15 - 10 - 2024
Mój tata Jan Maniak

15 października, w dniu, gdy obchodzimy rocznicę utworzenia (w 1865 r.) Seminarium Nauczycielskiego w Kcyni, przypominam artykuł pierwotnie opublikowany na archiwalnej stronie Dźwiękowego Archiwum Kcyni, która nie jest już dostępna dla czytelników. Stopniowo będę przenosić artykuły tutaj.

Przygotował go pan Andrzej Maniak, którego ojciec, Jan, był absolwentem kcyńskiej uczelni. Na przestrzeni kilkunastu lat działalności Dźwiękowego Archiwum Kcyni, zwiększa się grono potomków absolwentów kcyńskiej placówki kształcącej przyszłych nauczycieli. Co roku praktycznie kontaktuje się ze mną ktoś, kogo przodek spędził w Kcyni lata nauki. W ten sposób, dzięki tym kontaktom, pozyskuję bezcenne materiały do archiwum, a nasza wiedza wzbogaca się o historie życia poszczególnych absolwentów. 

Artykuł został po raz pierwszy opublikowany w DAK 14 marca 2018 r. 

Justyna Makarewicz 

15 października 2024 r. (w 159. rocznicę powstania placówki)

Zamiast wstępu

Należy się Państwu niewielkie wprowadzenie do artykułu. Jego autora, pana Andrzeja Maniaka znam dzięki internetowi i profilowi Dźwiękowego Archiwum na Facebooku. Zamieścił kiedyś na nim zdjęcie swojego ojca - Jana, absolwenta kcyńskiego Seminarium Nauczycielskiego. Udało nam się nawiązać kontakt, pan Andrzej zgodził się podzielić z czytelnikami DAK historią swojej rodziny. Spisał ją dla swoich dzieci i wnuków w 2013 roku. Obecnie Pan Andrzej ma 77 lat i wciąż zgłębia rodzinne losy. Historia jego ojca, Jana Maniaka jest potwierdzeniem, że do kcyńskiego Seminarium Nauczycielskiego trafiali młodzi ludzie z terytorium całego "młodego" kraju. Ci ludzie, wybierając zawód nauczyciela, chcieli swoją pracą przyczyniać się do odbudowy państwowości polskiej, wpisywali się swoją postawą w panujący ówcześnie stosunek do niepodległej Ojczyzny. Praca u podstaw, wierna służba Ojczyźnie - te wartości musiały być im bliskie. Jan razem z innymi absolwentami tworzy nowe kadry polskich pedagogów. Zaszczepia swoim dzieciom przekonanie o wielkiej wartości, jaką jest wykształcenie. 

Justyna Makarewicz

W Niemczech

Mój ojciec Jan Maniak (na zdjęciu) urodził się 2 sierpnia 1904 r. w Hiltrop w Niemczech. Był synem Wojciecha i Apolonii z domu Kalinowskiej. Ojciec Jana, Wojciech, pochodził z małej wioski w Wielkopolsce, z ówczesnego zaboru pruskiego. Wyjechał za chlebem do Zagłębia Ruhry i tam pracował jako górnik. Mama Apolonia przyjechała z Pomorza, z Górzna, chyba w poszukiwaniu męża. W dniu urodzenia mojego ojca Wojciech miał 26 lat, a Apolonia 19. Z opowiadań ojca i babki wynikało, że pracowali bardzo ciężko, ale żyło im się  jak na tamte czasy dostatnio. Na pewno lepiej niż w rodzinnych stronach. 

Zagłębie Ruhry w tym czasie to las kominów i szybów kopalnianych. Zadymione miasta, pełne dymu, sadzy, smrodu z koksowni i hut. Ulice pełne przepoconych, spracowanych ludzi, mówiących gwarą polsko-niemiecką. Wojciech Maniak przyjechał do Zagłębia w ślad za swoim starszym o 4 lata bratem Józefem. Rodzina szybko się powiększała. W roku 1917 było już pięcioro rodzeństwa. Na zdjęciu poniżej, pochodzącym z 1918 roku, jest czwórka braci /na zdjęciu brak najmłodszego brata Bernarda/.

