01 - 02 - 2021
Lazaret - tu leżę...

W ciężkich kowidowych czasach wątek historyczno-medyczny.

Sukces Powstania Wielkopolskiego nie byłby możliwy bez przejęcia wyszkolonych kadr żołnierskich, czyli Polaków walczących na frontach I wojny światowej w armii pruskiej, bez zdobycznych mundurów, broni, nawet samolotów (Poznań), a także szpitali wojskowych, czyli lazaretów.

Na kolejnych dwóch pocztówkach pacjenci i personel pruskiego lazaretu w budynku dzisiejszego Zakładu Poprawczego. Jak wskazuje data stempla czynny był już w październiku 1914 roku.

Kolejna pocztówka wysłana była 21 stycznia 1919 r. do rodziny przez Franciszka Kempę, żołnierza 3 kompanii pułku gnieźnieńskiego. Z korespondencji nie wynika, że był pacjentem lazaretu powstańczego, ale nad zdjęciem budynku seminarium dopisał "tu leżę"...

 

Faktem jest, że w czasie powstania był od 11 stycznia 1919 roku w budynku seminarium szpital polowy, w którym pracował m. in. dr Jedwabny. Wg wspomnień Edwarda Sobeckiego w szpitalu leczono 120 ciężko rannych i ok. 400 lżej rannych.

Autor: Zbigniew Prusak

Pocztówki pochodzą z kolekcji Autora

Frank Neas, nasz niemiecki znajomy i korespondent, przetłumaczył z niemieckiego fragment jednej z pocztówek: "Twoją kartkę otrzymałem. Bardzo za to dziękuję. Wciąż tu jestem, bo moje rany jeszcze się nie zagoiły".  

Jak podała pani Grażyna Olszaniec w dyskusji pod niniejszym wątkiem w grupie "Historia Kcyni - lubię to!" i w dalszej korespondencji ze mną (udostępniam za Jej zgodą): A propos korespondencji, to w Kcyni cenzurowano listy w czasie Powstania. Moja babcia, Czesława z d. Ziółkowska, ze względu na świetną znajomość języka, cenzurowała korespondencję w języku niemieckim. Nie mogło się nic pojawić na temat ruchów wojsk - zamazywano takie informacje... Miejscowi Niemcy nie mogli w listach wysyłać wiadomości szpiegowskich. Babcia Czesia urodziła się w 1902 r. i cenzurowała listy jako młoda dziewczyna. Jeszcze nie pracowała. Czesia czytała te listy i wyłapywała takie donosy - niemiecki znała tak jak swój, pisała i czytała gotyk i zwykły - uczyła się tego w szkole. Zaczerniała listy tuszem lub szczególnie groźne likwidowała. Znała język lepiej niż absolwenci  germanistyki. W czasie II wojny św. obawiała się, że ktoś mógł na nią donieść za wcześniejszą działalność.

Jej ojcem był Maksymilian Ziółkowski (wiceburmistrz). Po wojnie zapisała się do ZBOWiDu za względu właśnie na tą działalność w czasie Powstania. 

dopisek: Justyna Makarewicz

Poprzednia
Powrót do listy aktualności
Następna