Henryk Lindemann urodził się 15 października 1912 roku w Wiesbaden (Niemcy). Jego rodzicami byli: Heinz Lindemann (dyrygent Schumann - Theater we Frankfurcie nad Menem) i Anna z Mieczkowskich, pochodząca z Grodziska Wielkopolskiego.
Szczęśliwy ojciec na pocztówce z Wiesbaden, gdzie wówczas mieszkali, tak pisał do swojej teściowej, Marii Dembińskiej: Droga Mario, tej nocy przyszedł na świat zdrowy chłopczyk. Jego matka i on sam czują się dobrze. Anna i ja zasyłamy pozdrowienia - Heinz. I data: 15. października 1912 roku. Dzień narodzin Henryka Lindemanna.
Jak podaje pieczątka na rewersie zdjęcia portretowego Heinza Lindemanna, pełnił on także funkcję kapelmistrza w orkiestrze Bad Mergentheim - mieście uzdrowiskowym w Niemczech. Ze zdjęcia pewnym wzrokiem spogląda na nas przystojny mężczyzna. Wpatruje się przenikliwie, jakby chciał przewiercić na wskroś swojego rozmówcę, zrozumieć go...
Heinz Lindemann zginął jako żołnierz armii niemieckiej na froncie I wojny światowej 9 listopada 1915 roku, gdy jego syn Henryk miał niespełna 3 lata. Żona przechowała pamiątkę po zmarłym mężu - jego krzyż żelazny oraz odłamki, które wyjęto z jego ciała.
Wśród rodzinnych pamiątek przetrwała także maleńka karteczka z zasuszonym listkiem - Anna swoją ręką dopisała, że listek ten pochodzi z miejsca, gdzie zginął Heinz (niem. Vom Grab meines Heinz - pol. z grobu mojego Heinza).
W zawiadomieniu o śmierci, jakie nadeszło wraz z odznaczeniem, czytamy m.in.: Wspomnienie Pana Heinza Lindemanna, dyrygenta orkiestry Schumann - Theatre we Frankfurcie nad Menem i Orkiestry w Bad Mergentheim, który zmarł w wieku 32 lat dnia 9 listopada 1915 r. w wyniku odniesionych ran głowy, które zadano mu na ziemi wroga. Zmarł w szpitalu wojskowym w Neustadt śmiercią bohatera swojej ojczyzny. (zobacz w galerii)
Po I wojnie światowej Anna z synem Henrykiem wrócili do Polski. W 1920 roku Anna ponownie wyszła za mąż, za Zygmunta Niedźwiedzińskiego z Gniezna. Ich dzieci, bliźnięta Maria i Jan Niedźwiedzińscy, byli zatem przyrodnim rodzeństwem Henryka. Na zdjęciu poniżej widzimy elegancko ubraną Annę z dziećmi. Zdjęcie wykonano w Kcyni 11 czerwca 1933 roku. Mama z dziećmi zdążają w kierunku Fary, na uroczystość przyjęcia I Komunii świętej.
Oto kilka faktów z życia Henryka Lindemanna.
W czerwcu 1933 roku ukończył naukę w Państwowym Gimnazjum Klasycznym w Wągrowcu, uzyskując świadectwo dojrzałości.
W roku 1935 uczestniczył w kursie podchorążych rezerwy w Brodnicy. Między innymi dlatego też tymczasowo pełnił funkcję sekretarza Zarządu Związku Rezerwistów Koło Kcyni. Ile to znanych nazwisk mieszkańców ówczesnej Kcyni figuruje na liście członków Rezerwistów! Można zapoznać się z jednym z protokołów zebrania Zarządu dostępnym w galerii poniżej.
Henryk specjalizował się w tłumaczeniu z języków francuskiego i niemieckiego. Był też kierownikiem kancelarii adwokackiej.
Współpracował z firmą ALFRED KSYCKI ZAKŁADY WYDAWNICZE - ŻNIN pisząc małe formy literackie. Przede wszystkim jednak wykonywał tłumaczenia dla m.in. takich czasopism jak "Moje powieści", "Ilustrowany Tygodnik dla Wszystkich", "Ilustracja Polska" i "Ilustrowany Kurier Pałucki".
Był autorem komunikatu "Śmierć Wojciecha Drzymały" do Polskiej Agencji Telegraficznej w Warszawie z 26 kwietnia 1937 roku, dotyczącego śmierci (w dniu 25.04.1937 r.) Michała Wojciecha Drzymały, słynnego bojownika w czasie pruskiej polityki germanizacyjnej (zobacz poniżej). Henryk Lindemann w komunikacie do PAT pisze: Uprzejmie proszę o zamieszczenie w prasie i radjo poniższego komunikatu. A tu fragment notatki: Wobec nieustępliwości Drzymały, którego sprawą zainteresowała się prasa całej Europy, rząd starał się zlikwidować tą nieprzyjemną dla siebie aferę, oferując Drzymale nawet pieniądze na wykup ziemi w innym miejscu. Drzymała był jednak nieugięty, i swoim postępowaniem dał przykład ówczesnemu społeczeństwu, jak należy przeciwstawić się polityce germanizacyjnej Prusaków.