Na zdjęciu: od lewej Jan (mój tata), babcia Apolonia, Wojciech, Kazimierz, a z tyłu oczywiście dziadek Wojciech.

Zdjęcie zrobione w Bevinghausen w Niemczech.

Dziadek Wojciech lubił się przeprowadzać i tak: w 1907 mieszkał w Holhausen k/Düsseldorfu, w 1909 na północy Westfali w Rapen. Tata pilnie uczęszczał do niemieckiej szkoły niemieckiej i był wzorowym uczniem. Szkołę podstawową skończył na „sehr gut”. Po ukończeniu podstawówki prawdopodobnie poszedł do pracy, na kopalnię do swego ojca.  

         

 Na zdjęciu po prawej: trzej bracia Maniak

Po odzyskaniu niepodległości 

Gdy Polska odzyskuje niepodległość, mój ojciec jedzie do kraju, zapisuje się do Seminarium Nauczycielskiego w Kcyni (prawdopodobnie w 1922 r.). Kcynia to malowniczo położone miasteczko, obecnie w województwie kujawsko-pomorskim. Najpierw Jan musi uzupełnić swoją wiedzę z języka polskiego, historii. W szkole jest bardzo aktywny, udziela się na wszystkich frontach, zwłaszcza w szkolnej orkiestrze i chórze. Maturę zdaje w 1926, jako drugi rocznik maturzystów - nauczycieli w wyzwolonej Polsce.


Na zdjęciu powyżej: Tata drugi od prawej z przodu.

Podpis na odwrocie zdjęcia: Orkiestra naszego Seminarjum, Jubileusz, 15 października 1925  

Podpis na odwrocie zdjęcia: Abiturjenci z Państwowego Seminarium Nauczycielskiego w Kcyni z 1925 roku i grono profesorskie.

(pisownia oryginalna).

Na zdjęciu: Absolwenci Seminarium Nauczycielskiego z 1926 r. Tata zaznaczony białym krzyżykiem.

Po ukończeniu seminarium i zdaniu matury Jan idzie na pierwszą posadę nauczycielską do szkoły podstawowej do Przybysławia, również w kujawsko-pomorskiem. W 1930 r. ze zdjęć wynika, że jest już nauczycielem w Rogowie k/Żnina. Tam również pracuje jego przyszła żona Izabela Małecka.

Poniżej kopia strony z księgi pamiątkowej z roku 1927, w 150. rocznicę uzyskania niepodległości przez Stany Zjednoczone. Wpisane jest tam całe Seminarium, uczniowie i nauczyciele. Podpis ojca Jana jest pięknie wykaligrafowany.

Link do tej ciekawej księgi -  http://www.deklaracja.genealodzy.pl/

Powyżej: Grono pedagogiczne szkoły w Rogowie.(Mama zaznaczona białym krzyżykiem)

 

Zdjęcie z 1930 r. wykonane na zakończenie roku szkolnego. Napis na tablicy napisany przez tatę odręcznie kredą. Tata siedzi z przodu na krześle.

Tata dostaje nową posadę p.o. kierownika szkoły w Gałęzewie, niedaleko Rogowa. Tam też przybywają z emigracji jego rodzice, Apolonia i Wojciech Maniak wraz najmłodszym bratem ojca, Bernardem, którzy wcześniej z Niemiec przenieśli się do Francji. Bracia: Władysław, Wojciech Kazimierz pozostają w Francji.

Od lewej: Jan z pieskiem Bobikiem (bo wszystkie pieski u Jana i Bernarda wabiły się Bobik), babcia Apolonia, dziadek Wojciech, najmłodszy brat Jana - Bernard. Wojskowi z tyłu to stacjonujące w szkole wojsko w czasie manewrów.

W 1935 umiera ojciec Jana, a mój dziadek Wojciech. Zachorował na zapalenie płuc. W tych czasach ta choroba była często śmiertelna. Wojciech Maniak pochowany jest na cmentarzu w Rogowie.  

