ale w swoim działaniu nikt nie był tak potężny jak to, co zrobił 99-letni weteran II wojny światowej, kapitan Tom Moore, który mieszka jakieś 50-60 km od nas. Pomyślał o zebraniu znacznej kwoty pieniędzy, około 1 000 funtów, i przeznaczeniu jej dla pracowników NHS, poprzez podjęcie wyzwania wytrzymałości - chciał 100 razy okrążyć swój ogród, wspierając się na balkoniku. Ten gest kapitana na tyle przyciągnął uwagę społeczną, że ku jego zdumieniu i ogromnej satysfakcji po ostatnim podliczeniu okazało się, że zebrał 18 milionów funtów.

Każdego dnia na godzinę możemy uciec z naszych domów, by podjąć jakąś aktywność fizyczną. Niezależnie od tego, czy jest to spacer, bieganie czy jazda na rowerze, musi się odbywać w pobliżu, ponieważ w innym wypadku można spotkać policjantów, którzy będą nakłaniać do powrotu, jeśli zdecydujesz się udać gdzieś dalej, w tym celu czy innym. Można spacerować czy pojechać rowerem ulicami Cambridge, aby zobaczyć miasto i jego wspaniałe średniowieczne budynki, których przez wiele lat nie można było podziwiać. Ulice, zwykle pełne studentów, turystów, sklepikarzy i zwiedzających teraz są nieomal opuszczone i można przechadzać się pustymi chodnikami wzdłuż pozamykanych pubów, restauracji i sklepów, zastanawiając się, gdzie pochowali się ci wszyscy ludzie. Znajduje się tutaj także wiele terenów zielonych, zwłaszcza wzdłuż rzeki, na których pasie się bydło, pomiędzy ścieżkami, gdzie chłopcy i dziewczęta zwykle gromadzą się, by wspólnie siedząc na trawie powtarzać materiał przed egzaminami. Choć najczęściej zamiast się uczyć, zajmują się sobą. Obecnie studenci nie dzwonią dzwonkami swoich rowerów, pędząc z jednego wykładu (lub imprezy) na drugi, ale czasem zdarza się, że natkniesz się na przypadkowego biegacza, rowerzystę lub spacerowicza, cieszącego się swoją godziną wolności, i próbującego jakoś przeżyć tą plagę.

Można przypuszczać, że przyjęte strategie przetrwania okażą się skuteczne, przynajmniej w wystarczającym zakresie, by kontynuować przeludnianie naszego świata po pandemii. Jeśli ludzkość ma ją pokonać, to zamiast jedynie dostosować się do obecności wirusa, geniusze pracujący w laboratoriach muszą rozwijać działania zmierzające do wynalezienia szczepionki lub leku antywirusowego. Reszta z nas będzie tylko w stanie włączyć wiadomości wieczorem by dowiedzieć się, że niewiele się zmieniło. Będziemy informowani o wzajemnych politycznych oskarżeniach co do sposobu radzienia sobie z kryzysem, co będzie przygnębiające. Media powrócą do informowania nas o postępach w próbie popełnienia zbiorowego samobójstwa, zwanego inaczej Brexitem, co będzie nawet bardziej dołujące. 

Autor: Nicholas Coni z Cambridge, Wielka Brytania

Tłumaczenie: Justyna Makarewicz 

Na zdjęciach: opustoszałe miasto Cambridge, fot. Nicholas Coni

Poprzednia
Powrót do listy aktualności
Następna