Henryk Lindemann, choć miał ojca Niemca - czuł się w pełni Polakiem, co okazywał całym swoim krótkim życiem. We wrześniu 1939 roku władze niemieckie, znając proweniencję Henryka (Heinza) "zaproponowały" mu przejście na stronę hitlerowskich Niemiec. Odmówił natychmiast (tak przekazał jego przyrodni brat Jan Niedźwiedziński). Natychmiastowym odwetem było zesłanie Henryka do pierwszego z kilku obozów jenieckich, w których był więziony, a mianowicie do Oflagu VII B w Eichstätt w Bawarii (zobacz kartę pocztową do matki Anny Niedźwiedzińskiej z 31.10.1939 r.)

Potem przebywał w obozie Stalag VI-C w Oberlangen.
W zawiadomieniu z Międzynarodowego Czerwonego Krzyża w Genewie (widoczne powyżej) czytamy: Genewa, 1 grudnia 1942 r. Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża ma zaszczyt zawiadomić Panią, że Pan Heinz LINDEMANN, nr obozowy 767, który przebywał w Stalagu VI-C, został przeniesiony z dniem 7 października 1942 r. Droga Pani, zapewniamy o wyrazach najwyższego szacunku.
Kolejnym był Konzentrationslager w Sachsenhausen-Oranienburgu. Dowodem na to jest zachowana korespondencja z Anną Niedźwiedzińską.
W pierwszym liście (zobacz powyżej), datowanym na dzień 14 marca 1943 roku, Henryk pisze: Droga Matko, chciałbym Ci przekazać, że czuję się dobrze i jestem zdrowy. Kilka dni temu dostałem Twoją paczkę, która odbyła długą podróż przez obóz jeniecki. Bardzo Ci za nią dziękuję. Jak się czujesz? Powiadom mnie, jeśli doktor uzna, że to konieczne, być pojechała do sanatorium. To dla mnie bardzo ważne, czy jesteś zdrowa. Czekam na Twoją szybką odpowiedź w tej sprawie. Pozwolono mi otrzymywać paczki z jedzeniem. I proszę pisz zgodnie z umieszczonymi powyżej instrukcjami władz obozu koncentracyjnego. Napisz mi jak się masz. Całuję Cię gorąco, także Marię i Jana [przyrodnie rodzeństwo Henryka - dopisek JM], Heinz
Henryk Lindemann w kwietniu 1945 roku przebywał w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen, z którego był ewakuowany kolumną Międzynarodowego Czerwonego Krzyża i tu ślad się urwał. Prawdopodobnie Rosjanie "omyłkowo" ostrzelali kolumnę i wszyscy zginęli. Opisał to kolega Henryka - Kazimierz Gaca w liście do Anny Niedźwiedzińskiej z 22 czerwca 1947 roku: 21.IV.1945 Obóz Koncentr. Sachsenhausen a z nimi także nasze Komando HEINKEL został ewakuowany w kierunku północno-zachodnim. Henryk maszerował w tej samej co i ja grupie 27 wzgl. 28 kwietnia 45 w lesie Bellow Henryk był już marszem tak wyczerpany, że mało było nadziei, aby mógł ujść jeszcze kilkadziesiąt kilometrów. Około godz. 16-tej tego samego dnia osiągnęły naszą kolumnę samochody Międzynarodowego Czerwonego Krzyża z paczkami. Przy tej sposobności tłumacz obozowy p. M. Kosicki (obecnie w Anglii) poprosił delegata M.C.K. o zabranie na jeden z samochodów Henryka, niejakiego p. Brunno Pogge oraz pewnego Rosjanina, któego postrzelił w marszu SS-man. [...] Delegat M.C.K. (prawdopodobnie Szwed) jak przypuszczał kol. Kosicki zgodził na propozycję p. Kosickiego i przyjął na ciężarówkę wspomnianych trzech oraz przyrzekł opiekę. Samochody M.C.K. opuściły nas tego samego popołudnia. Dwa dni później około 30 kwietnia 45 mieliśmy postój w jakiejś cegielni, w jednej ze stajni, zastaliśmy prowizoryczną izbę chorych pod opieką SS. Zastaliśmy tam również Henryka opraz p. Brunno Pogge, którzy czuli się już lepiej niż przed dwoma dniami: spacerowali nawet przez pewien czas po podwórzu cegielni. [...] Wczesnym rankiem następnego dnia opuściliśmy cegielnię, chorzy z sanitariuszami tam jeszcze pozostali. Od chwili opuszczenia cegielni przez kolumnę, w której szedłem, ślad po chorych i sanitariuszach zaginął. [...]
I na koniec słowa wielkiego uznania dla matki Henryka Lindemanna za wieloletnie starania o poznanie losów wojennej tułaczki syna.
Anna Niedźwiedzińska zmarła w Kcyni 4 kwietnia 1957 roku i spoczywa na miejscowym cmentarzu.
Autor: Wojciech Niedźwiedziński
Materiały zamieszczone w galerii poniżej pochodzą z archiwum Autora.
Gniezno, 17 maja 2022 r.
Dziękuję za pomoc w tłumaczeniu tekstów w języku niemieckim i francuskim - Frank, Katherina - I am really grateful for your help concerning preparation of this article. Justyna Makarewicz