Życie małżeńskie                              

W 1936 r. Jan Maniak bierze ślub z Izabelą Małecką, córką emerytowanego urzędnika sądowego z Pomorza. Izabela jest 11-tym, najmłodszym dzieckiem Małeckich i, jak mi powiedziała niedawno moja kuzynka, „najładniejszą panną w rodzinie”. Jak wynika to z wcześniejszego zdjęcia też nauczycielka, która również ukończyła Żeńskie Seminarium Nauczycielskie. Oto zdjęcia z przyjęcia weselnego w Żninie w domu najstarszego brata Izabeli, Aleksandra.

Przyjęcie ślubne Jana i Izabeli z d. Małeckiej, Żnin 1936 r. W środku: Izabela i Jan.

Z lewej: Anna i Wojciech Małeccy - rodzice Izabeli. Z prawej matka Jana - Apolonia.

Janek był oczkiem w głowie swojej mamy, Apolonii. Z tyłu siedzi rodzina Małeckich. Z prawej starszy brat Izabeli Aleksander, dentysta rozstrzelany przez Niemców w 1939 r. w Lasach Piaśnickich. U Małeckich chyba były tylko dwa zawody dla dzieci: dentysta albo nauczyciel. Te dwie dziewczynki siedzące z przodu na zdjęciu powyżej to córki Aleksandra: Maria i Jarosława.

Zdjęcie z przyjęcia weselnego w Żninie. Lubię na nie patrzeć. Ładna z nich była para, prawda?

Młode małżeństwo nie czekało długo na pierwsze dziecko, bo oto urodziła się 15 sierpnia 1937 r. w szpitalu w Żninie moja siostra Maria, przez babcię Apolonię nazwana Lalą. Ja także przez całe życie tak mówiłem na siostrę, takiego imienia używało się w domu. Babcia Apolonia miała samych synów, dlatego wnuczkę wprost „porywała” matce. Ubierana była przez babcię Apolonię w białe, robione na drutach ubranka rzeczywiście wyglądała jak lalka. Jedyne zdjęcie mojej siostry Marii z tych lat, zrobione przy jakiejś okazji wraz gronem nauczycielskim z Rogowa. Jan i Izabela wraz z kilkumiesięczną córką Marią.

 

Jan i Izabela z córką Marią - na dole w prawym rogu zdjęcia.

Wojna

Jest rok 1939  - nadeszły ciężkie czasy, wybuchła wojna. Ojciec dostał powołanie do wojska i zgłosił się  zgodnie z powołaniem do jednostki pod Przemyślem. Dostał wcześniej mundur i broń. Na drugi dzień dowództwo poddało całą jednostkę. Żołnierze stali pod lasem, aż trudno było wszystkich objąć wzrokiem. Padła komenda „poddajemy się, oddać broń”. Jan z kilkoma żołnierzami rzucił się do ucieczki. Padały strzały, ale Janowi udało się zbiec. Przedzierał się miedzy przemieszczającym się wojskiem niemieckim, głównie nocami. Postanowił pieszo wrócić do rodziny. Bywało różnie, pewnej nocy wszedł do domu, w którym było pełno uzbrojonych Ukraińców. Pomyślał, że to już koniec, ale po niemiecku, głosem nie znoszącym sprzeciwu zażądał udzielenia pomocy, za którą dał pokwitowanie. Obiecał, że niedługo tu wkroczą Niemcy i sowicie Ukraińców wynagrodzą. Dostał cywilne ubranie, jedzenie i spanie. Potem szybko ruszył dalej, zanim sprawa się wyda. Wyszywana koszula na modłę ukraińską, pamiątka tamtej ucieczki, była w domu przez całe lata.  Jan szedł tylko nocami - starał się omijać wojsko i miasta. Głodny, z popuchniętymi nogami, dotarł po miesiącu marszu do rodziny do Poznania.

W pierwszych dniach wojny żona Jana, Izabela wraz z teściową Apolonią i córką Marią wynajęły furmankę i uciekały - jak większość zdezorientowanych Polaków. Wraz z nimi był jeszcze jakiś nauczyciel z Żnina. Uciekać - ale gdzie? Dojechali pod Łowicz, pod największe działania wojenne. W końcu pojęły beznadziejność sytuacji i wróciły do domu. Zastały dom ogołocony przez sąsiadów. Podobno nawet ramy z okien były powyrywane. W końcu jakoś wszyscy spotkali się w Rogowie.

Wojenna codzienność

Doskonała znajomość języka niemieckiego i przyjazny stosunek Jana przed wojną do mniejszości niemieckiej (Jan uczył ich dzieci) sprawiły, że został potraktowany łagodnie, zwłaszcza przez rodzimych Niemców. Ponieważ doskonale znał niemiecki w mowie i piśmie (urodził się i wychował w Niemczech), został zatrudniony przez Niemców do obsługi Polaków w urzędzie stanu cywilnego. Bez przerwy był wyrzucany z mieszkania na coraz gorsze i nękany o podpisanie listy Volksdeutsch.

Wojna trwa już 2 lata. 22 czerwca 1941 r. Hitler atakuje Związek Radziecki. Niemcy zawojowały cała Europę i są u szczytu potęgi.  29 czerwca 1941 roku rodzi się Janowi syn Andrzej – czyli ja. Tata przychodzi z pracy, bierze rower, worki i jedzie po trawę. Hoduje króliki na masową skalę. W workach z trawą przemyca ze wsi mleko, dawnemu nauczycielowi nikt nie odmówi butelki mleka dla syna. Uczy nawet jakąś niemiłą Niemkę gry na gitarze. Jak mi mówił, sam nie bardzo umiał grać na gitarze, ale zdobył skądś szkołę gry i był „dwie lekcje” przed uczennicą.

Wojna trwa. Ja zachorowałem, dostawałem jakichś skurczy żołądka. Mój tata Jan uzgadnia z niemieckim lekarzem wizytę, na którą późno wieczorem, ukradkiem, od tyłu domu zostaję przyjęty. Zostałem wyleczony, żyję. Gdzieś niedaleko nas mieszka siostra Izabeli  Zofia z córką Krystyną. Zofia jest nauczycielką, a jej mąż w obozie u Niemców.

Na zdjęciu poniżej:Jan z córką Marią (Lalą) i małą Krysią. Zdjęcie zostało wykonane w Rogowie, w domu u Kopeckiego – to któreś z kolei miejsce zamieszkania.


Maria - to ta z prawej. W momencie, gdy to piszę, moja jedyna siostrzyczka nie żyje - pozostaję sam.

Moje wojenne wspomnienia

Pamiętam parę scen z okresu wojny. Tata i mama poszli na ćwiczebny alarm, który polegał na schronieniu się w okopach. Mieszkania miały zostać otwarte. Ja z Lalą zostaliśmy w domu i schowaliśmy się pod łóżkiem. Drzwi się otworzyły, zobaczyłem dwie pary oficerskich butów. Ktoś podszedł do wiadra z wodą, napił się wody, pochodził po mieszkaniu i wyszedł. My "ani mru, mru".

Innego razu było tak, że pokrzyczała mnie mama, a ja się obraziłem. Wybiegłem w bamboszach i poszedłem szosą do ojca, do biura. Spostrzegli mnie Niemcy i do niego zaprowadzili. Dostałem ołówek - taki z tęczowymi kolorami i miałem wrócić do domu.

Pamiętam też zakończenie wojny, rok 1945. Ja z Lalą idę szosą po kaszankę, na poboczach pełno ludzi. Nagle słychać wystrzały karabinowe i widać jak kulki ślizgają się po bruku. Ludzie krzyczą: „uciekajcie, bo was zastrzelą!”. To były wystrzały na wiwat wkraczającego wojska radzieckiego. 22 stycznia 1945 r. do miasta wkraczają pierwsze oddziały Armii Radzieckiej. Wojna się skończyła. Tata  w  nocy ubiera się w ciepły, specjalnie uszyty skafander i razem z innymi mężczyznami wychodzi w nocy jako straż obywatelska. Przeprowadzamy się do szkoły w Rogowie, ale tata nadal hoduje króliki. Dzieci mają futerka z króliczych skórek. Ja już mam cztery latka.

To wielkie szczęście, że wojna się skończyła. Tak wielkie, że ludzie czuli, że należało to uwiecznić. Patrzę na to zdjęcie. Patrzę na siebie czteroletniego. Najfajniejsze to są chyba te rajtuzki, które zawsze spadały i zawsze były pomarszczone.

 

Na zdjęciu: Jan z żoną Izabelą, córką Marią i synem Andrzejem. Na kolanach Izabeli królik – jeden z hodowli Jana.

Powojenne życie

20.01.1945 Jan zostaje mianowany na stanowisko kierownika szkoły podstawowej w Rogowie. Funkcję tę sprawuje do końca 1945 roku. Wkrótce również powołano Radę Narodową, a na jej przewodniczącego wybrano mojego tatę Jana Maniaka - kierownika szkoły.

Na zdjęciu poniżej: pogrzeb ekshumowanych Polaków, zabitych na początku wojny.


Z  Rogowa wyjeżdża do Krotoszyna, gdzie pracuje jako nauczyciel w Liceum Pedagogicznym. Dlaczego wyjeżdża? Wydaje mi się, że to sprawa ambicjonalna - ma uprawnienia do uczenia w szkołach średnich i żona Izabela dopinguje go takiego awansu. W Krotoszynie najpierw mieszka u rodziny, chyba rodziny dziadka Wojciecha Maniaka. Rodzina zajmuje mały pokoik na terenie szpitala miejskiego. Potem dostaje mieszkanie służbowe niedaleko szkoły. Mieszkanie to sala restauracyjna i olbrzymia kuchnia - w zimie nie do ogrzania. Brało się na noc butelkę z ciepłą wodą, żeby ogrzać nogi, a jak butelka wypadła z łóżka, to rano był w niej zamarznięty lód albo pękała.

Jan kończy rozpoczęte przed wojną studia w Instytucie Prac Ręcznych i Rysunku. Rozpoczynał przed wojną w Warszawie, a ukończył w Bielsku. Daje to mu uprawnienia do nauczania w szkołach średnich. Po roku wraz z kolegą Józefem Kozłowskim wyjeżdża w 1947 r. do Brzegu nad Odrą, gdzie Kozłowski organizuje liceum pedagogiczne i jest dyrektorem. Jan mu dzielnie towarzyszy. Zostali przyjaciółmi do końca życia. Szkoła mieści się w wybudowanym przez Niemców nowym budynku. W zasadzie  budynek jest cały. Jedynie zniszczony jest duży budynek, przybudówka, gdzie była duża sala gimnastyczna. Liceum znajduje się na ulicy Słowiańskiej, a Jan z rodziną dostaje mieszkanie w olbrzymim domu czteropiętrowym przy szkole.

 

Na początku zajmujemy cały parter, to jest 5 pokoi, kuchnia, służbówka, łazienka oraz osobna ubikacja. Adres pamiętam do dziś: Robotnicza 14 (teraz ten dom ma inny numer). Wojna się skończyła, Jan ma mieszkanie, pracę, którą kochał, kochaną żonę i dwójkę małych dzieci. Nic tylko żyć.

7 kwietnia 1948 r. wydarza się tragedia – żona Jana, Izabela, umiera na skutek krwotoku. Umiera w pełnej świadomości, w ostatniej rozmowie prosi męża, żeby jak będzie chodził na spacery to córka Marię miał z prawej strony, a Andrzeja (czyli mnie) z lewej strony. Andrzej musi koniecznie ukończyć wyższe studia.

 

W czasie stypy rodziny skłóciły się już na zawsze. Byłem wtedy w kuchni i słyszałem tylko donośny głos babki Apolonii. Po śmierci mojej mamy gospodarstwo prowadzi babcia Apolonia. Ja idę w 1948 r. do szkoły podstawowej.

Oto jak piszą o moim ojcu we wspomnieniach dotyczących pierwszych nauczycieli Liceum Pedagogicznego w Brzegu: „Pracował w PLP w latach 1947 - 1954. Ukończył wcześniej Państwowy Instytut Robót ręcznych w Bielsku, otrzymując dyplom nauczanie w szkołach średnich. W swojej pracy wykazywał dużo pomysłowości, był dobrym jej organizatorem. Interesowały Go najnowsze zdobycze pedagogiki. Specjalizował się w wytwarzaniu pomocy naukowych dla klas I - IV. Przedmiot swój traktował w ścisłym związku z potrzebami szkoły. Żył szkołą i chciał widzieć ją zawsze na najwyższym poziomie. Bardzo wysoko oceniano jego cechy osobowe i kwalifikacje zawodowe. Umiał współpracować z koleżankami i kolegami, udzielał im wszelkiej pomocy. Dbał o estetyczny wystrój sal lekcyjnych i korytarzy. Uczył wychowanków sprawności, dokładności i systematyczności. Zwracał uwagę na wygląd zewnętrzny uczniów, szczególnie chłopców. Kochał młodzież, troszczył się o jej dobre przygotowanie do życia i pracy z dziećmi. Wychowankowie darzyli Go szacunkiem, cenili jego wielka wiedzę i wysoką kulturę osobistą. W ich pamięci pozostanie Wielkim Pedagogiem.”

Córka Jana, Maria, zdaje do Technikum Budowlanego do Wrocławia i tam mieszka w internacie. W domu zostaje Jan ze swoją mamą, no i ja. W Brzegu pracuje do 1954 roku. W 1954 bierze ślub z wdową, też nauczycielką Janiną Nicińską z domu Lech, ślub biorą w Poznaniu.

Zmiana, przeprowadzka

Moja siostra Maria zostaje w szkole we Wrocławiu, a ja z ojcem wyprowadzamy się do Ostrowa Wlkp. Ojciec tam pracuje w Liceum dla Przedszkolanek i mieszkamy kolejno w dwu mieszkaniach. Jemy na stołówkach, a gospodarstwo prowadzę ja. Tam kończę klasę siódmą i zdaję do Technikum Budowy Silników we Wrocławiu na Psim Polu. Mieszkam w internacie. Tata Jan po roku przeprowadza się tym razem do Kalisza, dostaje tam mieszkanie i mieszka z nową żoną i jej córką moją rówieśniczką, Bernadetą. W Kaliszu dostaje pierwszego zawału. Jak tylko Bernadeta zdaje maturę, to przenoszą się do Warszawy. Tam mieszkają w wynajętych pokoikach. Do Warszawy? Bo tam miała studiować Bernadeta. Ale ostatecznie Bernadeta studiuje medycynę w Łodzi.

Ja w 1959 zdaję maturę i idę do pracy do WSK Wrocław. Mieszkam w hotelu robotniczym, a po roku pracy idę na studia na Politechnikę Wrocławską, którą kończę z tytułem mgr inżyniera po pięciu latach. 14 października 1968 r. umiera mama ojca, a moja babka, która od 1945 r. ma swoje mieszkanie w Rogowie. Jest pochowana na cmentarzu w Rogowie razem z swym mężem a moim dziadkiem Wojciechem Maniakiem. Ojciec mieszka w Warszawie, mają już swoje mieszkanie. Jest bardzo schorowany, dostaje drugiego zawału. Umiera 7 marca 1973 w Warszawie i jest pochowany na Bródnie.

Dzisiaj, w maju 2013 r. gdy piszę te słowa, Maria moja siostra nie żyje. Zmarła w lutym 2008 r. Ja w tej chwili mam prawie 74 lata.

Autor artykułu: Andrzej Maniak

Wszystkie zdjęcia wykorzystane w artykule pochodzą z archiwum autora.

Śródtytuły pochodzą od redakcji.

Poprzednia
Powrót do listy aktualności
Następna